http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?wid=1480595&ticket=9735691285899471LigHXZsM7TmpbsJd3Xe9WbHvicdTZvhrF%2BiMr7rIElakoaiRwnV6Naea8vOP73xkZCsUFi6p1rjuJsYmJSo1M6XAwNYx3obsapvEFc%2F8JbA6sTrrcPRpJsBxS7kNj4Ok

 

Erika Steinbach, przewodnicząca niemieckiego Związku
Wypędzonych, dokonała w Polsce sztuki niewiarygodnie trudnej,
choć zapewne nie leżało to w jej intencjach - zjednoczyła
wszystkich Polaków, młodych i starszych, z obu biegunów i ze
środka politycznego spektrum, z najróżniejszych grup
społecznych. Zjednoczyła przeciw sobie, przeciw forsowanemu
przez nią projektowi propagandowego pomnika, który chciałaby
wystawić Niemcom, wysiedlonym z Europy Wschodniej po drugiej
wojnie światowej. 

Pierwsza w Polsce z udziałem Steinbach polsko-niemiecka debata
na temat Centrum przeciwko Wypędzeniom, zorganizowana we wtorek
przez "Rzeczpospolitą" i niemiecką Fundację Konrada Adenauera, w
założeniach miała być dialogiem. Szybko jednak przekształciła
się w szturm polskich formacji na pozycje pani Steinbach i tych,
którzy jej koncepcje popierają. 

Niemcy Niemcom zgotowali ten los 

Przewodnicząca Związku Wypędzonych, która kilkakrotnie mówiła
ostatnio, że przeraża ją reakcja Polaków na pomysł Centrum,
musiała wysłuchać wielu gorzkich prawd, a także zarzutów dużego
kalibru. 

Polscy politycy, naukowcy i publicyści przypomnieli Steinbach o
winie Niemców za tragedie i cierpienia milionów ludzi podczas
drugiej wojny światowej. Podkreślali, że to naród niemiecki
demokratycznie wybrał Hitlera, wskazywali, że powojenne losy
Polski zadecydowały się w Jałcie i w Poczdamie. 

O niemieckich wypędzonych powiedzieli, że to Niemcy Niemcom
zgotowali ten los. Ostro zaprotestowali przeciwko próbom
"relatywizowania winy", "zamazywania historii", sugerowali chęć
przygotowania gruntu pod roszczenia materialne wysiedlonych.
Przypominali, że ani kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, ani
minister spraw zagranicznych Joschka Fischer, ani prezydent
Johannes Rau nie popierają koncepcji zlokalizowania Centrum
przeciwko Wypędzeniom w Berlinie, gdzie z konieczności
eksponowane byłyby krzywdy Niemców. Padły nawet słowa
"hipokryzja" i "cynizm". 

Na nic zdały się w Warszawie deklaracje pani Steinbach, która
swoje wystąpienie w debacie rozpoczęła od poinformowania, że
udała się na Pawiak, a następnie zapewniła, że nie chce zmieniać
historii. Przyznała, że bez Hitlera nie byłoby wypędzeń i
powiedziała, że w proponowanym Centrum chce umieścić stałe
wystawy, obrazujące wypędzenia różnych narodów. Zapewniała, że w
jej intencji leży, byśmy "wspólnie osądzili wypędzenie jako
środek polityki" i że długo się zastanawiała, jak podjąć temat
wypędzeń bez ranienia sąsiadów. Nie udało się. 

Nie dla centrum propagandy 

"Prawo do pamięci nie może zmieniać historii" - powiedział Erice
Steinbach Józef Oleksy (SLD). "Pani stara się zamazywać
historyczny wymiar przesiedleń" - dodał i przypomniał, że
Związek Wypędzonych przez długie lata "odmawiał Polsce prawa do
istnienia w granicach powojennych". Oleksy powiedział następnie
to, co później powtarzało jeszcze wielu uczestników debaty, co
mówią przedstawiciele najwyższych władz Polski i Niemiec:
konieczna jest rzeczywista perspektywa europejska problemu
przesiedleń. Wyraził też zadowolenie z faktu, że w samych
Niemczech nie ma
zgody w sprawie Centrum. 

Donald Tusk (PO) ze smutkiem mówił, że proponowane przez Erikę
Steinbach Centrum kładzie się cieniem na proces pojednania
polsko- niemieckiego i może zagrozić stosunkom między naszymi
krajami. "Pani personifikuje odpowiedzialność za to, że ci,
którzy pracują na rzecz pojednania, stracili trochę wiary w jego
powodzenie" - powiedział Tusk. 

Marcin Libicki (PiS) posłużył się wyrazistym porównaniem,
wyrażając swoją opinię o inicjatywie Steinbach: "To tak, jakby
zbrodniarz obnaszał się z ranami, zadanymi przez ofiarę, z
zadrapaniami, zadanymi przez ofiarę". Credo Libickiego: badania
naukowe nad zjawiskiem wypędzeń - tak; centrum propagandowe -
absolutnie nie. 

Debata wykazała, że Erika Steinbach nie zamierza "zawiesić"
planów stworzenia w Berlinie "swojego" Centrum; nie poniesie
takiej ofiary dla dobra polsko-niemieckiego pojednania, jak jej
to sugerował Tusk i nie tylko on. Nie odstąpi też od swoich
planów, a jeśli nie pozyska dla koncepcji Centrum w Berlinie
poparcia rządu niemieckiego i funduszów państwowych, monument,
upamiętniający niemieckich wypędzonych powstanie jako inicjatywa
prywatna. 

Znawcy przedmiotu nie wykluczają, że Centrum pani Steinbach
ruszy w 2005 roku; przypada przecież wtedy okrągła, 60. rocznica
zakończenia drugiej wojny światowej. Polakom z pewnością się to
nie spodoba, ale prywatnie każdy może robić i mówić, co mu się
podoba, byle w granicach prawa. W Warszawie pani Steinbach z
pewnością nie pozyskała sympatyków, ale może wcale nie o to jej
chodziło. (uk)

Odpowiedź listem elektroniczym