przeprasam to "Puls Biznesu", oddzielna gaseta, wkladka do Rzeczpospolitej.
http://www.pulsbiznesu.pl/artykul.asp?SEC=AKT&id=176937
 z serwisu Pulsu Biznesu: www.pb.pl
ze strony www.pb.pl/artykul.asp?SEC=AKT&id=176937

Tytuł: Yaron Bruckner ma talent do biznesu

Źródło: Puls Biznesu

Data: 2002-09-06

Autor: Dawid Tokarz

Treść:
Przez 12 lat holenderska spółka Eastbridge z firmy mającej siedzibę w
prywatnym mieszkaniu rozrosła się w holding, którego roczne obroty w
Polsce przekraczają 1,6 mld zł. Dynamika wzrostu dorównuje liczbie
kontrowersji, jakie wzbudza tak Eastbridge, jak jej prezes, Yaron
Bruckner. Jest to tym bardziej intrygujące, że o mały włos spółka nie
przejęła kontroli nad Polską Telefonią Cyfrową, operatorem komórkowym
wartym 10 mld zł.


Yaron Bruckner to bardzo tajemnicza postać. Jak ognia unika dziennikarzy,
a zwłaszcza fotoreporterów. W swoim życiu udzielił tylko jednego wywiadu -
kilka miesięcy temu "The Wall Street Journal Europe". Z nami też nie
chciał rozmawiać.

- Prezes zamierza utrzymać średnią: jedna rozmowa z dziennikarzem na 10
lat - mówi z uśmiechem jego bliski współpracownik.

Ludzie biznesu znają jego nazwisko, ale mało kto może o nim powiedzieć
więcej niż kilka zdań.

Niby nic niezwykłego. Może bierze się to z przekonania, że rozgłos
przeszkadza interesom. Być może - z wynikającej z charakteru skłonności do
trzymania się w cieniu. Człowiek, który pracował dla Brucknerów ("mogę
powiedzieć o tej współpracy jedynie dobre rzeczy"), twierdzi jednak, że
nie chcą oni też zbytnio rozgłaszać swoich osiągnięć, obawiając się -
nierzadkiego w Polsce - uderzania w antysemicką nutę. I matka, i ojciec
Yarona Brucknera są bowiem urodzonymi w Polsce Żydami.

Tajemniczość budzi jednak kontrowersje i podejrzenia, prowokuje plotki.
Nie ma się czemu dziwić, skoro firma Brucknera jeszcze kilka dni temu była
kandydatem do przejęcia Polskiej Telefonii Cyfrowej, największego w kraju
operatora telefonii komórkowej wartego 10 mld zł, a wcześniej
uczestniczyła m.in. w naszpikowanej kontrowersjami prywatyzacji Domów
Towarowych Centrum i sprowadziła do Polski tak uznane marki, jak Kodak,
Canal+, Vivendi czy Nestle.

Firma rodzinna

Jak najkrócej opisać rodzinny interes Brucknerów?

- Jesteśmy wyspecjalizowanym funduszem inwestycyjnym. Po pierwsze -
działamy wyłącznie w Europie Środkowej i Wschodniej. Po drugie - zajmujemy
się biznesami prokonsumenckimi. Po trzecie zaś - nie jesteśmy funduszem
typu "hit and run". Gdy wchodzimy do spółki, to na tak długo, by móc ją
zrestrukturyzować, postawić na nogi i dopiero wtedy ewentualnie sprzedać.
Najczęściej staramy się jednak pozostać w biznesie i nie odsprzedawać
całkowicie udziałów. Pozyskujemy dla tych przedsięwzięć partnerów
strategicznych lub finansowych, by zapewnić im dynamiczny rozwój. Czwarta
nasza cecha szczególna to import pomysłów i know-how z Zachodu, ale z
uwzględnieniem specyfiki Europy Środkowej i Wschodniej - przedstawia
Eastbridge Maciej Dyjas, wiceprezes spółki, uważany za prawą rękę jej
szefa, Yarona Brucknera.

Kontrolę nad zarejestrowaną w Holandii spółką Eastbridge sprawuje rodzina
Brucknerów, do której należy około 65 proc. akcji. Pozostałe walory
pozostają własnością kilkunastu inwestorów instytucjonalnych, z których
największy pakiet (11 proc.) posiada Citigroup. Akcjonariuszami są też
m.in. Morgan Stanley, ING Barings, Templeton, Schroder czy ABN Amro.

- Brucknerowie mają naprawdę dobre kontakty w zachodnioeuropejskich
kręgach biznesowo-politycznych. Od wielu lat członkiem rady nadzorczej
Eastbridge jest Jacques Attali, kiedyś bliski współpracownik prezydenta
Mitterranda i pierwszy prezes Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (od
red. odszedł z banku w atmosferze skandalu) - mówi menedżer jednego z
większych światowych banków inwestycyjnych, który kilkakrotnie
współpracował z Eastbridge.

Yachim Bruckner, ojciec naszego bohatera, od połowy lat 50. handlował z
krajami dawnego bloku wschodniego, głównie z Polską. Eksportował dobra
konsumpcyjne, importował - przemysłowe. W końcu lat 80. interesy rodzinne
przejął jego syn, Yaron Bruckner. Dzięki znajomości rynku Europy Środkowej
i Wschodniej był dobrym partnerem dla koncernów międzynarodowych, które
same obawiały się inwestować tam pieniądze. W tamtym czasie powstała też
firma Eastbridge (przejęła interesy kilku spółek rodziny Brucknerów w
krajach dawnego RWPG).

Od początku lat 90. Eastbridge zainwestował w Polsce ponad 400 mln USD, z
czego (jak twierdzą przedstawiciele spółki) ponad połowę stanowiły środki
własne holenderskiej firmy. Szefowie Eastbridge sprowadzili do Polski tak
znane firmy jak Kodak, Nestle, Canal+ czy Vivendi.

- Trzeba pamiętać, że nigdy nie wyprowadziliśmy zysków z Polski.
Inwestujemy je w kraju - podkreśla Maciej Dyjas.

Znajomy prezydenta

By zachęcić potencjalnych partnerów, Eastbridge w prezentacji firmy pisze
o "zdolności do współpracy z władzami krajów, w których prowadzimy
interesy". Fakt. Nasze źródła mówią o bliskiej znajomości Yarona Brucknera
z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim i jego otoczeniem. Według naszych
informatorów, prezes Bruckner bywa częstym gościem prezydenta (m. in. był
widziany na przyjęciu po jego wyborze na drugą kadencję), spółki
Eastbridge hojnie wspierają zaś fundację Jolanty Kwaśniewskiej. Jednym się
to nie podoba, inni z zazdrością i uznaniem komentują kontakty Yarona
Brucknera w strukturach państwowych, mówiąc o ich nieodzowności.

- Nie są mi znane żadne uprzywilejowania pana Brucknera w stosunkach z
prezydentem. To, że pojawia się na przyjęciach, gdzie jest obecny
Aleksander Kwaśniewski, wynika z tego, że Eastbridge po prostu prowadzi w
Polsce duży biznes. Prezes Bruckner działa na tym rynku od 12 lat i zrobił
coś naprawdę unikalnego. Takich osób jest w Polsce niewiele - dziesięć,
może dwadzieścia. Spekulacje o bliskiej znajomości z prezydentem to
nadinterpretacja - twierdzi Maciej Dyjas.

Słyszy się też o dobrej znajomości Yarona Brucknera z Markiem Siwcem,
szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego i jednym z najbliższych
współpracowników Aleksandra Kwaśniewskiego. Zapytany przez nas o te
kontakty Marek Siwiec odpowiedział na piśmie: "Pan Yaron Bruckner jako
zagraniczny inwestor w połowie lat 90. doprowadził do powstania
stowarzyszenia Poland for Europe, które w tamtych trudnych czasach w
sposób skuteczny prowadziło działalność lobbingową na rzecz Polski w
Europie. Działalność prowadzona była przy wsparciu i udziale tak wybitnych
postaci, jak: Jacques Delores, Hans-Dietrich Genscher czy Sophie Marceau.
Bruckner jest osobą życzliwą i przyjazną Polsce, co szczególnie odczuwa
się w stosunkach polsko-żydowskich".

W połowie lat 90. Marek Siwiec, wówczas członek Krajowej Rady Radiofonii i
Telewizji (KRRiT), głosował za przyznaniem koncesji dla telewizji Canal +,
której największym udziałowcem była Telewizyjna Korporacja Partycypacyjna
(TKP), kontrolowana pośrednio przez Brucknera. Wykonane przed przyznaniem
koncesji ekspertyzy prawne i ekonomiczne były dla TKP niekorzystne.
Wątpliwości ekspertów dotyczyły głównie niejasnej struktury własnościowej
i podstaw finansowych spółki. Oto konkluzja tej opinii: "Biorąc pod uwagę
kryteria ekonomiczne stosowane do analiz wniosków o koncesje telewizyjne,
zgodnie z ustawą o radiofonii i telewizji, ww. wnioskodawca nie spełnia
tych wymogów". W toku dyskusji Marek Siwiec oświadczył, że "gotów jest
przyjąć na siebie wszelkie konsekwencje wynikające z faktu, iż głosował za
uchwałą i uważa, że została ona podjęta w dobrej wierze i słusznie".


Imperium ładnie wyszło na fotografii


Od początku za najbardziej interesujący rynek Yaron Bruckner uznawał
Polskę. Pierwszą ze spółek założonych w naszym kraju był Pol-Kaufring,
który zaczął działalność jeszcze w czasach PRL. Spółka miała zajmować się
tym, na czym najbardziej znał się Bruckner, a więc importem i dystrybucją
produktów fotograficznych i optycznych oraz kosmetyków. W planach, jak
wynika z akt rejestrowych, miała także inwestycje i działalność
szkoleniową. Siedziba Pol-Kaufringu znajdowala się w mieszkaniu Janusza i
Hanny Teresy Romanowskich, najbliższych wspólników w interesach Yarona
Brucknera aż do połowy lat 90. Obecnie Janusz Romanowski, były działacz
PZPR, nie chce rozmawiać o historii interesów z Brucknerem.

Kapitał Pol-Kaufringu (1 mln USD) objął - głównie poprzez aport
laboratorium fotograficznego i filmów Kodaka - Kaufring, spółka
kontrolowana przez Brucknerów, zarejestrowana w Szwajcarii. Już w 1993 r.
Pol-Kaufring otworzył w Konstancinie Centrum Promocji Kadr - ośrodek
szkolenia, który najpierw wydzierżawił, a później kupił od Centralnego
Związku Zawodowego Budowlani.

- Romanowski w początkach Eastbridge w Polsce? Miał duże znajomości w
świecie powstającego wtedy biznesu. Pierwsze kadry ludzi interesu to
często przecież byli dygnitarze partyjni czy państwowi minionej epoki. W
przeciwieństwie do niego - kiedyś dyrektora kształcenia kadr
Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych - nie wszyscy na przykład
wiedzieli o zdewastowanym wprawdzie, ale położonym w świetnej okolicy
ośrodku. Podobnych informacji miał on znacznie więcej - mówi znajomy
Janusza Romanowskiego z tamtych czasów.

Eastbridge (przejął wszystkie udziały od Kaufringu w styczniu 1994 r.)
wycofał się z Pol-Kaufringu na rzecz Romanowskiego w 1996 r. Ale
wcześniej, w 1990 r., Pol-Kaufring założył z Kodakiem joint venture
Foto-World, która poprowadziła dystrybucję produktów Kodaka oraz
laboratoria fotograficzne tej marki. Po kilku latach obroty roczne Foto
World sięgnęły kilkudziesięciu milionów dolarów. Wówczas Kodak wykupił
udziały Eastbridge. Eastbridge zachował jednak około 30 salonów z
produktami Kodaka w Empikach. Dziś jest ich ponad pół setki, znane są pod
franszyzową nazwą Empik Kodak Express.

Import i dystrybucję kosmetyków od Pol-Kaufringu przejęło - założone przez
Eastbridge - przedsiębiorstwo Beauty Distribution, w owym czasie wyłączny
dystrybutor luksusowego działu kosmetyków L'Oreal. Z końcem 1999 r. L'
Oreal odkupił jednak od Eastbridge wyłączne prawa dystrybucji i sam zajął
się tym biznesem. Beauty Distribution wygaszała działalność. W aktach
rejestrowych spółki dotarliśmy do informacji z marca 2002 r., że przeciwko
niej II Urząd Skarbowy Warszawa Śródmieście prowadzi postępowanie
egzekucyjne.

Telegraf? Nie znam

W lipcu 1989 r. wyłoniła się Agencja Centrum. Jej udziałowcami były m.in.
Domy Towarowe Centrum (DTC) i - reprezentujący powiązaną z Brucknerem
spółkę Kaufring - Francuz Henri Klugman oraz Jacek i Monika Jaruzelscy
(członkowie rodziny generała i byłego prezydenta). Później Eastbridge
przejął całkowitą kontrolę nad tą firmę, która - w zamyśle Brucknera -
miała być agencją reklamową głównie dla spółek stowarzyszonych z
Eastbridge. I rzeczywiście wykonywała ona usługi reklamowe, m.in. dla
Foto-World i PK-Distribution, przez jakiś czas sprzedawała też czas
antenowy Canal+.

I Agencja Centrum, i Pol-Kaufring na początku lat 90. kupiły akcje
słynnego Telegrafu, powołanego do życia przez działaczy Porozumienia
Centrum (jego członkiem założycielem był m.in. Jarosław Kaczyński), by
finansować wydawnictwo prasowe. Ochoczo zainwestowały w nią państwowe
firmy - m.in. Budimex. Marian Gromadzki, członek zarządu Eastbridge, który
wtedy pracował dla firm Brucknera, twierdzi, że nie pamięta inwestycji w
Telegrafie. Dziś Agencja Centrum jest w likwidacji.

Rzut oka na salony

Wkrótce po umieszczeniu fotograficznego laboratorium Foto World w budynku
warszawskiego Empiku (przy Nowym Świecie) Yaron Bruckner zainteresował się
całą siecią tych salonów.

Spółka Empik powstała w październiku 1991 r. Partnerami byli:
przedsiębiorstwo państwowe Ruch (reprezentowane przez tymczasowego
kierownika, zastrzelonego przed ponad rokiem Jacka Dębskiego), które w
zamian za 40 proc. udziałów wniosło aportem Agencję Klub Międzynarodowej
Prasy i Książki - to znaczy przede wszystkim atrakcyjną markę i 10
nieruchomości w centrach największych polskich miast. 60 proc. objęła
irlandzka firma Kaufring, kontrolowana przez Yarona Brucknera. Udziały
Kaufringu miały być opłacone gotówką (1,17 mln nowych złotych). Irlandzki
udziałowiec kwestionował jednak wycenę aportu Ruchu i zalegał z pełnym
pokryciem swojego udziału - brakowało ponad 400 tys. zł.

Owa niedopłata skłoniła Najwyższą Izbę Kontroli (NIK) do powiadomienia
Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście o podejrzeniu popełnienia
przestępstwa. Ta jednak umorzyła postępowanie ze względu na znikomą
społeczną szkodliwość czynu.


Sieć Empik: żyła złota i poważne problemy


W grudniu 1994 r. Ruch sprzedał wszystkie udziały w Empiku po cenie
nominalnej, czyli za równowartość 708 tys. USD. Po transakcji mający
siedzibę w Rotterdamie Eastbridge kontrolował Empik w 100 proc. Umowę w
imieniu Ruchu podpisał m.in. Miron Maicki, obecny prezes państwowego
giganta.

Inwestycje z przypadku

Jak przyznaje Maciej Dyjas, wiceprezes Eastbridge, do momentu wykupienia
udziałów od Ruchu rotterdamska firma nie zamierzała inwestować w salony
Empiku. Taki ruch wykonała dopiero po przejęciu wszystkich udziałów.
Zdaniem naszych rozmówców, było to możliwe choćby z powodu niewielkich
kosztów stałych Empiku, wynikających z niskich stawek czynszu, jakie
spółka płaci Ruchowi za wynajem nieruchomości. W grudniu 1994 r. czynsz
ustalono na 60 proc. średniej stawki czynszu najmu obowiązującej w
mieście, w którym położony jest konkretny lokal Empiku. W umowach
dzierżawy z lipca i grudnia 1995 r., Ruch zgodził się na jeszcze niższe
opłaty, ustalając miesięczny czynsz za 1 m kw. w przedziale od 0,98 USD w
Tarnobrzegu do 10,26 USD w Warszawie. Porozumienia te zawarto na 15 lat,
bez możliwości wcześniejszego wypowiedzenia, jeżeli Empik nie będzie
zalegał z płatnościami za czynsz.

- Ruch nie zrobił złego interesu. Przecież w 1991 r. i 1994 r. nikt nie
był zainteresowany wejściem do Empiku. Trzeba także pamiętać, że w
modernizację budynków Empiku wynajętych od Ruchu włożyliśmy prawie 10 mln
USD i dla Ruchu jako ich właściciela jest to także korzystne - twierdzi
Maciej Dyjas.

Zdaniem wiceprezesa Eastbridge, ustalone ceny wynajmu odpowiadały
ówczesnym cenom rynkowym. Jego zdania nie podzieliła NIK. Jej kontrolerzy
oszacowali utracone w latach 1995-1999 przez Ruch dochody na blisko 47 mln
zł, wyliczając różnicę między średnimi cenami rynkowymi a kwotą płaconą
przez Empik.

Nie dla renegocjacji

Jednocześnie z umową dzierżawy zarząd Ruchu (a konkretnie prezes Alfred
Nowak i wiceprezes Hanna Borman) udzielił Empikowi pełnomocnictw do
uregulowania praw własności tych 10 nieruchomości. I to bez możliwości
odwołania pełnomocnictw do końca załatwienia tych spraw.

- Empik się nie śpieszył. Nie miał żadnego interesu w tym, by Ruch stał
się pełnoprawnym właścicielem tych budynków. Skala niekorzystnych dla
Ruchu rozwiązań, akceptowanych przez kolejne władze spółki, była
porażająca - twierdzi nasz informator z NIK.

Kontrolerzy ustalili, że do 2000 r. Empik uregulował własność tylko
jednej, najbardziej wartościowej, nieruchomości: lokalu o powierzchni 1011
m kw. w centrum Warszawy, przy ul. Marszałkowskiej. Jego właścicielem
został jednak nie Ruch, lecz - za zgodą zarządu państwowego kolportera -
Domy Towarowe Centrum, których jeden z lokali mieścił się pod tym samym
adresem. Przypomnijmy: od 1998 r., po prywatyzacji, DTC kontrolował
Eastbridge.

Obecnie z dziesięciu nieruchomości dzierżawionych przez Empik tylko trzy
nie są jeszcze uwłaszczone na rzecz Ruchu. Faktem jest, że proces
regulowania własności gwałtownie przyspieszył po ogłoszeniu wyników
kontroli NIK.

Kolejne zarządy Ruchu podejmowały nieśmiałe próby renegocjacji umów z
Empikiem. Bez skutku. Co więcej: Maciej Dyjas stanowczo twierdzi, że do
ich wygaśnięcia w 2010 r. nie ma mowy o rozmowach na ten temat. Ruch
próbuje więc wypowiadać umowy dzierżawy w przypadku tych lokalizacji,
gdzie Empik bez zgody kolportera podnajmuje powierzchnię innym. Dwa wyroki
sądów nakazują opróżnienie przez Empik pomieszczeń w Zakopanem i
Tarnobrzegu. Kontrolowana przez Eastbridge spółka złożyła jednak apelacje.



DTC rosły w cieniu oskarżenia o korupcję

Zdaniem NIK, jeszcze więcej niż w przypadku Empiku Skarb Państwa miał
stracić podczas prywatyzacji Domów Towarowych Centrum. Właścicielem DTC
Eastbridge został w lutym 1998 r., płacąc za 70 proc. akcji spółki 106 mln
zł. NIK już w 1997 r. informowała Emila Wąsacza, ministra skarbu, że
wycena doradcy prywatyzacyjnego, czyli Warszawskiej Grupy Konsultingowej,
zawiera rażące błędy. Po prywatyzacji NIK wyceniła straty Skarbu Państwa
na ponad 85 mln zł.

Urzędnicy NIK uznali za niedopuszczalne przyjęcie za podstawę negocjacji
błędnie sporządzonej wyceny, co miało uszczuplić dochody Skarbu Państwa o
45,3 mln zł oraz pominięcie w cenie sprzedaży wartości prawa do
lokalizacji atrakcyjnej inwestycji Centrum-Bis, o szacunkowej wartości 40
mln zł. Janusz Wojciechowski, ówczesny szef NIK, sugerował nawet możliwość
korupcji.

W cieniu polityków

- Prywatyzację DTC przeprowadzono skandalicznie. Minister Wąsacz nie
uwzględniał nie tylko uwag NIK, ale także swego Departamentu Prawnego, a
ten wskazywał na nielegalność wyboru HIC (kontrolowana przez Eastbridge
spółka, która zakupiła DTC - przyp. aut.) na inwestora - mówi Janusz
Wojciechowski, obecnie wicemarszałek Sejmu.

Jest jednym z ponad 130 posłów podpisanych pod wnioskiem o postawienie
Emila Wąsacza przed Trybunałem Stanu. Sam Emil Wąsacz - teraz szef
giełdowego Stalexportu - nie chciał z nami rozmawiać o prywatyzacji DTC.

Zdaniem Macieja Dyjasa, prezesa DTC i wiceprezesa Eastbridge, na
zamieszanie podczas prywatyzacji DTC wpłynęła polityka.

- Osoby wypowiadające się w mediach w tamtym czasie uparcie pomijały, że w
momencie prywatyzacji wiele nieruchomości, na których położone są
największe sklepy spółki, nie należało do DTC. I za uregulowanie ich stanu
prawnego i nabycie ich musieliśmy dopłacić niemal 36 mln USD. Mniej więcej
tyle, ile zapłaciliśmy przy prywatyzacji! - mówi Maciej Dyjas.

Według niego, regulowanie sytuacji prawnej niektórych nieruchomości DTC i
dziś pociąga za sobą istotne nakłady finansowe.

Tajemnice, tajemnice

Już po prywatyzacji DTC ówczesny premier Jerzy Buzek powołał zespół do
wyjaśnienia kontrowersji.

- Grupa ta potwierdziła główne zarzuty NIK. Ale opinia publiczna
dowiedziała się jedynie, że "na wniosek zespołu zostanie przeprowadzona
ponowna wycena DTC" - mówi wysoko postawiona osoba z NIK.

Ministerstwo Skarbu Państwa do powtórnej wyceny DTC wynajęło poznańską
spółkę Doradztwo Gospodarcze (DGA). Także tę wycenę, która kosztowała
resort skarbu blisko 1 mln zł i nie różniła się znacząco od poprzedniej,
zbadała NIK.

- Wyników kontroli też nie podano do publicznej wiadomości. Tymczasem
stwierdziliśmy, że wycena DGA była mało wiarygodna, a jej widełki tak
szerokie, by cena, jaką uzyskał resort skarbu, mogła się w niej zmieścić -
twierdzi nasz informator z NIK.

Z taką opinią nie zgadza się Andrzej Głowacki, prezes DGA. Jego zdaniem,
wycena, przeprowadzona pod kierownictwem prof. Mieczysława Prystupy, była
rzetelna, a jej celem było wskazanie realnej wartości DTC przed
prywatyzacją.

Także stołeczna prokuratura okręgowa dwa razy po cichu, bez informowania o
tym, umarzała śledztwo w sprawie nieprawidłowości w przebiegu jednej z
najbardziej kontrowersyjnych prywatyzacji w historii Polski (przed ponad
miesiącem poinformował o tym "PB").

DTC nie były pierwsze

Prywatyzacja nie była pierwszym kontaktem Eastbridge z DTC. Widać to
choćby na przykładzie wspomnianej Agencji Centrum. Ale nie tylko. Także na
długo przed prywatyzacją DTC, bo w 1994 r., Yaron Bruckner założył firmę
Domy Towarowe Inwestycje (DTI). W zamierzeniu miała ona działać jako
spółka inwestycyjna w handlu detalicznym. Według naszych informacji,
planowano ją wykorzystać w czasie prywatyzacji DTC.

- Zainteresowanie takim przedsiębiorstwem jak DTC nie może urodzić się w
dzień przed zmianami właścicielskimi. Proces myślenia o wejściu do takiej
spółki musi oczywiście trwać - zdaje się potwierdzać te informacje Marian
Gromadzki, członek zarządu Eastbridge, odpowiedzialny za sektor wód
mineralnych.

DTC sprzedano z wyłączeniem tzw. ściany wschodniej (czyli najbardziej
znanych sklepów Wars, Sawa i Junior, położonych w Warszawie przy ul.
Marszałkowskiej). W styczniu 2001 r. Urząd Dzielnicy Śródmieście gminy
Warszawa Centrum, reprezentowany przez dyrektora zarządu Annę Wysocką i
zastępcę dyrektora Teresę Wyszyńską, podpisał z DTC umowę sprzedaży tych
budynków i ustanowieniu na rzecz DTC wieczystego użytkowania gruntów, na
których one stoją. Łącznie DTC zobowiązały się do zapłacenia 77,6 mln zł
(44,9 mln zł za wieczyste użytkowanie gruntu plus 32,7 mln zł za
zlokalizowane na nim budynki).

Z naruszeniem prawa

Sprzedaż "ściany wschodniej" DTC nie spodobała się warszawskiej
Specjalistycznej Spółdzielni Gastronomicznej (SSG), zajmującej tam kilka
lokali.

- Urząd dzielnicowy zdecydował się na podpisanie aktu notarialnego. A
przecież sygnalizowaliśmy, że to niezgodne z prawem. Nasze zdanie
potwierdził Naczelny Sąd Administracyjny: w maju 2001 r. stwierdził, że
decyzję o sprzedaży Warsa, Sawy i Juniora spółce DTC wydano z naruszeniem
prawa - w trybie bezprzetargowym. Po wyroku NSA skierowaliśmy pozew do
sądu okręgowego o unieważnienie aktu notarialnego. Sprawa w toku - mówi
Tadeusz Seweryniak, prezes SSG.

- Wystąpiliśmy o kasację wyroku NSA do Sądu Najwyższego, który - jestem
przekonany - ją uwzględni. Nie ma także możliwości, by sąd unieważnił
umowę, chociażby dlatego, że sam NSA uznał, że jego wyrok nie stanowi
podstawy do naruszania jej ważności - zapewnia Maciej Dyjas.

Paragraf 11 umowy między dzielnicą Śródmieście a DTC zobowiązuje je do
"zaspokojenia ewentualnych uzasadnionych prawnie roszczeń z tytułu
poniesionych nakładów, zgłoszonych przez najemców pomieszczeń". Na ten
zapis powołuje się SSG, która od jakiegoś czasu nie płaci czynszu za
dzierżawione lokale. Według jej prezesa, biegły rzeczoznawca wycenił
nakłady SSG na modernizację nieruchomości przy ul. Marszałkowskiej na 36
mln zł. Spółka domaga się ich zwrotu.

- Wszystkie sprawy sądowe o zaległy czynsz wysokości prawie 5 mln zł
wygraliśmy, m.in. dlatego, że SSG nie mogła udokumentować swoich rzekomych
nakładów i innych niż wynikające z umowy najmu z DTC praw do lokalu -
twierdzi Maciej Dyjas.

Bardzo ciekawe w całej sprawie jest to, że biegły rzeczoznawca wycenił
budynki przy ul. Marszałkowskiej nie na 32,7 mln zł (tyle zapłaciły DTC),
ale na 120,6 mln zł. Z ceny ubyło zatem 87,9 mln zł. Powód: nakłady na
modernizację poniesione przez DTC i najemców lokali (w tym SSG).

Korzystne straty

DTC nie okazały się dla Eastbridge tak dobrym interesem jak Empik, który
przynosi spore zyski. W 1999 roku DTC wykazały stratę netto 107,2 mln zł,
a w 2000 r. nawet 129,5 mln zł. Sądy w całym kraju zasypane są pozwami
roszczeniowymi od różnych spółek - partnerów handlowych DTC, którzy
domagają się zaległych należności. Czy to cała prawda o kondycji
finansowej DTC?

- Wykazywanie strat przez DTC jest dla Eastbridge korzystne. Ewentualne
zyski wiązałyby się bowiem z koniecznością dywidendy dla Skarbu Państwa
oraz podwyżek dla pracowników (zgodnie z zapisami pakietu socjalnego).
Tylko podwyżki mogłyby kosztować Eastbridge rocznie 10 mln zł. Dlatego
dużą część rozwoju w Polsce spółka Brucknera sfinansowała za pomocą
kredytu wziętego przez DTC. Jego obsługa była tak kosztowna, że wykluczała
uzyskiwanie zysków przez spółkę - mówi nasz informator.

Jego zdaniem, podobnie wygląda rzecz z płatnościami.

- Za każdym razem, gdy DTC tworzą lub modernizują swe sklepy, wydłużają
drastycznie terminy płatności. To pozwala im finansować inwestycje nie z
kredytów, ale z własnych środków, co jest - rzecz jasna - znacznie tańsze.
Tylko nieliczni partnerzy decydują się na skierowanie sprawy do sądu -
ocenia nasz rozmówca.


Elektrim, czyli wielka nagroda za Vivendi

Najbardziej znany wątek działalności Eastbridge w Polsce zaczyna się w
1999 r., kiedy to Eastbridge kupiła obligacje Elektrimu, a Yaron Bruckner
wszedł do rady nadzorczej tej spółki.

- Była to swego rodzaju nagroda za wprowadzenie do spółki Vivendi. Mimo że
nie darzę Brucknera sympatią, muszę przyznać, że wejście do Elektrimu
Francuzów to głównie jego zasługa. Trzeba jednak pamiętać, że -wchodząc do
rady nadzorczej - złożył deklarację zakupu obligacji zamiennych na akcje
spółki za 100 mln zł, czego później nie zrobił - mówi nasz rozmówca,
zastrzegający sobie anonimowość.

Maciej Dyjas twierdzi, że to plotka i nie przypomina sobie takich
deklaracji. W momencie, kiedy pojawiła się kandydatura Brucknera na
członka rady nadzorczej Elektrimu, do biura zarządu spółki dotarła paczka
od nieznanego nadawcy z informacjami mającymi obciążać szefa Eastbridge -
przedstawiającymi w złym świetle jego rodzinę i wcześniejsze interesy w
Polsce (m. in. sprawę prywatyzacji DTC). Zarząd Elektrimu nie wziął tych
materiałów pod uwagę.

Chłód po przyjęciu

Sprowadzenie Vivendi do Polski - za 49 proc. akcji Elektrimu
Telekomunikacji (ET) Francuzi zapłacili wtedy 1,2 mld USD - okazało się
możliwe dzięki dobrym kontaktom Brucknera z Jacquesem Attalim. Ten członek
rady nadzorczej Eastbridge, a obecnie także Elektrimu, był swego czasu
"szefem sztabu" prezydenta Francji, Francoisa Mitterranda. W tym samym
czasie dla Mitterranda pracował także - jako doradca ekonomiczny -
Guillaume Hannezo, do niedawna dyrektor finansowy Vivendi (odszedł wraz z
prezesem Jean-Marie Messierem). To poprzez Attalego Bruckner dotarł do
Hannezo.

- Ostatnie zmiany we władzach Vivendi znacznie ochłodziły stosunki
Brucknera z Francuzami. I wspólna z BRE Bankiem próba przejęcia od
Elektrimu 49 proc. akcji ET zakończyła się fiaskiem - twierdzi jeden z
naszych rozmówców.

Jego zdaniem, nie ma dziś także mowy o tym, by Vivendi zgodziło się
sprzedać swoje 51 proc. udziałów w ET - przypomnijmy, że Eastbridge
wspólnie z Citigroup był zainteresowany także tym pakietem.

Sporny Internet

Współpraca Eastbridge z Elektrimem miała dotyczyć m.in. biznesu
internetowego. Wiosną 2000 r. Elektrim ogłosił, że za połowę udziałów w
Easy Net i AGS New Media, dwóch e-spółkach należących do Eastbridge, gotów
jest zapłacić ponad 50 mln USD. Gdy jednak euforia internetowa minęła,
warszawski holding próbował wycofać się z tej transakcji. Eastbridge
przeciwnie - za wszelką cenę chciał doprowadzić do realizacji umowy.

- W marcu i kwietniu 2001 r., gdy brakowało Elektrimowi gotówki,
Eastbridge zaczął grać ostro. Docierały do nas informacje, że pan Bruckner
sonduje możliwość sprzedania aktywów energetycznych spółki. Poza tym,
kiedy chcieliśmy uzyskać finansowanie pomostowe z PZU Życie, szef
Eastbridge próbował je blokować. Wszystko po to, by zmusić nas do kupna
tych dwóch spółek internetowych - twierdzi jeden z naszych rozmówców.

Maciej Dyjas zaprzecza. Mówi, że to plotka. To właśnie on, zdaniem naszego
informatora, był lansowany przez Brucknera na nowego prezesa Elektrimu.

- Nonsens... W latach 2000 i 2001 byłem przewodniczącym RN w spółkach Easy
Net (EN) i AGS New Media, a ponieważ spółki miały siedziby w budynku
Elektrimu, bywałem tam częstym gościem. Wiosną 2001 r., przy okazji moich
wizyt w EN i AGS, w korytarzach Elektrimu pytali mnie jego wysocy rangą
pracownicy, czy - uwzględniając, że mam za sobą kilka udanych
restrukturyzacji - nie zechciałbym zostać prezesem wymagającego zmian
Elektrimu. Odpowiadałem, że jeśli taką propozycję złoży mi szef RN
Elektrimu, czy też kilku jej członków, wtedy ją rozważę. Tak się jednak
nie stało. Sam nigdy nie zamierzałem kandydować na to stanowisko -
wspomina Maciej Dyjas.

Nasi rozmówcy upierają się jednak, że Maciej Dyjas przedstawiał się
wówczas w firmie jako nowy szef konglomeratu.

Zabezpieczenie

Ostatecznie władzom Elektrimu udało się wtedy przekonać ówczesnego szefa
PZU Życie, Grzegorza Wieczerzaka - kilka dni przed jego zdymisjonowaniem -
do zakupu obligacji holdingu za 200 mln zł. Umowa w tej sprawie została
podpisana 20 kwietnia.

- Prezes Lundberg przyszła do Wieczerzaka praktycznie na kolanach. Była
postawiona pod ścianą, a banki nie chciały pożyczyć pieniędzy
Elektrimowi - twierdzi nasz informator.

Tymczasem już 23 kwietnia do Elektrimu dotarła informacja o zablokowaniu
przez sąd - na rzecz Eastbridge - najcenniejszego składnika majątku
konglomeratu, czyli udziałów w ET (dzięki tym samym udziałom zabezpieczono
też obligacje zakupione przez PZU Życie).

- Nad Elektrimem czuwała wtedy opatrzność. Gdyby negocjacje z PZU Życie
przedłużyły się o kilka dni, konglomerat nie miałby możliwości ich
realnego zabezpieczenia. Brak tych pieniędzy doprowadziłby zaś niechybnie
do bankructwa spółki - twierdzi jeden z analityków.

Najbardziej bulwersujące jest to, że zabezpieczenia akcji ET dokonał nie
wydział gospodarczy, ale cywilny warszawskiego Sądu Okręgowego. Wyrok
wydał sędzia Jan Szachułowicz, oddelegowany do tej jednej sprawy do sądu
okręgowego z sądu rejonowego. Nasi rozmówcy mówią, że zablokowanie akcji w
ET było wynikiem niezwykłej skuteczności procesowej kancelarii prawniczej
Weil, Gotschal & Manges, obsługującej Eastbridge.

- Nie znam dokładnie tej sprawy. Słyszałem, że wędrowała po różnych
sądach, ale my w to nie ingerowaliśmy. Myśleliśmy, że to raczej ktoś z
Elektrimu. Byliśmy zaniepokojeni tymi wydarzeniami - twierdzi Maciej
Dyjas.

Po sądowym zablokowaniu udziałów Elektrimu w ET holding zmuszony był
zakupić Easy Net i AGS. We wrześniu 2001 r. za 100 proc. obu spółek
zapłacił Eastbridge 40 mln EUR. W zamian Elektrim zyskał zapewnienie, że
Eastbridge nie nabędzie w przyszłości akcji konglomeratu.

Uwzględniając ten zapis, opłacało się - oceniali wtedy przedstawiciele
Elektrimu.

Eastbridge nie zrezygnował ostatecznie z aktywów Elektrimu. Spółka Yarona
Brucknera nieustannie jest członkiem dwóch konsorcjów zainteresowanych
nabyciem w sumie 100 proc. ET, kontrolującego Polską Telefonię Cyfrową,
operatora największej w kraju sieci komórkowej Era. Ze strony Eastbridge
sprawy te prowadzi sam Yaron Bruckner oraz wiceprezesi Maciej Dyjas i Hoan
Khai Tan.

Tajna umowa

Nie tylko władze Elektrimu skłonne były płacić duże pieniądze, by
Eastbridge trzymał się z dala od prowadzonych przez nie interesów. Kilka
lat wcześniej podobną umowę z Eastbridge podpisały władze Telewizyjnej
Korporacji Partycypacyjnej, założonej w październiku 1994 r. (pierwsi
udziałowcy: m.in. Janusz Romanowski i Telewizyjna Korporacja Inwestycyjna
Yarona Brucknera). TKP była właścicielem dwóch spółek: Polskiej Korporacji
Telewizyjnej, emitującej program telewizji kodowanej Canal + Polska oraz
Korporacji Obsługi Telewizyjnej, wynajmującej dekodery do odbioru tego
programu.

W 1997 r. do TKP wszedł francuski Canal +, a opuścił ją Eastbridge. I
wtedy TKP podpisała z Eastbridge dwie umowy, do których udało nam się
dotrzeć. W pierwszej Eastbridge gwarantował, że przez 5 lat nie przekroczy
połowy głosów w spółkach zarejestrowanych w Polsce, których głównym
przedmiotem działalności jest nadawanie programów telewizyjnych w systemie
kodowanym. TKP zobowiązała się zapłacić za to Eastbridge 7 mln USD.

W drugiej umowie wyczytać można, że spółki stowarzyszone z Eastbridge
zrezygnują z praw wyłączności na dostarczanie określonych usług dla
Polskiej Korporacji Telewizyjnej i Korporacji Obsługi Telewizyjnej. Za to
Eastbridge, zgodnie z zapisami umowy, dostać miał 3 mln USD.

- Yaron Bruckner jest dobrym biznesmenem, ale nie potrafi powiedzieć dość.
Kiedy już raz wejdzie w jakiś biznes, będzie starał się go eksploatować do
końca. Stąd tego typu umowy, zabezpieczające interesy innych stron -
ocenia nasz rozmówca, swego czasu zbliżony do Eastbridge.

Ani Canal + Polska, ani Eastbridge nie chcieli komentować tych umów,
zasłaniając się klauzulą tajności, w którą były one zaopatrzone.

Nie jest to nowa praktyka w biznesie. Firmy są skłonne płacić za
rezygnację bądź powstrzymanie się konkurentów od konkretnych
przedsięwzięć. Czasem pod naciskiem. Jedni mówią wówczas o bezwzględności,
inni zaś tylko o sprycie i skuteczności na biznesowym rynku.


Imperium topi smutki w wodzie mineralnej


Do produkcji i dystrybucji wód mineralnych i źródlanych Eastbridge
przywiązuje w Polsce szczególną wagę. Partnerem Eastbridge jest koncern
Nestle, a konkretnie jego dział Nestle Waters. Oba podmioty mają po 50
proc. w zarejestrowanej w Holandii spółce East Spring International (ESI).
Firma ta od 1993 r. ma 66 proc. udziałów w Nałęczowiance, spółce powstałej
wskutek prywatyzacji rozlewni wody, należącej wcześniej do Uzdrowiska
Nałęczów. Nałęczowianka jest drugim pod względem wielkości udziałów w
rynku producentem wody mineralnej w Polsce.

Od sierpnia 2001 r. ESI jest też udziałowcem samego Zakładu Leczniczego
Uzdrowisko Nałęczów (ZLUN), pierwszego i na razie jedynego sprywatyzowango
uzdrowiska. Za 85 proc. akcji uzdrowiska ESI zapłacił 38,8 mln zł. Z
przeprowadzenia prywatyzacji, ale i z wyboru przez resort skarbu oferty
ESI nie krył zadowolenia Wojciech Gucma, prezes uzdrowiska. Być może wpływ
na to miał fakt, że - jak nam się udało dowiedzieć - polska spółka zależna
ESI, czyli ESI-Distribution, przynajmniej raz udzieliła ZLUN darowizny
wysokości 1 mln zł. Taką samą sumą w 2000 roku. ESI-Distribution obdarował
także nie znane powszechniej Towarzystwo Przyjaciół Uzdrowiska Nałęczów,
którego numer telefoniczny pokrywa się z numerem sekretariatu prezesa
Gucmy. On sam kilkakrotnie nie znalazł czasu, by porozmawiać z "PB".

- Trudno mi komentować sprawy, których dokładnie nie znam. Mogę powiedzieć
tylko tyle, iż wydaje się zupełnie naturalne, że zwiększenie naszego
zaangażowania w Nałęczowie wywołało zadowolenie. Trzeba pamiętać, że
uzdrowisko współpracuje od dawna z ESI w spółce Nałęczowianka, która jest
wizytówką tego miasta - mówi Marian Gromadzki.

Prócz Nałęczowianki East Springs International jest właścicielem innego
producenta butelkowanej wody mineralnej - Mazowszanki. Ale największą
część przychodów z sektora wód mineralnych i źródlanych przynosi ESI
produkcja i sprzedaż pięciogalonowych butli pod marką Dar Natury. Tą
sprzedażą zajmują się dwie spółki - PK-Distribution i Nature Gift
Distribution.

PK-Distribution od 1991 r. działała pod nazwą Ceza-Kaufring. To joint
venture z kapitałem 100 tys. USD. 51 proc. udziałów miała, należąca do
rodziny Brucknerów, irlandzka firma Kaufring, a 49 proc. - warszawska
Spółdzielnia Handlowo-Usługowa Ceza. Już w grudniu 1992 r. Ceza
odsprzedała udziały Yaronowi Brucknerowi i pod obecną nazwą spółka zaczęła
działać od marca 1993 r. Jej prezesem została Hanna Teresa Romanowska, a
główną sferą działalności firmy był import i handel kosmetykami.

Do marca 1996 r., przez trzy lata PK-Distribution korzystała z wakacji
podatkowych. Rok później, w 1997 r., biznes kosmetyków przejęła inna
firma, założona przez Eastbridge: Beauty Distribution. Sama
PK-Distribution zajęła się zaś handlem Nałęczowianką, a potem wodą
źródlaną w pięciogalonowych butlach pod marką Dar Natury.

Sprzedażą tej wody zajmuje się też inna firma, kontrolowana przez
Eastbridge i Nestle, a mianowicie Nature Gift Distribution (NGD). 100
proc. jej udziałów objął w niej początkowo Rafael Adler, obywatel Izraela.
Firma czerpała (i czerpie) wodę ze źródła w Częstoniewie, niedaleko
Grójca, z ziem, którymi gospodarował kiedyś PGR. Do 1996 r. spółka
rozwijała powoli działalność. W tym roku do NGD weszła powiązana z
Eastbridge spółka East European Investment (EEI): wykupiła udziały Adlera
i podwyższyła kapitał NGD o ponad 5 mln zł.

Rymarz gasi konflikt

East European Investment to spółka, która powstała w styczniu 1990 r. Jej
pierwszym prezesem został Rafael Adler, a 100 proc. udziałów (50 tys. USD
w postaci aportu - linii produkcyjnej butli pięciogalonowych do wody
mineralnej) objęła amerykańska spółka IA International z Nowego Jorku. Po
kilku latach EEI miał już czterech udziałowców. Największymi z nich byli
Eastbridge (42,32 proc. udziałów) oraz należąca do Adlera Kiliana
International (29,46 proc. udziałów). W grudniu 1997 r. Adler został
wyproszony ze zgromadzenia wspólników EEI. Bez jego udziału pozostali
wspólnicy podjęli decyzję o podwyższeniu kapitału spółki (emisję objął
Eastbridge), a także o zmianie statutu - by spółka Yarona Brucknera mogła
sama powoływać zarząd firmy. W odpowiedzi Adler złożył w stołecznym sądzie
wojewódzkim pozew o unieważnienie uchwał tego zgromadzenia wspólników.
Batalię przegrał. I wtedy pierwszy raz pojawił się przy spółkach
Eastbridge człowiek do zadań specjalnych - Paweł Rymarz, partner w
kancelarii prawniczej Weil, Gotschal & Manges, któremu w dużym stopniu
Yaron Bruckner zawdzięczał będzie w przyszłości sukcesy w prawnych walkach
z Elektrimem.

- Rzeczywiście... W 1997 r. wystąpiła różnica zdań wśród akcjonariuszy
East European Investment. Ale nie wpłynęła ona negatywnie na pracę spółki.
Z tego, co pamiętam, trudności szybko pokonano - mówi Marian Gromadzki.

Pytanie o rolę, jaką w tym wszystkim odegrał Paweł Rymarz, kwituje jedynie
uśmiechem.

Dlaczego spółka, która nie zatrudniała pracowników i praktycznie nie
prowadziła żadnej działalności gospodarczej (np. w 1996 r. nie wystawiła
żadnej faktury, a w 1998 r. - trzy) wzbudziła tak zażartą walkę wśród
akcjonariuszy? Otóż była ona i jest właścicielem coraz cenniejszego znaku
towarowego Dar Natury.

W aktach rejestrowych EEI jest informacja, że w tym roku I Urząd Skarbowy
Warszawa Śródmieście prowadzi w stosunku do spółki postępowanie
podatkowo-egzekucyjne. Marian Gromadzki twierdzi, że nic na ten temat nie
wie.

Najbliższe plany zakładają połączenie wszystkich spółek w firmę, która
będzie zarządzała wszystkimi markami grupy. Marian Gromadzki nie wyklucza
zwiększania udziałów w rynku przez przejęcia.

- To jednak musi być wspólna decyzja z Nestle - zastrzega.


Bohater nie rzekł jeszcze ostatniego słowa


U ludzi, którzy spotkali go na swojej drodze - i biznesowej, i prywatnej -
Yaron Bruckner budzi bardzo sprzeczne odczucia. Od bliskich uwielbienia
("człowiek wielkiego serca, o którym nie mogę powiedzieć złego słowa"), do
graniczących z nienawiścią i pogardą ("jemu chodzi tylko o pieniądze"). I
jego przyjaciele, i wrogowie niechętnie zgadzają się na rozmowę, a jeśli
już - to zazwyczaj z zastrzeżeniem anonimowości. Nawet jednak pogardzie
czy niechęci zazwyczaj towarzyszy podziw dla jego skuteczności w tworzeniu
imperium.

Dlaczego udało się właśnie jemu? Yaron Bruckner ma skłonność do cytowania
przysłów żydowskich, z których ulubionym jest: "Jeśli nie myślisz o sobie,
to kto pomyśli? Jeśli myślisz o sobie, to kim jesteś?". Może dlatego.

Nie ma też wątpliwości, że jeszcze nieraz usłyszymy o interesach, które
robi w Polsce. Już teraz pojawiają się pogłoski, że ma apetyt na przejęcie
aktywów energetycznych Elektrimu.


=====
RZADY MASOWEGO MORDERCY MUSZA SIE SKONCZYC!
========================
KIERES MUSI ODEJSC! ========================
Wspmoz RUCH NA RZECZ JEDNOMANDATOWYCH OKREGOW WYBORCZYCH,JOW
========================
Co robisz? - boje sie.

__________________________________________________
Do you Yahoo!?
New DSL Internet Access from SBC & Yahoo!
http://sbc.yahoo.com

Odpowiedź listem elektroniczym