http://polityka.onet.pl/162,1123435,4,,druk.html

> Nowy rozbiór Polski
>
> Granice rozbiorów pokrywają się z granicami poparcia dla
> Unii
> W referendum europejskim suwerenne społeczeństwo
> przemówiło za Unią Europejską.
> Socjologowie i politolodzy próbują teraz zrozumieć, co
> poza zgodą na akcesję wynika z milionów suwerennych decyzji.
> Na razie zdaje się przede wszystkim wynikać, że nasze
> decyzje są dużo mniej suwerenne i że więźniami historii
> jesteśmy w dużo większym stopniu, niż nam się wydaje.
> 
> 
>     JACEK ŻAKOWSKI
> 
> 
> Leszek Szewczyk ? do niedawna pracownik Instytutu Kultury ? tworząc mapy tematyczne 
> do
> Atlasu Kultury zauważył, że zachowania, fakty i współczesne decyzje, dotyczące 
> szeroko
> pojętej kultury, po naniesieniu na siatkę gmin  odtwarzają historyczne granice. 
> 
>     Krainy polityczne http://polityka.onet.pl/1,57384,obrazek.html
>     Granice poparcia http://polityka.onet.pl/1,57385,obrazek.html
> 
> Badając finansowanie kultury przez gminy, sieć gminnych bibliotek, wykształcenie 
> radnych,
> odkrywał aktualność nie tylko granic stosunkowo niedawnych zaborów czy Ziem
> Odzyskanych. Na swoich mapach nieoczekiwanie znajdował linie wyznaczone przez
> polityczne decyzje i historyczne doświadczenia sięgające kilkuset, a nawet tysiąca 
> lat
> wstecz. Te niewidoczne granice, których przebiegu miejscowi w większości nie znają,
> wyznaczone w czasach, których już nikt nie pamięta, zdają się do dziś decydować nie 
> tylko
> o zamożności czy jakości infrastruktury, ale też między innymi o tym, ile pieniędzy 
> gminy
> wydają na utrzymanie bibliotek czy jakie jest wykształcenie radnych. 
> 
> Kiedy Instytut Kultury został rozwiązany, Szewczyk postanowił na własną rękę 
> kontynuować
> badania. Teraz na siatkę podziału administracyjnego zaczął nanosić dane o frekwencji 
> i
> preferencjach wyborców. I znów, ilekroć po żmudnych rachunkach jego zapchany danymi
> komputer wyświetlał kolejny rozkład głosów, na ekranie pojawiały się linie jakichś
> historycznych podziałów sięgających często głęboko w czasy przedrozbiorowe, aż po
> monarchię Piastów albo nawet dalej, bo do epoki dymarek, których wschodnia granica 
> biegła
> wzdłuż linii Wisły mniej więcej tak, jak dziś biegnie granica między Podkarpaciem a 
> woj.
> świętokrzyskim oraz między elektoratami Aleksandra Kwaśniewskiego i Mariana
> Krzaklewskiego. 
> 
> Na pierwszy rzut oka wyglądało to fantastycznie i niemal niewiarygodnie. Dwadzieścia 
> lat
> temu pewnie wyśmiano by kogoś, kto by utrzymywał, że decyzje podjęte przez monarchów
> wiele lat temu mogą decydować o naszych decyzjach. Dziś ?długie trwanie? stało się 
> jednak
> uprawnioną kategorią społecznej analizy. O wpływie historycznych doświadczeń na
> polityczne sympatie socjologowie i politolodzy mówili i pisali od początku lat 90. Z 
> map
> Szewczyka wynika jednak, że chodzi o coś więcej niż polityczne tradycje czy poziom 
> rozwoju
> gospodarczego. 
> 
> Opierając się na swoich wcześniejszych badaniach Szewczyk trafnie przewidział 
> terytorialny
> rozkład wyników referendum akcesyjnego. Jego przewidywania na ogół nie odbiegały od 
> tego,
> co podpowiadała też intuicja. Wiadomo było, że ? najkrócej ujmując ? zachód Polski 
> jest
> raczej pro-, wschód zaś raczej kontra. A jednak, kiedy teraz patrzy się na 
> przygotowane
> przez Szewczyka poreferendalne mapy, trudno się oprzeć wrażeniu, że więźniami 
> historii
> jesteśmy w stopniu jeszcze większym, niż można było sądzić. 
> 
> 
> 
> Historia nas dzieli, czy tego chcemy, czy nie. Trudno wprawdzie mówić ? jak to się 
> czasem słyszy ?
> że istnieją dwie Polski, przegrana i wygrana, ale też z pewnością nie da się 
> powiedzieć, że
> politycznie jest jakaś jedna Polska. 
> 
> Rezerwaty historii 
> 
> Na mapach Leszka Szewczyka, który w odróżnieniu od autorów większości analiz
> publikowanych przez media posługuje się wynikami uzyskanymi w poszczególnych gminach
> (a nie w powiatach albo województwach), widać dość wyraźnie, że biorąc rzecz bardzo
> z grubsza jest w Polsce przynajmniej pięć krain politycznych: Basen Centralny, 
> Galicja,
> ściana wschodnia, dawny zabór pruski należący do II Rzeczpospolitej i Ziemie 
> Odzyskane
> (plus Bieszczady). 
> 
> Wbrew obiegowej opinii to Basen Centralny, a nie ściana wschodnia jest najmniej 
> aktywny
> i jednocześnie najbardziej antyeuropejski. To właśnie w centrum kraju (między Galicją
> i Śląskiem a Prusami Wschodnimi oraz między Lubelszczyzną a Pomorzem i Wielkopolską) 
> na
> większości terenów dawnego zaboru rosyjskiego najwięcej jest gmin o niskiej 
> frekwencji
> i dużym procencie głosów przeciw Unii. Gdyby nie duże miasta ? głównie Kielce, Łódź 
> oraz
> Warszawa ? i ich promieniowanie, na całym tym obszarze byłaby mała szansa uzyskania
> pięćdziesięcioprocentowej frekwencji, a wynik głosowania też nie byłby pewny. 
> 
> W porównaniu z Basenem Centralnym tak zwana ściana wschodnia okazała się terenem o
> nieco lepszej frekwencji, ale poparcie dla Unii jest tu podobnie niewielkie jak w 
> centrum.
> Nieco (a czasem także znacznie) więcej jest prounijnych głosów w gminach leżących
> bezpośrednio przy wschodniej granicy. 
> 
> W Galicji, czyli dawnym zaborze austriackim (głównie Podkarpacie i Małopolska), 
> frekwencja
> była podobna jak na ścianie wschodniej, ale wyraźnie więcej było zwolenników Unii. 
> 
> Poza wielkimi miastami i ich aglomeracjami największą frekwencję miały gminy leżące 
> na
> terenach dawnego zaboru pruskiego, które weszły w skład II Rzeczpospolitej. Na mapie
> frekwencji zaskakująco wyraźnie widać przebieg przedwojennego polskiego korytarza
> prowadzącego do morza między Rzeszą i Prusami Wschodnimi, oraz granice między Górnym
> Śląskiem a Małopolską i Śląskiem Opolskim. Poza dużymi miastami i Śląskiem, gdzie za 
> Unią
> oddano przeszło 85 proc. głosów, dawny zabór pruski głosował podobnie jak Galicja. 
> 
> 
> 
> Ziemie Odzyskane miały frekwencję tylko nieco wyższą niż gminy ściany wschodniej, ale
> zwolenników Unii jest tam wyraźnie więcej niż w czterech pozostałych krainach i z 
> grubsza tyle,
> co w miastach innych obszarów Polski. Najlepiej widać to na przykładzie Prus 
> Wschodnich, które
> pod względem frekwencji nie różnią się od sąsiedniej Białostocczyzny, ale głosowały
> zdecydowanie bardziej prounijnie. Odwrotnie niż w Galicji i na ścianie wschodniej, 
> na Ziemiach
> Odzyskanych gminy leżące przy samej granicy były mniej prounijne niż ich gminy 
> drugiego
> szeregu. 
> 
> Nie tylko historia, ale... 
> 
> Oczywiście nie wszystko da się wytłumaczyć odmienną historią polityczną. Ważne jest
> doświadczenie ostatnich lat i osobiste prognozy na najbliższą przyszłość. Mieszkańcy 
> gmin
> leżących na zachodniej granicy mogą się obawiać, że gdy granica zniknie, skończą się
> interesy robione dzięki jej istnieniu. Mieszkańcy gmin leżących na granicy 
> wschodniej pewnie
> lepiej niż inni potrafią zrozumieć, co grozi Polsce będącej poza Unią i staczającej 
> się w stronę
> naszych wschodnich sąsiadów. Całkiem oczywisty, ale jeszcze głębszy niż się na ogół 
> sądzi,
> jest też podział na Polskę miejską i Polskę wiejską. Poparcie dla Unii, i tak 
> znacznie (o ok. 10
> pkt. proc.) słabsze na wsi niż w miastach, wyraźnie słabnie w miarę oddalania się od 
> choćby
> niewielkiego miasteczka. W obwodach wyborczych należących do gmin czysto wiejskich 
> jest
> aż o 5 pkt. słabsze niż w wiejskich obwodach należących do gmin miejsko-wiejskich. 
> 
> Poza urbanizacją i osobistym doraźnym interesem frekwencji i sympatii dla Unii 
> sprzyja
> zamożność, wykształcenie, średnia wieku ludności, tradycyjne preferencje partyjne, a 
> także
> istnienie starej linii kolejowej (np. Łódź?Stalowa Wola) czy skupiska mniejszości 
> narodowych
> (Puńsk). Jednak żaden z tych czynników nie może chyba wyjaśnić zasadniczej różnicy
> wyniku wyborów w sąsiadujących ze sobą gminach na pograniczu dawnych Prus Wschodnich
> i II Rzeczpospolitej albo na granicy Wolnego Miasta Gdańsk i przedwojennego skrawka
> polskiego Wybrzeża. Warto więc może zastanowić się, co sprawia, że te historyczne 
> granice
> wciąż trwają? 
> 
> 
> 
> Stosunkowo łatwo jest pewnie wyjaśnić, dlaczego gminy dawnego zaboru pruskiego i
> austriackiego miały większą frekwencję niż zabór rosyjski. Odpowiedzią może być 
> trwałość
> sięgającej XIX w. tradycji demokratycznej Prus i Austro-Węgier. Trudniejsze, ale też 
> bardziej
> pociągające wydaje się wyjaśnienie, dlaczego mieszkańcy Ziem Odzyskanych są wyraźnie
> bardziej prounijni niż pozostali Polacy. Dlaczego społeczności, których członkowie 
> zostali
> kilkadziesiąt lat temu przeniesieni ze wschodu lub centrum, pozostały z grubsza 
> biorąc podobnie
> mało aktywne politycznie jak ci, którzy na wschodzie czy w centrum zostali, ale 
> jednocześnie
> zademonstrowały nieporównanie większą życiową odwagę wyrażającą się skłonnością do
> poparcia zmiany tworzącej nowe wyzwania? 
> 
> Można by było uwierzyć, że ? jak sugerowała część pierwszych komentarzy ? stało się 
> tak
> dzięki bliskości zachodniej granicy i dobremu doświadczeniu sąsiedztwa z należącymi 
> do Unii
> Niemcami. Ale tej tezie przeczy nie tylko mniej prounijna postawa części gmin 
> bezpośrednio
> sąsiadujących z granicą, lecz także fakt, że podobnie jak zachód głosowały 
> Bieszczady i
> dawne Prusy Wschodnie, które od zachodniej granicy dzielą przecież setki kilometrów. 
> Można
> by też było uwierzyć, że decydującą rolę odegrała solidna infrastruktura 
> cywilizacyjna lub
> urbanizacja, którą Polacy przybyli ze wschodu odziedziczyli na Ziemiach Odzyskanych. 
> Temu
> z kolei przeczy wysoki wynik uzyskany w Bieszczadach, gdzie o urbanizacji i 
> infrastrukturze
> raczej trudno mówić. 
> 
> Błogosławiona nietrwałość 
> 
> Zapewne ryzykowna jest każda próba wyjaśnienia zachowań wielkiej grupy ludzi za 
> pomocą
> jakiegokolwiek jednego czynnika. Ale często istnieje jednak jakiś czynnik wyraźnie
> dominujący. Być może tak jest i tym razem. Co zatem łączy ziemie zachodnie z Prusami
> Wschodnimi, Górnym Śląskiem, Warszawą i Bieszczadami? Chyba tylko nietrwałość. To
> przecież raczej nie jest tylko przypadek, że podobnie jak w miastach, w niemal 
> wszystkich
> rejonach, gdzie mapa głosów ?tak? z niebieskiej staje się granatowa, wyraźnie 
> dominują
> migranci w pierwszym, drugim lub trzecim pokoleniu. 
> 
> Migracja wiąże się z ryzykiem wyprawy w nieznane, więc częściej podejmują ją osoby
> aktywne, otwarte na zmianę. W powojennej Polsce przeprowadzka (często przymusowa) na
> ogół oznaczała awans cywilizacyjny, a często też społeczny. Nietrwałość i zmiana 
> były więc
> doświadczane raczej pozytywnie. Zapewne obok genów poszukiwaczy przygód, zdobywców
> Zachodu czy Bieszczad w dużej mierze to właśnie dobra, międzypokoleniowa pamięć 
> wielkiej,
> niezbyt odległej zmiany daje dzisiejszym wyborcom pionierską odwagę szukania lepszego
> życia w Unii Europejskiej. 
> 
> To oczywiście jest tylko hipoteza. Ale kiedy z niepokojem czy troską myślimy o naszej
> przyszłości w Unii, warto tę hipotezę uwzględnić w rozważaniach. Bo ona zapowiada, że
> mamy jakąś szansę w trudnej konkurencji z Europą Zachodnią. Może nie mamy dziś w 
> Polsce
> wielkich kapitałów, specjalnie konkurencyjnego przemysłu ani zbyt dobrze rozwiniętego
> nawyku solidnej pracy, ale wielu z nas (zwłaszcza na Ziemiach Odzyskanych) ma
> przynajmniej odwagę wynikającą z doświadczenia ostatnich pokoleń. A przecież świat ? 
> więc
> także Europa ? do odważnych należy.

Odpowiedź listem elektroniczym