http://members.rogers.com/kumor/ Andrzej Kumor Równiarze
W złożonych 17 czerwca zeznaniach przed Komisją Spraw Zagranicznych amerykańskiego Kongresu, były wiceminister spraw zagranicznych RP (w rządzie J. Buzka) Radek Sikorski przedstawił opinię w sprawie nowej sytuacji w Europie, w tym na temat Unii Europejskiej. W wystąpieniu zatytułowanym "The Future of Transatlantic Relations: A View From Europe" Sikorski mówi: "Wielu ludzi w Europie postrzega projekt integracji jako jedyny sposób uczynienia z wojny (na kontynencie europejskim - ak.) czegoś nie do pomyślenia. Ludzie ci gotowi są za to zapłacić cenę w postaci utraty suwerenności, cenę, która byłaby nie do przyjęcia dla amerykańskiej opinii publicznej czy polityków". I dodaje, że państwo narodowe traktowane jest w tej koncepcji jako "narzędzie do prowadzenia wojen"... Pikanterie tej wypowiedzi nadaje fakt, że Sikorski jednoznacznie wypowiedział się w kampanii referendalnej za wejściem Polski do Unii... Dziś, gdy rzecz jest przesądzona, coraz częściej o Unii Europejskiej mówi się otwarcie. Jaki jest tego powód? Otóż, trzeba przygotować Polaków na europejskie chomąto, które wkrótce zawiśnie im na karku. Przed referendum euroentuzjaści sprowadzili debatę do europajacowania i cepeliady. Wiedzieli, że na argumenty nie mają szans, woleli przekonywać na "wizję" - image "europejskiego" Polaka, tolerancyjnego, dobrze wykształconego, władającego kilkoma językami, słowem "obywatela świata". Czy coś stoi na przeszkodzie, by Polak poza UE był tolerancyjny i dobrze wykształcony? Może to polski patriotyzm się nie nadaje, a może przywiązanie do tradycji narodowej?! Może to przeszkadza w pełnej "europeizacji"? Tymczasem coraz wyraźniej widać dziś - że Polak poza Unią mógłby mieć lepiej, mógłby uchronić miejsca pracy przed ucieczką do państw, z których dziś masowo importuje, mógłby zdewaluować złotego itd., itp. Wreszcie, mógłby mieć wolny rynek i kapitalizm. Jak już pisałem, Unia Europejska zlikwidowała bariery celne, ale uzyskuje to samo dzięki systemom kwot, dopłat, regulacji, które z wolnym rynkiem mają mało wspólnego. Polscy kompradorzy straszyli, że gdyby wynik był na "nie", to z kraju wyjechałby kapitał zagraniczny... Który, pytam? Czy ten, co za półdarmo przejął co bardziej soczyste kąski gospodarki? Czy może ten, który zabezpieczył sobie quasimonopolistyczną pozycję na polskim rynku? Kapitał międzynarodowy - ten, który nie wykupuje, lecz buduje i tworzy nowe miejsca pracy - od Polski stroni. Winna jest korupcja, morze idiotycznych przepisów etc. Tych przepisów Unia nie wyprostuje. Jednym słowem, nasi rodacy dali się skomasować, dali się przekonać eurokomisarzom roztaczającym wizję szczęścia w europejskim superkołchozie. Dziś euforia minęła i wielu polskich polityków zastanawia się, czy polskie społeczeństwo "wytrzyma", czy przyzwyczai się do faktu, że Polska "dobrowolnie" w imię socjaldemokratycznej mrzonki straciła suwerenność. Coś, co dla przeciętnego Amerykanina byłoby "rzeczą nie do pomyślenia" - jak konstatował R. Sikorski przed amerykańskim Kongresem. Jak widać, świat dzieli się na równych i równiarzy...
