Sojusz Lewicy Demokratycznej konsekwentnie realizuje swoje
przedwyborcze obietnice o instytucjonalizacji związków
homoseksualnych. 10 grudnia 2003 r. grupa 30 senatorów SLD, na
czele z jego autorką Marią Szyszkowską, złożyła w senacie
odpowiedni projekt. 10 lutego senatorowie nie zgodzili się z
wnioskiem Teresy Liszcz z Prawa i Sprawiedliwości o odrzucenie
projektu w pierwszym czytaniu. Na prośbę KAI z dokumentem
zapoznali się: biskup Zbigniew Kiernikowski z Siedlec, oraz
specjalista prawa rodzinnego z Rzeszowa, socjolog z Uniwersytetu
Jagiellońskiego, psycholog z lubelskiej grupy "Odwaga" oraz
jezuita pomagający homoseksualistom.

Art.1 "Dwie osoby tej samej płci mogą zawrzeć rejestrowany
związek partnerski (...)"

"Cała ustawa może niepokoić" - stwierdza o. Mieczysław Kożuch,
jezuita, psycholog i psychoterapeuta, związany z lubelską grupą
"Odwaga", która stara się pomagać homoseksualistom. Jego zdaniem
projekt rozmywa podstawowe pojęcie małżeństwa, chcąc pomóc
osobom, które oczywiście takiej pomocy potrzebują. "Pomoc nie
może polegać na rozmywaniu podstaw społecznych, moralnych i
antropologicznych" - podkreśla zakonnik. Uważa on, że dokument w
sposób jednoznaczny podcina "porządek przekazywania życia",
zarówno w sensie rozwoju jak i w aspekcie seksualnym,
prokreacji. "To niepokoi. Homoseksualizm ukazywany jest jako
perspektywa, do której dąży cywilizacja współczesna,
społeczeństwo, demokracja, tymczasem to pomyłka" - twierdzi o.
Kożuch.

Zdaniem biskupa Zbigniewa Kiernikowskiego, który aktywnie włącza
się w prace lubelskiej "Odwagi", przede wszystkim należy mieć
świadomość, że tego typu dokument "wytycza kierunki nie dla
poszczególnych jednostek, lecz ustala i wskazuje normy dla ogółu
społeczeństwa". Tym samym wpływa się na kształtowanie
mentalności, zwyczajów i stylu życia - dodaje ordynariusz
siedlecki.

Podobną opinię wyraża prof. Krystyna Slany z Instytutu
Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. "Jeśli prawo
będzie liberalne, to i świadomość społeczna ulegnie zmianie" -
mówi socjolog. Jej zdaniem bez wątpienia obserwujemy zmianę
tradycyjnego systemu normatywnego, mamy do czynienia z ogromną
ambiwalencją społeczeństwa. "Szczególnie wśród młodych ludzi
dostrzegam liberalizację postaw i zachowań" - mówi w rozmowie z
KAI prof. Slany.

Art. 1 ust 3 "Do zawarcia rejestrowanego związku partnerskiego
stosuje się odpowiednio przepisy art. 3-7, 9 Kodeksu rodzinnego
i opiekuńczego"

Zdaniem dr Janusza Gajdy, specjalisty z zakresu prawa
rodzinnego, ustawa jest "co najmniej źle napisana". Dziekan
zamiejscowego wydziału Administracyjno-Prawnego w Rzeszowie,
Wyższej Szkoły Administracji i Zarządzania w Przemyślu twierdzi,
że dokument zbyt często odwołuje się do innych, nie zawsze
jasnych, aktów prawnych. "Wielokrotne używanie wyrażenia
'stosuje się odpowiednio przepisy' już samo z siebie nie jest
dobrym rozwiązaniem" - uważa dr Gajda. "To przypomina zabawę w
«zgaduj zgadula» - śmieje się dziekan rzeszowskiej
uczelni.

Barbara Badura, z lubelskiego ośrodka "Odwaga" uważa, że na
obecnym etapie prac nad ustawą potrzebna jest przede wszystkim
formacja tych, którzy będą decydować o jej przyjęciu lub
odrzuceniu. "Projekt rzeczywiście stanowi zagrożenie dla
rodziny, ale pracując w ośrodku zauważamy, że ta rodzina już
jest słaba" - mówi Badura. Jej zdaniem sam pomysł legalizacji
związków homoseksualnych już wydaje owoce w postaci coraz
większej ilości osób, które zgłaszają się do "Odwagi". "Ustawa
może tylko wzmóc problem i jeszcze bardziej osłabić rodzinę" -
stwierdza. 

"Prawna legalizacja związków homoseksualnych oznacza nadanie
takim zachowaniom struktury społecznej, w której czyny te mogą
być spełniane i oceniane jako poprawne" - stwierdził biskup
Zbigniew Kiernikowski. Zdaniem ordynariusza siedleckiego, nie
można się dziwić, że Kościół sprzeciwia się legalizacji tego, co
jest moralnie nieuporządkowane, i potraktowania tego typu
zachowań jako struktury społecznej.

Art. 7. "Partner jest zobowiązany do wspólnego sprawowania
pieczy nad osobą i majątkiem dziecka pozostającego pod wyłączną
władzą rodzicielską drugiego partnera"

Zdaniem dr Gajdy, autora komentarza do Kodeksu rodzinnego i
opiekuńczego oraz akt stanu cywilnego, jeżeli ustawa w tym
kształcie zostanie przyjęta, to trzeba pamiętać, że w Kodeksie
rodzinnym i opiekuńczym jest przepis, który mówi, że w razie
śmierci małżonka, który przysposobił dziecko, drugi po jego
śmierci może przysposobić dziecko ze skutkami tak, jakby było
ono wspólne. "Z całą pewnością z tych przepisów Kodeksu pary
homoseksualne będę chciały skorzystać" - ubolewa prawnik.

Prof. Slany podkreśla, że wychowanie dziecka w homoseksualnym
związku partnerskim to niebezpieczny eksperyment. "W takim
związku możemy mieć do czynienia z brakiem alternatywnego wzorca
życia" - mówi socjolog z UJ. Podstawą świata jest rodzina, może
nie zawsze idealna, dobra, ale jest bez wątpienia w sposób
naturalny najlepszą grupą do wychowania - przekonuje. Jej
zdaniem za mało się dziś mówi o wartości rodziny, odchodzimy
bowiem od społeczeństwa, w którym istnieją jasno określone
normy. "Brakuje nam polityki prorodzinnej" - dodaje socjolog.

Dziecko, aby rozwijać się normalnie, musi mieć wzorce. "Projekt
proponuje wzorce umowne" - mówi o. Mieczysław Kożuch. - Ktoś
będzie udawał tatę, a ktoś mamę. Tak naprawdę nie będzie wiadomo
kim jest mama, a kim tata - zauważa jezuita. Jego zdaniem
"bezbronnemu dziecku" trzeba dać właściwy wzór do stawania się
sobą, jako mężczyzna czy jako kobieta. "Każdy z nas chce się
oprzeć o wartości trwałe" - stwierdza współpracownik lubelskiej
"Odwagi". 

Art. 12 ust. 2 "Partnerzy nie mogą wspólnie przysposobić innej
osoby".

Szczególnie zagmatwany, a tym samym pozostawiający ogromną
dowolność, wydaje się dr Gajdzie ust. 2 art. 12. Zdaniem
specjalisty z zakresu prawa rodzinnego w praktyce oznacza to, że
pojedynczo partnerzy mogą adoptować dziecko. Jego zdaniem jeżeli
ktoś będzie miał władzę rodzicielską nad dzieckiem, a następnie
zawrze taki związek, to tak naprawdę nie ma żadnych przeszkód,
aby parter adoptował to dziecko. Kodeks rodzinny i opiekuńczy
przewiduje, iż jeżeli któryś z małżonków chce adoptować dziecko,
to może to uczynić, ale za zgodą drugiego. "Tutaj nawet nie ma
tego zastrzeżenia" - mówi dr Gajda. 

W pracy zatytułowanej "System Prawa Rodzinnego" dr hab. Elżbieta
Holewińska-Łapińska z Instytutu Prawa Cywilnego Uniwersytetu
Warszawskiego podkreśla, że w Kodeksie rodzinnym istnieje
przepis, iż przysposobić dziecko może osoba mająca odpowiednie
kwalifikacje osobiste. "Ona podnosiła, że należy badać również
orientację seksualną danej osoby, aby kierować się dobrem
dziecka" - przypomina dr Gajda. Dziekan rzeszowskiego Wydziału
Prawa zwraca uwagę, że nie ma wyraźnego przepisu, który
stanowiłby, iż osobie pozostającej w związku partnerskim
adoptować dziecka nie można. "Jeżeli taki zapis by się pojawił,
to można się spodziewać powołania na Konstytucję, twierdząc że
to dyskryminacja" - mówi dr Gajda.

Uzasadnienie

W uzasadnieniu do projektu o rejestrowanych związkach
partnerskich czytamy m.in., że z sondaży przeprowadzonych w
Szwecji wynika, iż 92 proc. homoseksualistów jest w stałym
związku lub taki związek chce tworzyć, a same związki "nie są ze
swej natury mniej stabilne" niż heteroseksualne. Barbara Badura
uważa, że nikt z osób dotkniętych tym problemem nie przyzna się
do porażek, "a jeden o drugim wie, że są zdrady; bez wątpienia
mamy do czynienia z kruchością związków partnerskich" -
podkreśla. O. Kożuch dodaje, że jeżeli się poważnie przyjrzeć
faktom, to okaże się, że homoseksualiści to osoby o chwiejnej
uczuciowości. 

"Ja nie wiem dlaczego ustawa ma być wprowadzona" - stwierdza dr
Gajda zwracając uwagę, że po przeczytaniu uzasadnienia tak
naprawdę nie można się dowiedzieć jakie są racje prawne, by
takie prawo uchwalić. 

O. Mieczysław Kożuch, psycholog i psychoterapeuta, podkreśla, że
uzasadnienie nie jest merytoryczne, a raczej polityczne. Autorzy
uzasadnienia projektu twierdzą, że w Polsce mamy do czynienia z
narzucaniem "obyczajowego wzorca heteroseksualizmu". "Nikt
przecież nie narzuca tego wzorca, nie jest on również rezultatem
przyjętej konwencji, ale płynie z istoty człowieka" - stwierdza
jezuita. Zakonnik zwraca uwagę, że mówienie o obyczajowości to
głębokie zubożenie i zafałszowanie pojęcia, w którym wyraża się
istota człowieczeństwa, ponieważ rodząc się mężczyzną lub
kobietą, każdy z nas pragnie płci przeciwnej i to jest nasza
istota.

 "Projektowana ustawa ma na celu (...) dostosowanie stanu
prawnego do aktualnego stanu wiedzy o seksualności człowieka".

Z opinią wyrażoną w uzasadnieniu do projektu ustawy nie zgadza
się o. Kożuch. "Projektodawca nazywa homoseksualizm tendencją
wrodzoną. Po raz kolejny pojawia się ideologia" - mówi jezuita.
Jego zdaniem nikt nie udowodnił, że jest to tendencja wrodzona.
"To żadna wiedza, do której próbuje się wcisnąć kłamstwo" -
denerwuje się zakonnik.

Podobną opinię wyraża ordynariusz siedlecki. "Z tego, co mi
wiadomo, dowodzenie, że homoseksualizm jest uwarunkowany
genetycznie, jest mniej uzasadniona, ale za to bardziej
forsowana przez pewne środowiska o określonych tendencjach" -
mówi biskup Kiernikowski. "Z mojej wiedzy wynika, że
homoseksualizm jest wynikiem wpływów środowiska, w którym
dziecko się wychowuje, począwszy nawet od okresu prenatalnego" -
podkreśla hierarchia.

Protestować, pikietować, czy się poddać

Prof. Slany uważa, że z jednej strony społeczeństwo nie jest
gotowe na tego typu ustawę, mogą pojawić się protesty, walka o
nieprzyjmowanie takich zapisów. Biorąc jednak pod uwagę
trudności, jakie przeżywamy w Polsce, widać wyraźnie, że
jesteśmy po prostu zmęczeni. "Może się zatem okazać, że w
powodzi dotkliwych problemów społecznych ten dokument przejdzie
niezauważony" - podkreśla socjolog. Jej zdaniem bardziej
skupiamy się dziś na takich zagadnieniach jak brak pracy,
zabezpieczenie finansowe naszej rodziny niż na tym, co znów
uchwalono, o czym zadecydowano, jeśli to nas bezpośrednio nie
dotyczy. Krakowski socjolog uważa, że prawdziwa bitwa o ustawę
dopiero nas czeka, a być może, że konieczne będzie referendum.
"Takie sytuacje pokazują jakie mamy wartości. Będzie to
jednocześnie sprawdzian dla polskiej religijności" - mówi. 

- Czy hierarchia Kościoła powinna wystosować oficjalny protest?
- zastanawia się o. Kożuch. Jego zdaniem byłoby to sensowne,
choć tak naprawdę protesty w tym kraju na niewiele się zdają -
zauważa. Jego zdaniem to co można zrobić, to przede wszystkim
informować ludzi w duszpasterstwie parafialnym o istocie
homoseksualizmu. - Powinniśmy mówić, że dla homoseksualistów,
którzy chcą uporządkować swą seksualność jest nadzieja - zwraca
uwagę o. Mieczysław. "Tu chodzi także o przyszłość, duszę i
serce człowieka" - dodaje zakonnik.

Jeśli projekt przejdzie

W ostatecznym rozrachunku ustawa może przynieść odwrotny skutek
niż się tego niektórzy spodziewają. - Istnieje możliwość, że
zamiast szacunku, wywoła swego rodzaju agresję pod adresem osób
homoseksualnych - przypuszcza Barbara Badura z lubelskiej
"Odwagi". O. Kożuch wyraża przekonanie, że ewentualne przyjęcie
ustawy wprowadzi ogromne zamieszanie. Projekt ustawy nie pomoże,
jego zdaniem, w rozwiązywaniu problemów osób homoseksualnych.
Nie szuka się w niej "leku na prawdziwe problemy niedojrzałości
w dziedzinie seksualnej" - podkreśla zakonnik. Całą "aferę"
związaną z projektem ustawy określa on mianem "działania pod
publiczkę".

Jego zdaniem można się spodziewać, że społeczeństwo nie
zareaguje na ewentualne uchwalenie ustawy - ubolewa jezuita.
"Musimy być bardziej świadomi walki, jaka się toczy, walki o
człowieka" - mówi o. Kożuch dodając, że ustawa otwiera drogę ku
zachowaniom, które "de facto niszczą osobę". Jezuita ma
nadzieję, że projekt prędzej czy później zostanie odrzucony.
Biorąc jednak pod uwagę ogromną presję i krzykliwość grup
homoseksualnych "nadzieja ta nie jest aż tak wielka" - mówi o.
Kożuch.

Rafał Łączny (KAI)

Odpowiedź listem elektroniczym