http://www.Niedziela.pl/xml.php?wyd=nd&nr=23&doc=nd200419.xml

> Suwerenność Polski temat żelazny 
> 
> Marian Miszalski 
> 
> Refleksja historyczna nie jest najsilniejszą stroną naszych
> mediów, goniących za skandalem i sensacją. A przecież
> historia jest „nauczycielką życia”,
> zwłaszcza życia politycznego. 3 maja przypomina o tamtej
> próbie, sprzed ponad 300 lat, ratowania niepodległości i
> suwerenności państwa. Od tamtej chwili temat
> suwerenności i niepodległości przewijać się będzie
> nieustannie w naszej historii. Jest on aktualny i dziś. 
> 
> Spojrzenie w nieodległą przeszłość 
> 
> I wojna światowa była skutkiem politycznej rywalizacji o
> to, kto zdominuje Europę Środkową po rozpadzie
> dogorywającej monarchii austro-węgierskiej: Niemcy
> czy Rosja? Ten niemiecko-rosyjski konflikt interesów i
> ambicji przerodził się właśnie w I wojnę światową, w
> której wszakże żadna ze stron nie osiągnęła swego celu
> – Niemcy i Rosja wyniszczyły się wzajemnie,
> znacznie osłabły i dzięki temu w Europie Środkowej
> powstało wiele niepodległych znów państw, w tym
> Polska. 
> W okresie międzywojennym polska polityka zagraniczna
> dokładała starań, by mocniej ubezpieczyć tę odzyskaną
> suwerenność. To ubezpieczenie szło dwoma torami:
> pierwszy poszukiwał ściślejszych związków z Francją i
> Anglią; drugi – zmierzał do wytworzenia pewnej
> wspólnoty politycznej (federacyjna koncepcja
> Piłsudskiego, koncepcja „międzymorza”)
> między Rosją a Niemcami, aby obszar ten wzmocnić
> politycznie, i aby jego słabość nie kusiła już Niemiec i
> Rosji do powtórnej rywalizacji kosztem żyjących tu
> narodów. Jednak ponowne niemiecko-rosyjskie
> zbliżenie polityczne (układ w Rapallo) oraz nazbyt
> uległa wobec narodowosocjalistycznych Niemiec
> polityka Anglii i Francji udaremniły te plany polskiej
> polityki zagranicznej. Komunistyczna historiografia
> potępiała w czambuł polską politykę zagraniczną
> okresu międzywojnia, a echa tej propagandy pokutują
> jeszcze dziś. A przecież ta polska myśl polityczna
> zasługuje na wielki szacunek... 
> II wojna światowa zakończyła się politycznie w ten
> sposób, że kraje Europy Środkowej poddane zostały
> sowieckiej kontroli, tracąc suwerenność, stając się już
> tylko sowieckimi państwami-satelitami. Ten układ
> polityczny przetrwał do 1990 r., kiedy to pod wpływem
> ekonomicznego bankructwa imperium sowieckiego i
> olbrzymiej ekonomiczno-militarnej przewagi Ameryki
> Sowiety wycofały się militarnie z Europy Środkowej.
> Wydawało się wówczas, że przed krajami Europy
> Środkowej otwiera się trwała perspektywa suwerenności
> i niepodległości. Znamienne jest to, że już na początku
> lat 90., jakby dla ubezpieczenia tego nowego obszaru
> świeżo odzyskanej wolności politycznej, wśród krajów
> Europy Środkowej pojawiła się ponownie koncepcja
> stworzenia wspólnego organizmu politycznego
> (niezależnego od Unii Europejskiej!), który
> rozgraniczałby Niemcy i Rosję. Była to najpierw
> koncepcja „Quadragonale” (Węgry,
> Austria, Jugosławia, Włochy), rozszerzona potem o
> Czechosłowację („Pentagonale”),
> wreszcie – o Polskę
> („Heksagonale”). Te sześć państw,
> „Heksagonale”, miało tworzyć polityczną
> wspólnotę, rozgraniczającą od północy na południe
> strefę wpływów niemieckich od strefy wpływów
> rosyjskich, a zarazem ubezpieczać w płaszczyźnie
> międzynarodowej suwerenność członków
> „Heksagonale”. Oddajmy głos znawcy
> problemu: „Koncepcja ta jednak upadła wraz z
> wybuchem wojny w Jugosławii, wskutek czego
> Jugosławia rozpadła się. Mówi się, że przyczyną tej
> wojny były napięcia między republikami. (...) Nie
> należy jednak zapominać, że zapalnikiem, który
> spowodował ten wybuch, była niemiecka zachęta, by
> Słowenia i Chorwacja proklamowały niepodległość.
> Warto też zwrócić uwagę, że takie posunięcie mieściło
> się całkowicie w ramach tradycyjnej polityki
> niemieckiej na Bałkanach, realizowanej niezależnie
> od ustroju państwa niemieckiego. Realizując zatem
> swoją tradycyjną politykę rozbijania Jugosławii,
> Niemcy zadały zarazem ostateczny cios koncepcji
> „Heksagonale” i od tej pory nic już nie
> stało na przeszkodzie rozszerzaniu niemieckich
> wpływów na obszarze Europy Środkowej”
> (Stanisław Michalkiewicz, Na niemieckim pograniczu,
> Warszawa, 2003 r.). 
> Upadek politycznej koncepcji
> „Heksagonale”, konkurencyjnej wobec
> Unii Europejskiej, wzmocnił rolę Niemiec w Europie:
> wszak dziś jest dość oczywiste, że UE to instrument
> polityki niemieckiej w Europie – bardziej już
> niemieckiej niż francuskiej: Francja, ufna we własny
> potencjał nuklearny, więcej uwagi poświęca swym
> interesom w byłych koloniach, których Niemcy nigdy
> nie miały. 
> 
> Odwrót od suwerenności 
> 
> Gdy więc państwom Europy Środkowej nie udało się ubezpieczyć 
> swej świeżo odzyskanej suwerenności, bo Niemcy storpedowały 
> inicjatywę "Heksagonale" - po krótkiej jak mgnienie oka chwili 
> swobody nastąpił powolny odwrót od suwerenności. Jeszcze kilka
> lat temu przedstawiciele UE i rodzimi euroentuzjaści zapewniali, 
> że akces do UE nie oznacza utraty suwerenności, bo przecież 
> "UE to wspólnota suwerennych państw". Dziś nikt już nie ukrywa, 
> że akces do UE oznacza rezygnację z suwerenności przez państwo 
> przystępujące...
> Pojawiają się nawet całkiem fałszywe i nieprawdziwe teorie, 
> jakoby "we współczesnym świecie nikt już nie był suwerennym 
> państwem" albo jakoby "suwerenność dzisiaj polegała nie na 
> samodzielnej decyzji, ale na współdecydowaniu"... Mniejsza 
> jednak o tego rodzaju pseudonaukowe zabiegi, chociaż przypominają 
> żywo fałszowanie znaczenia słów i pojęć, charakterystyczne dla 
> minionej epoki. 
> Ledwo więc społeczeństwo ochłonęło, dowiadując się, że przez 
> podpisanie traktatu kopenhaskiego polski rząd dobrowolnie 
> zrzekł się polskiej suwerenności - zaczęto pocieszać naród, że
> wprawdzie tracimy suwerenność, ale traktat nicejski "daje nam 
> najlepsze z możliwych warunki współdecydowania". Tylko dlatego 
> wielu obywateli głosowało za akcesem w ubiegłorocznym czerwcowym 
> referendum... Jednak dziś stało się jasne, że już i traktat 
> nicejski nie jest aktualny, a wraz z nim owe "najlepsze warunki 
> współdecydowania"!
> Propagandyści UE już wysilają się, by udowodnić, że bardziej pożądana 
> jest formuła niemiecko-francuska, i w tym celu odwołują się nawet 
> do... wyższej matematyki! Gdy już nawet Nicea nie obowiązuje - 
> pojawiają się głosy, że właściwie powinniśmy być zadowoleni, jeśli
> tylko UE zwiększy trochę swój budżet, bo - być może - dzięki temu i 
> Polska trochę więcej zyska... Jak niewiele zostało z tej "wspólnoty 
> suwerennych państw"... Jednak i ten nader już skromny postulat 
> doznaje szybkiej kontry ze strony Niemiec, które powiadają, że i tak
> już za dużo dopłacają do UE; wtórują im Francuzi, bacząc jednak 
> gorliwie, aby przypadkiem francuscy rolnicy nie dostali ani euro mniej. 
> W tej sytuacji nie dziwi, że co bardziej przezorni i przenikliwi 
> obywatele pytają: Czy to aby nie skończy się jeszcze bardziej 
> skromnym postulatem (znanym zresztą też już z przeszłości):
> "Aby tylko rząd się wyżywił"? No, rząd, a może jeszcze "rządowi"
> przedsiębiorcy, zwłaszcza ci, którzy "tłusto" uwłaszczyli się w 
> latach minionych z narodowego majątku... 
> 
> * * *
> 
> Trudno oprzeć się wrażeniu, że z "5 minut" tej nadziei na rzeczywistą 
> suwerenność, żywionej na progu lat 90., pozostaje już tylko dziś 
> pytanie: "Kto skonsumuje wydzielone przez Brukselę środki?". Czy 
> tylko biurokracja rządowa i podwiązani pod nią
> "biznesmeni", czy także ktoś jeszcze? 
> ... Ale życie toczy się dalej, historia trwa. Już raz w naszej 
> historii, zaraz po Konstytucji 3 maja właśnie, zamieniono suwerenność 
> na pieniądze, i też nie dla wszystkich. Wiemy więc, jakie miało
> to konsekwencje i dzięki tej wiedzy jesteśmy lepiej przygotowani, 
> by tę suwerenność odbudować.

Odpowiedź listem elektroniczym