*** From [EMAIL PROTECTED] [2000-08-14 09:45:26]
Oto przekopiowany wprost z Naszego Dziennika wybitnie antypolski
posting.
Pp. Dworakowski i Swiderski: szybko go do archiwow! Bedzie
material na cytaty.
mjw
-----------------------------------------------------------------
Badania statystyczne wykazuja, ze ponad polowa Polakow nie czyta
w ciagu roku ani jednej ksiazki, jeszcze wiecej nie kupuje i nie
czyta prasy. Z tych mniej wiecej 50 procent spoleczenstwa, ktore
po slowo pisane nie siega w ogole, podobno ponad 20 procent (tu
az nie chce sie wierzyc) traktuje opery mydlane, te nie konczace
sie serialowe tasiemce, nie jako fikcje, ale jako cos, co dzieje
sie naprawde. Z tych samych badan wynika, ze ponad polowa nie
rozumie tresci telewizyjnych wiadomosci, tekstow gazetowych i
wielu cierpi na tzw. analfabetyzm funkcjonalny, czyli ma klopoty
ze zrozumieniem, np. instrukcji obslugi pralki.
O tym wszystkim informowaly niedawno media i to glownie te,
ktorych zaslugi w drenowaniu mozgow i ogolnym rownaniu w dol nie
pozostawiaja watpliwosci. Na wyniki tego typu badan niewatpliwie
nalezy patrzec z pewna rezerwa, nie traktowac ich nazbyt
doslownie, ale cos w tym jest. W koncu triumfy swieci
wszechobecna tzw. kultura masowa, czyli w gruncie rzeczy
antykultura, a w ramach niej prasa brukowa, wspomniane telenowele
i ogolnie styl disco-polo. Pod wplywem tejze "masowej kultury",
lansowanej nagminnie na szklanym ekranie, zanika, wrecz
zwyczajnie chamieje kultura obyczaju. Czymze innym nazwac
powszechne "tykanie" w telewizji bez wzgledu na to, czy wypada,
czy nie (teleturniej "Milionerzy"), rzucanie niedopalkow
papierosow na przystanku autobusowym, uzywanie wulgaryzmow niczym
znakow interpunkcyjnych?
Kto dzis pamieta, ze polszczyzna jest dobrem kultury narodowej,
jednym z czynnikow tworzacych narod. Ale mowa codzienna stanowi
tez i swoiste zwierciadlo, wiele zdradza. Dzis zasmiecana jest
juz nie tylko wulgaryzmami, anglicyzmami bez potrzeby ("leasing"
zamiast dzierzawa), upstrzona rozmaita nowomowa obcego
pochodzenia (rozne "partycypacje", "restrukturyzacje" itp.), ale
tez okaleczana w najbardziej przemyslny sposob. Kto nie wierzy,
niech zajrzy do gazetowych rubryk z ogloszeniami, a trafi na
"kwiatki" w rodzaju: "mlodzi na grilla", "niesort", "przyucze
sufity podwieszane", "mlody komputer bez nalogow" itp.
Skad sie to wszystko bierze? Generalnie z 50-letniej
peerelowskiej polityki urawnilowki w szkolnictwie i kulturze,
ktora znalazla (niestety!) godna nastepczynie w dekadzie
transformacji. W czym zreszta nie ma nic dziwnego. W koncu
komunizm i liberalizm sa zblizone do siebie pod wzgledem
krotkowzrocznego, bo materialistycznego patrzenia na czlowieka i
swiat, a co za tym idzie podobnie tez obchodza sie z kultura. Ta
stanowi niepotrzebny balast w erze przepoczwarzania "homo
sovieticus" w "economic man", a i analfabetami duzo latwiej
rzadzic.
Pewien noblista w dziedzinie fizyki, gdy dowiedzial sie, ze
Polska przeznacza jedynie 0,5 procenta PKB na nauke, okreslil to
bez ogrodek jako dywersje przeciwko Polsce i przeciw jej
talentom. Jest to rzeczywiscie dywersja, bo to wlasnie naklady
na oswiate i kulture warunkuja w znacznej mierze caloksztalt
rozwoju, takze gospodarczego. Raporty ONZ dotyczace rozwoju
poszczegolnych krajow wskazuja jednoznacznie na taka zaleznosc;
okazuje sie, ze w krajach, ktore postawily na kulture,
zainwestowaly w edukacje (np. Korea Poludniowa, Irlandia)
nastapil z czasem znaczny wzrost dobrobytu.
Ta oczywista prawda, ze panstwo, ktore po macoszemu traktuje
oswiate i kulture, nie ma przyszlosci, wraca powoli do lask
rowniez u nas. Minister kultury i dziedzictwa narodowego w
jednym z wywiadow prasowych powiedzial, ze bledem polityki
kulturalnej III RP byla zbytnia ekonomizacja kultury. W wyniku
przyjecia "plaskiej optyki liberalnej" uznano ja za nieistotna,
marginalna, jako ze nie przynosi szybkich, prostych zyskow
ekonomicznych. Minister zapowiedzial, ze pragnie doprowadzic do
tego, by kultura doczekala sie wreszcie priorytetowego miejsca w
dzialaniach rzadu.
Takich deklaracji nie bylo wiele w ostatnich latach. W
oczekiwaniu na reanimacje polskiej kultury trudno jednakze
uwolnic sie od watpliwosci. Cos tu bowiem nie zgadza sie z tymi
priorytetami. Naczelnym priorytetem polskiego rzadu, a wiec i
ministerstwa kultury, jest czlonkostwo w UE. Unii zas daleko do
papieskiej wizji "Europy ducha", gleboko etycznej i
personalistycznej, daleko do "kontynentu kultury", do ktorego
budowy wzywa Ojciec Swiety. To pod rzadami socliberalow Europa
stala sie kontynentem kultury postmodernistycznej, zwanej przez
niektorych "postkultura", ze zrelatywizowana moralnoscia
dozwalajaca na aborcje, eutanazje, pornografie, z cenzura
politycznej poprawnosci, konsekwentnie zwalczajaca kulture
klasyczna.
Czy mozna w ogole pogodzic zapowiadana priorytetowa role kultury
w dzialaniach rzadu z jego "priorytetem priorytetow" - akcesja do
UE za wszelka cene? Chyba, ze chodzi o inna kulture, niz
klasyczna, zbudowana na chrzescijanstwie, greckim antyku i prawie
rzymskim, ktora Polacy przez wieki tworczo rozwijali, w oparciu o
ktora budowali swa tozsamosc narodowa. Brzydko pachnie kolejna,
tym razem postkulturowa urawnilowka.
Julia M. Jaskolska
======================================================
Lista 'Prawica' Owner: <[EMAIL PROTECTED]>