*** From [EMAIL PROTECTED] [2000-08-16 09:20:32]
Ponizszy artykul z Naszego Dziennika wydawal mi sie tak godny uwagi,
ze zamieszczam go w calosci, proszac o uwazne przeczytanie.
mjw
----------------------------------------------------------------------
Nie lekajcie sie argumentow profesorow!
Istnieja liczne zastrzezenia ekonomistow zwiazane z przystapieniem
Polski do Unii Europejskiej. Rozwazmy najpowazniejsze argumenty za
przystapieniem Polski do UE, przekazane w przeslaniu hierarchy Kosciola
[1]. W sprawie tej zabiera glos wielu polskich uczonych, wspomnijmy
prof. prof. dr. hab. Rafala Brode, Jacka Walczewskiego, Gabriela
Turowskiego. Przedstawie kilka punktow, w ktorych wydziele wspomniane
najpowazniejsze argumenty.
Zastrzezenia ekonomistow
socjologow, antropologow, psychologow - eurosceptykow kwituje sie zwykle
[1] przypomnieniem, ze "Solidarnosc" troszczyla sie o wszystkich, nie
ograniczala sie do zakladow pracy, lecz wystosowala poslanie do narodow
Europy, upominala sie o ludzi, ktorych prawa lamano. I teraz Polska
mialaby obowiazek nie tyle myslec o sobie, co o innych w UE.
Argumentacje te mozna nazwac argumentacja przez wzmozenie (myslenia o
innych) - ma ona cos z ciaglosci (przejscia od "Solidarnosci" do swiata
w ogole), zasady lex continui. Jest ona tak szczegolna, ze mogla zjawic
sie tylko w kulturze polskiej [2], odwoluje sie do zasady solidarnosci,
ktora w krajach kapitalistycznych nie jest znana, poniewaz tam
solidarnosc oznacza obrone: a) interesu, b) grupy niewspolzmienniczej,
czyli wyodrebnionej, wyizolowanej ze spoleczenstwa, grupy w sensie
kwantyfikacji egzystencjalnej [2].
Dokladniejsze badania pokazuja, ze argumentacja tego rodzaju nie
wystepuje w krajach kapitalistycznych, natomiast jest dobrze znana w
Polsce. Wspolzmienniczosc jest obca kulturze zysku, tzw. konkretu -
programowemu rozwarstwieniu. Argumentacja ta uzyta w tej chwili i w tej
sytuacji jest nieuzasadniona (aczkolwiek w ogole jest nosna), poniewaz
nie jest pewne, czy kapitalizm (chodzi przeciez o wstapienie do panstw
zachodnich) oczekuje proponowanej wspolzmienniczosci (ogolnej
kowariancji, zerwania z egzystencjalnym filtrowaniem [3]), a takze
dlatego ze programu wspolzmienniczosci [2, 3] z lat 1980-1989 nie
zrealizowano w Polsce, aczkolwiek spoleczenstwo tego wlasnie oczekiwalo.
Argument jest metafizyczny, systemowy [3, 4], i skomplikowany, wymagalby
udostepnienia obu stronom sporu co tydzien kilku stron w "Naszym
Dzienniku", ale celem "Naszego Dziennika" jest realizacja
zapotrzebowania zwyklych ludzi, a nie wciaganie ich w subtelne dyskusje.
W tej sytuacji trzeba mowic na poziomie jezyka codziennego.
Tlumaczac zwyklym ludziom blednosc argumentacji na zwykly jezyk,
powiemy: Gdy klient przychodzi do sklepu, nie mowimy mu, ze ma
poczekac, az obsluzymy wszystkich. Klient doskonale wie, ze sklep jest
dla wszystkich i zalecany przez ekspedientke styl jest przeciwny formule
"dla kazdego". Polska, owszem, ma do zrealizowania program
wspolzmienniczosci, ale bedzie pieknym przykladem, jesli ten
kopernikanski program pozwoli zastosowac do siebie.
Nietrafna jest tez inna argumentacja
mianowicie ze Polska, w przeciwienstwie do wielu innych napadnietych
przez Niemcow panstw, nie wspolpracowala z Niemcami [1, 3, 4], nie
myslala o wlasnej wygodzie - a zatem i teraz nie powinna myslec o sobie.
Ze ucieczka przed wstapieniem do UE bylaby zdrada ogolnoludzkiego
honoru, na ktorego strazy stala Polska.
Argumentuje sie tez
ze Polska moze smialo wstepowac do UE, poniewaz na przekor planom
komisarzy (ZSRS, 1917-1920 r.) dotyczacym jej zniszczenia, Polska
odniosla zwyciestwo w roku 1920 [1]. Twierdzic, ze dzieki polskiej
madrosci i odwadze Polska zwyciezy wszelkie zagrozenia, ktore wynikaja z
wladzy komisarzy, znaczy przejawiac romantyzm, a nie realizm [2].
Te poszczegolne argumenty maja nalezec do superargumentu: ze Polska ma
tylko ufac, ze podobnie jak ufnoscia przezwyciezyla przeszle zagrozenie
ze strony komisarzy bolszewickich, tak ufnoscia przezwyciezy wszelkie
przyszle zagrozenie ze strony komisarzy. Tymczasem ufnosc jest
kategoria - powiedzmy - wewnetrzna, o ktorej chory ani szpital nie
powinien zapomniec, lecz nie jest rzecza szpitala odwolywac sie w
epikryzie do ufnosci. W tlumaczeniu na jezyk kupujacego, klient ufa, ze
nabyl pozywienie, a nie trucizne, lecz zly to sklep, ktory nie
gwarantuje braku trucizny w pokarmie zwyklymi (naturalnymi) srodkami,
lecz broni jakosci towaru, powiadajac, ze klient ma obowiazek ufac, a
nie lekac sie.
Polska ma tez przestac
dmuchac na zimno (byc nieufna i przewidujaca), ma zaufac nowym
przychylnym Polsce i wartosciom Niemcom [1]. Czy trzeba cos dodawac? A
wiec ten, kto kieruje sie swym zyciowym doswiadczeniem, madroscia i
odpowiedzialnoscia, jest przeciwko UE.
Albo powiedzmy to tak: Niemcy po przegranej wojnie, spowodowanej
nienasycona zadza unicestwiania Polski i innych narodow,
przeksztalcilyby sie w system wielkiej przychylnosci dla prawdy na temat
historii i w ogole dla Polski, w system zdecydowanie kierujacy sie
zadaniem naprawy wyrzadzonych szkod niz powrotem do swej asymetrycznej
tradycji - asymetrycznych prob likwidacji Narodu Polskiego i checi
przejecia terytorium Polski. Zatem skoro Niemcy wyrzekly (?) sie swej
tradycji, to odpowiedzialnosc nie obowiazuje, nie wolno tez dmuchac na
zimne, bo sie przeziebi.
Wybitny politolog niemiecki prof. Manfred Messerschmidt ma nieco
odmienne na ten temat zdanie [3, 4]. Nie trzeba dzis, po roku 1989,
krepowac dyskusji.
Polska ma tez nie dostrzegac przepasci kultur, tradycji i historii, gdyz
"wszystkich nas jednoczy Chrystus, oddajacy zycie za cala ludzkosc (por.
Kol 3,11). To Chrystus przyszedl na ziemie, aby rozproszone dzieci Boze
zgromadzic w jedno (J 11,52). Jego jednoczaca misja wymaga od nas
solidarnych dzialan..." [1]. Polska ma byc otwarta na krance interesow
niemieckich (i w ogole w domysle innych krajow), bo tylko to bedzie
zgodne z Chrystusowym poslaniem Apostolow "na krance ziemi".
Byc moze koncepcja kraju jako syntetycznego Apostola jest w dzisiejszej
globalistycznej (na pierwszy rzut oka superkomunistycznej) scenerii
cenna, lecz czy nie nalezaloby wziac pod uwage, ze apostolska misja
oslabionego kraju moze zakonczyc sie scieciem glowy przez dumnych z
posiadania i konsumpcji pogan i lepiej z ta misja byloby zaczekac az
Polska wzmocni swoje rolnictwo, przemysl papierniczy, odziezowy,
cementowy i stalowy - slowem mieszkalny, aby zabezpieczyc przyszlosc
rodzinom na wypadek zbiorowej retorsji pogan niezadowolonych z tego, ze
Polska chce swoje wartosci katolickie i solidarnosciowe wpajac w
Europejskim Supermarkecie?
Zanim zlozy sie taka deklaracje (misji zmiany UE przez przystapienie do
UE), najpierw nalezaloby zbadac, czy zwolennicy przystapienia do
Maastricht slusznie zakladaja, ze kraje kapitalistyczne, rzekomo
przejawiajace wrazliwosc religijna i moralna, rzeczywiscie czekaja na
katolicyzm, na nasza milosc blizniego [1], ktora jakoby mamy obowiazek
"okazac w solidarnej trosce o obecnosc chrzescijanstwa w kulturowym
dziedzictwie Europy poprzez budowe europejskiej wspolnoty ducha". Moze
sie myle, ale uwazam, ze argumentacja o potrzebie przeksztalcenia Polski
w Syntetycznego Apostola zaklada jednak ogolnie negatywny (a nie
pozytywny!) obraz areopagu zarzadzanego przez komisarzy! Skoro tak,
jeslibym mial racje, to zastrzezenia Maastricht-sceptykow powinny jednak
byc wziete pod uwage i nalezy im przydzielic tyle telewizyjnego czasu,
ile juz go mieli chwalcy Unii z Maastricht (nie mylic z unia z Krewa).
Pozostaje tylko problem ustalenia, czy spoleczenstwo woli dyskusje na
temat przyszlosci swych rodzin, czy popis glupoty w stylu "Randka w
ciemno" lub poddanie sie kolu fortuny. Z moich badan wynika, ze w 90
proc. spoleczenstwo woli rzeczowe programy i chetnie wyslucha
ekonomistow, ksiezy, prawnikow, politykow, socjologow, dyrektorow
fabryk, lekarzy etc., ktorzy od lat dobijaja sie do drzwi TV. W
katolickiej [1] najbardziej naukowej i logicznej "argumentacji" na rzecz
UE
zwraca uwage teza
ze Polska, a przynajmniej narod-apostol "odnajdzie sens swego zycia,
skladajac siebie jako dar dla innych" w ramach budowy "kultury
solidarnosci na fundamencie prawdy o tym, ze jestesmy wszyscy dziecmi
Ojca z niebios". Tymczasem nie zachowalismy prostszego programu:
"Solidarnosci" 1980-1989. To w tym tkwi problem miliona rodzin. W
kontekscie przywolania sw. Maksymiliana Kolbego oraz ks. Jerzego
Popieluszki role zlozenia siebie na oltarzu europejskim przypisuje sie
chyba akurat Polakom.
Czy miliony rodzin - do tego w epoce przejetej przez dyktat kapitalizmu,
czyli uzycia - chca w tej roli wystapic? Szczerze w to watpie.
Zapytajmy sie sami siebie: pomyslmy przez chwile, co by powiedzieli np.
Szwajcarzy, gdyby Kosciol ustami swego hierarchy zaproponowal bankom
szwajcarskim role ks. Jerzego Popieluszki lub sw. Maksymiliana? Czy
zlozenie takiej propozycji nie powinno byc poprzedzone przeksztalceniem
spoleczenstwa Szwajcarii w spoleczenstwo pelne najwyzszych wartosci?
Czy Polacy sa rzeczywiscie az tak cierpietniczy, aby przygotowac ich na
odgrywanie roli syntetycznego sw. Maksymiliana Kolbego?
W "argumentacji" tej [1] nie zadbano takze o strone logiczna, musi to
kazdego niepokoic. Czy rzeczywiscie mozna powiedziec, ze "Naszym celem
jest wspolne (z krajami kapitalistycznymi) dzielenie trosk (a nie
gorszenie sie], sluzace budowaniu europejskiej wspolnoty ducha [poniewaz
UE choruje na konsumpcjonizm)". Czy Norwegia i Szwajcaria naprawde
nieslusznie nie przystapily do UE? Skoro wiele krajow ociagalo sie z
przystapieniem do Unii z Maastricht, czy nie nalezaloby pojsc ich sladem
i poczekac kilkanascie lat? Trzeba sobie tez zadac pytanie, czy
sytuacja krajow z UE jest taka jak sytuacja Polski, czy jest symetria
niezbedna do uczestniczenia w UE? Godzi sie te problemy rozwazyc, a nie
przemilczac. Czy obowiazujacy w Polsce stan gotowosci stowarzyszenia
Polski z UE dal Polsce korzysci, czy przeciwnie - doprowadzil do
obnizenia mocy produkcyjnych niezbednych dla miliona rodzin?
Wadliwe jest wezwanie Polakow
do porzucenia argumentow ekonomicznych i zwiazanych z ekonomia lekow:
"Zapewne na poczatku chrzescijanstwa dzielili je (leki) rowniez
apostolowie spieszacy z przeslaniem Ewangelii do Rzymu, Aten czy
Koryntu. Dzieki ich odwadze swiadectwo ewangelicznej prawdy nie
ograniczalo swych wplywow do palestynskiej prowincji (obecnie Polski),
lecz dotarlo do stolicy Imperium (obecnie superkomunistycznej wioski
zarzadzanej przez komisarzy z Brukseli) i stalo sie przedmiotem
zainteresowania na greckich (dzis marketingowych) areopagach. Dzis (w
skomercjalizowanej UE) rowniez potrzeba nam podobnej odwagi, abysmy
umieli nasza wiernosc duchowi Ewangelii wnosic w serce kultury, przed
ktora staje wiele nowych wyzwan". Ryzykowne jest rozumowanie, ze skoro
apostolowie mieli opieke Ducha Swietego, ktory dbal o zalozenie
Kosciola, to wobec tego ta opieka objete zostana sprawy europejskiego
limitowania rozwoju polskiej gospodarki.
Mam powazne powody, aby twierdzic, ze Duch Swiety raczej bedzie sprzyjac
naszemu wlasnemu odpowiedzialnemu programowi dobrego wyzywienia i
ubrania oraz wybudowania domow dla licznych polskich rodzin, a nie
programowi rujnowania rolnictwa i przemyslu, gwoli wypelnienia
ograniczen wynikajacych z Ukladu Stowarzyszeniowego Polski z UE.
Likwidacja zrodel wyzywienia i utrzymania rodzin jest malo ewangelicznym
zadaniem. Duch Swiety jest bardziej odpowiedzialny, niz chce tego
globalizm, G7 i UE.
Wielu polskich uczonych chce sie wypowiedziec w sprawie UE - wspomnijmy
prof. prof. dr. hab. Rafala Brode, Jacka Walczewskiego, Gabriela
Turowskiego. Jezeli znalazlo sie jednego dnia az trzech profesorow, to
zapewne z zaproszenia do dyskusji skorzystaliby inni. Apeluje o to, aby
nie odbierac im tej szansy. Mam nadzieje, ze przedstawilem te
najwazniejsze argumenty, za pomoca ktorych niektorzy przedstawiciele
Kosciola zwalczaja tych, ktorzy sa ostrozni wobec przystapienia do UE i
ze wydzielilem te najpowazniejsze punkty przestrzegania Polakow przed
niewstapieniem do UE. Nie sadze, abysmy mieli prawo zlekcewazyc glos
profesorow - Brody, Walczewskiego, Turowskiego i innych - autorzy
najwyrazniej wystepuja w imieniu takze innych naukowcow.
Jestem absolutnie przekonany, ze wymienieni przeze mnie trzej krakowscy
profesorowie oraz inni uczeni przez nich reprezentowani doprawdy
potrafia myslec. Przypadkowo akurat czytalem niektore ich prace i
twierdze, ze w zadnym wypadku nie stronia oni od argumentow scislych ani
empirycznych. Slowem uwazam, ze to jest wielki kapital, ktorego Kosciol
nie powinien lekcewazyc. Rezygnacja z takiego kapitalu jest powaznym
bledem ekonomicznym, ktory zemsci sie na wielu. Jest to blad
ekonomiczny, absolutnie niezaleznie od tego, czy chcemy (?) go popelnic
dobrowolnie, czy pod naciskiem. Otworzmy media dla polskich uczonych!
Nie lekajcie sie profesorow!
Prof. dr hab. Miroslaw Zabierowski
Autor jest profesorem Politechniki Wroclawskiej, ma w dorobku 230 prac.
Literatura
[1] J. Zycinski, "Nie lekajcie sie Europy", "Nasz Dziennik",
9.08.2000 r., s. 11
[2] T. Grabinska, M. Zabierowski "Aksjologiczny
krag Solidarnosci", Politechnika Wroclawska, Wroclaw 1998
[3] M. Zabierowski, "Wszechswiat i metafizyka", PWN 1998
[4] M. Messerschmidt, "Die Zeit", styczen 1993, s. 4,
przedruk: "Odra", nr 9, 1993
======================================================
Lista 'Prawica' Owner: <[EMAIL PROTECTED]>