*** From [EMAIL PROTECTED] [2000-07-25 13:54:58]
Stosunki polsko-niemieckie robia sie tak dobre, ze kto wie,
czy niedlugo nie stana sie rownie dobre, jak kiedys ze
Zwiazkiem Radzieckim lub Mongolska Republika Ludowa - choc
wydawaloby sie to niemozliwe...
Oto kolejny dowod.
Antypolska krucjata profesora Tycha
Sledzac od 20 lat kierunki rozwoju stosunkow
polsko-niemieckich, nie mozna nie zauwazyc, ze od kilku lat
zaczynaja one nabierac nieoczekiwanego obrotu, przechodzac od
w miare zyczliwych (na poczatku lat 80.) do stosunkowo
chlodnych. Nie moze tego przeslonic nawet pozornie uprzejmy
ton wypowiedzi niemieckich politykow o tym, ze chca widziec
Polske jak najszybciej w Unii Europejskiej. We wczesnych
latach 80., po stworzeniu w Polsce "Solidarnosci", a nastepnie
wprowadzeniu stanu wojennego, zauwazalo sie w niemalej czesci
spoleczenstwa niemieckiego zmiane stosunku do Polakow z
wrogiego na przychylny. Niemcy zdali sobie sprawe, ze to, co
rozpoczelo sie w Polsce, jest poczatkiem konca bloku
komunistycznego i stwarza szanse na przyspieszenie procesu
zjednoczenia Niemiec. Dlatego tez dobry stosunek do Polakow
byl w ich zywotnym interesie. W okresie tym nie spotykalo sie
prawie zadnych negatywnych wypowiedzi o Polakach.
Bezpodstawne obawy
Zblizajace sie zjednoczenie Niemiec po upadku bloku
komunistycznego w 1989 r. i zwiazane z nim warunki wysuwane
przez strone polska (rezygnacja z roszczen terytorialnych i
uznanie granic) oziebily znacznie klimat polityczny, a co za
tym idzie - wplynely negatywnie na niemieckich dziennikarzy i
intelektualistow majacych bezposredni wplyw na manipulowanie
opinia spoleczna. Jednak obawy Niemcow okazaly sie
bezpodstawne. W czerwcu 1991 r. rzad Polski podpisal z
Niemcami "Traktat o dobrym sasiedztwie i przyjaznej
wspolpracy". Polska uznala w nim istnienie mniejszosci
niemieckiej (bez wskazania jakiegos konkretnego obszaru
zamieszkania Niemcow na terenie kraju). Mniejszosc niemiecka
korzysta od tego momentu ze wszelkich dobrodziejstw, jakie
przysluguja jej zgodnie z konwencjami miedzynarodowymi,
wlacznie z reprezentacja parlamentarna w polskim Sejmie i
mozliwoscia poslugiwania sie w urzedach jezykiem niemieckim.
Na zadanie Niemcow nie zalatwiono w Traktacie sprawy
ewentualnych roszczen Niemcow za majatek zostawiony na tzw.
Ziemiach Odzyskanych. Jeden z zapisow Traktatu mowi wyraznie,
ze sprawy tej on nie rozwiazuje. Oznacza to, ze sprawa ta
bedzie musiala zostac rozwiazana w przyszlosci. Nietrudno
jest przewidziec, ze Narod Polski bedzie musial za to drogo
zaplacic po przystapieniu do Unii Europejskiej. Trzecia wazna
sprawa jest to, ze nie rozwiazano jednoznacznie sprawy
dwujezycznych nazw miejscowosci, w ktorych zamieszkuja
przedstawiciele mniejszosci niemieckiej. Oznacza to, ze w
niedlugim, czasie nie bedziemy mogli nic zrobic, jak pojawia
sie na terenie calej Polski dwujezyczne tablice z nazwami
miejscowosci, a w urzedach bedziemy zatrudniac urzednikow,
ktorzy znaja jezyk niemiecki.
Zmiana kursu
Od poczatku lat 90. zaczely pojawiac sie w prasie niemieckiej
artykuly odnoszace sie coraz bardziej krytycznie do Polski.
Jako pretekst posluzyly kradzieze samochodow i praca na czarno
Polakow. Bardzo szybko "odzyl" obraz Polaka-zlodzieja, ktory
pasowal dobrze do stereotypu utrwalonego przez Goebbelsa, ze
Polacy to nieroby, zlodzieje i pijacy. W opiniotworczym
tygodniku "Der Spiegel" pisano znow o "polnischer Wirtschaft",
jako synonimie balaganu, niegospodarnosci i nierobstwa. Duzym
wzieciem ciesza sie obecnie referaty na temat
wspolodpowiedzialnosci Polakow za zaglade Zydow podczas
drugiej wojny swiatowej.
Winni takze Polacy
17 lutego br. prof. Feliks Tych wyglosil w Bonn na
zaproszenie zblizonej do SPD Fundacji Friedricha Eberta
(Friedrich-Ebert-Stiftung) i Towarzystwa
Niemiecko-Izraelskiego referat pt. "Niemcy, Zydzi, Polacy:
holokaust i jego pozne skutki". Referat ukazal sie nastepnie
w formie zeszytu nr 33 w ramach tzw. Kregu dyskusyjnego -
Historia. Przed upadkiem komunizmu Tych reprezentowal Polske
jako historyk w wielu miedzynarodowych gremiach. W 1996 r.
zostal dyrektorem Zydowskiego Instytutu Historycznego w
Warszawie. Jednoczesnie wyklada goscinnie jako profesor na
uniwersytetach w Getyndze, Freiburgu, Darmstadzie i Berlinie
(Centrum Badania Antysemityzmu na Uniwersytecie Technicznym w
Berlinie). W swoim referacie prof. Tych pisal: "Holokaust
nie odbywal sie w socjalnej prozni. W kazdym z dotknietych
krajow istnialo bardzo konkretne srodowisko polityczne,
gospodarcze i moralne, ktore nadalo holokaustowi, w kazdym z
tych krajow z osobna, inna postac. Ofiary zostaly wybrane z
jakiegos konkretnego spoleczenstwa. I od tego srodowiska byl
zalezny los ofiar, jak i zachowanie sie sprawcow. Roznice
pokazaly sie sumarycznie w procencie zydowskich ofiar w
porownaniu do ogolnej liczby Zydow w danym kraju. Najwiekszy
procent ofiar byl w okupowanej Polsce i Litwie (prawie 98
proc. Zydow, ktorzy znajdowali sie na tym obszarze w rekach
niemieckich). Mozna tu wskazac na razace roznice w losach
Zydow w Danii, czy Bulgarii, rowniez we Wloszech (gdzie
'tylko' 17,3 proc. Zydow zostalo zamordowanych) i pozostalej
czesci okupowanej Europy. (...) Przy innym nastawieniu
przecietnych Polakow mozna bylo najprawdopodobniej uratowac o
wiele wiecej Zydow, niz bylo to w rzeczywistosci. Wedlug
realistycznych szacunkow, okolo 40.000 Zydow zostalo
uratowanych przez Polakow i to przede wszystkim w Warszawie i
poludniowo-wschodniej Polsce. (...) okolo 35 proc.
uratowanych placilo pieniadze swoim ratownikom, i to nie tylko
za swoje utrzymanie; 50 proc. zostalo uratowanych bez
zaplaty, placilo jednak z reguly za swoje utrzymanie; 15 proc.
moglo uratowac sie na wlasna reke, korzystajac tylko z
przypadkowej pomocy (jak zalatwienie falszywych papierow,
jednorazowego przenocowania itp.). Aby uratowac jednego Zyda,
srednio musialo byc w to wtajemniczonych 5-6 osob. To oznacza
cala armie w liczbie 250.000 ratujacych. To jest niesamowita
liczba zaangazowanych, odwaznych na smierc ludzi! Posiadamy
udokumentowane zrodla o wiecej niz 660 Polakach, ktorzy
zostali zastrzeleni wraz z Zydami, ktorych probowali ratowac.
(...) Lecz, jezeli zestawi sie te cyfry ze soba, to wyniknie,
ze na przeciw tych 250.000 polskich ratownikow, ktorym sie
udalo (nieco wiecej niz 1 proc. etnicznie polskiej ludnosci
kraju) stoi okolo 660 Polakow, ktorzy za te pomoc zostali
zamordowani. To nie oznacza nic innego, jak wyrazne
stwierdzenie, ze 99,7 proc. Polakow, ktorzy odwazyli sie
podjac akcje ratunkowa, to postanowienie sie udalo".
"Brutalne Radio Maryja"
Obecny "antysemityzm" Polakow prof. Tych tlumaczy
"zbrutalizowaniem stosunkow na skutek okupacji nazistowskiej i
wojny". Zdaniem profesora, to powojenne zbrutalizowanie
"pokazalo sie nie tylko w pogromie kieleckim, ale rowniez w
innych formach: 1) jest to po pierwsze brak solidarnosci z
Zydami, ktorzy przezyli holokaust i w nierzadkich przypadkach
nawet zgoda na holokaust ex post (...). Przed wojna w Polsce
zgoda na fizyczne wyniszczenie, z wielu wzgledow
'niepozadanej' i nielubianej zydowskiej czesci ludnosci,
bylaby po prostu nie do pomyslenia. W czasie holocaustu i w
okresie powojennym stala sie ona jednak politycznym i moralnym
faktem, o ktorym sie nie mowi, a ktory jednak istnieje". 2)
powszechnie obecnie panujaca opinia, "ze Zydzi decyduja o
kierunkach polskiej polityki. (...) Takie stanowisko zajmuja
np. tak wazne instytucje jak najwieksza prywatna katolicka
rozglosnia Radio Maryja (z ca 4 milionami sluchaczy i wcale
niemala grupa 30 poslow w parlamencie) lub duza katolicka
gazeta codzienna 'Nasz Dziennik', a takze caly rzad innych
organow prasowych. Wprawdzie obie instytucje nie maja
oficjalnej legitymacji hierarchii katolickiej, jednak mimo
wszystko Papiez podziekowal rozglosni Radio Maryja za jej
prace podczas ostatnich wyborow parlamentarnych. Przed wojna
- z 3,5 mln Zydow - nikt nie wpadlby na taka idee, ze Zydzi
decyduja o polskiej polityce. Najwyzej mowiono, ze tzw.
zydostwo swiatowe probuje z zewnatrz wywrzec nacisk na Polske,
jak np. w przypadku Ukladu Wersalskiego z 1919 roku i zadana
przez nie ochrona narodowych mniejszosci w Polsce, co bylo
traktowane przez polskie partie nacjonalistyczne jako
naruszenie polskiej suwerennosci. I teraz, gdzie zyje tylko
okolo 8.000-10.000 Zydow, glownie starzy i biedni ludzie,
stawia sie takie niedorzeczne twierdzenie. Wcale nie musi sie
byc Zydem, aby w Polsce byc nazwanym Zydem". Na potwierdzenie
powyzszych tez autor powoluje sie na zdanie socjologa prof.
Hanny Swida-Ziemby ("GW" z 17.08.1998), historykow (?)
Wladyslawa Bartoszewskiego i Andrzeja Bryka oraz teologa ks.
Stanislawa Musiala ("GW" z 9-10.01.1999)
Zabojczo obojetni?
Pod koniec referatu Tych zadaje pytanie: "Czy sa jednak w
stosunkach polsko-zydowskich przeslanki, ktore nazistom
umozliwily lub chociazby ulatwily milczenie wiekszosci
polskiej ludnosci w stosunku do rozpoczetej 1941/42 calkowitej
zaglady polskich Zydow?". Zdaniem prof. Tycha, odpowiedz
brzmi twierdzaco: "po smierci Pilsudskiego 1935, czyli na
kilka lat przed niemieckim atakiem na Polske, pilsudczycy,
ktorzy przedtem mieli raczej umiarkowany stosunek do Zydow,
zaczeli w imieniu idei narodowo-panstwowej dryfowac w kierunku
gwaltownego antysemityzmu i zblizyli sie do partii
narodowo-prawicowych. W ten sposob akurat na kilka lat przed
niemieckim napadem na Polske - antysemityzm w Polsce stal sie
gwaltowniejszy niz kiedykolwiek. (...). I wlasnie ten fakt -
twierdzi profesor Tych - przyczynil sie w powaznym stopniu do
obojetnosci wiekszosci polskiej ludnosci w obliczu zaglady
Zydow przez nazistow". Po lekturze broszury wydanej przez
Fundacje Friedricha Eberta nasuwa sie spontanicznie pytanie:
jak dlugo jeszcze Polacy beda milczec wobec tego typu
oszczerstw? Kiedy wreszcie Ministerstwo Spraw Zagranicznych
oraz podlegle mu polskie sluzby dyplomatyczne (ktorych
przedstawiciele byli zaproszeni na ten wyklad) zaczna
protestowac przeciwko oskarzaniu Polakow o wspoludzial w
zbrodniach niemieckich?
ASTA, Brema
======================================================
Lista 'Prawica' Owner: <[EMAIL PROTECTED]>