Przesylam artykul z ktorego przeslaniem (co w przypadku tego
autora rzadkie) sie nie zgadzam... Sadze jednak ze tekst jest
ciekawy...

http://mazowsze.k-raj.com.pl/108384107483555.shtml

> "Schwytać i zabić, zabić i schwytać" - artykuł Stanisława Michalkiewicza 
> 
> Gdybyśmy nie wiedzieli, że Stanami Zjednoczonymi Ameryki 
> Północnej kieruje prezydent, JE Jerzy W. Bush,
> to można by sobie pomyśleć, że mamy do czynienia z jakimś 
> makabrycznym humorystą. Zresztą, powiedzmy
> sobie szczerze, jedno drugiego nie musi wcale wykluczać. 
> Kiedy prezydent Bush przemawia w telewizji, na
> jego twarzy błąka się dziwny uśmiech, mogący wyrażać 
> rozmaite uczucia, np. uczucie dystansu do tego, co
> akurat podaje do wierzenia. Gdyby tak było, trudno by 
> mu się dziwić, bo jest niemal niepodobieństwem, by
> prezydent Bush rzeczywiście sam wierzył w to, co mówi. 
> Na przykład mówił, że straszliwy Saddam Husajn jest
> powiązany z Al-Qaidą, a nawet jest kimś w rodzaju jej 
> inspiratora. Było to oczywiste niepodobieństwo, bo
> Saddam Husajn był epigonem epoki, kiedy Arabowie walczyli 
> o emancypację jeszcze pod czerwonym
> sztandarem socjalizmu. Tymczasem Al-Qaida walczy o 
> arabską, a właściwie islamską emancypację pod zielonym
> sztandarem Proroka. Prezydent Bush nie może takich 
> rzeczy nie wiedzieć, a jeśli nawet jakimś cudem by nie 
> wiedział, to musiała wiedzieć to Kondoliza, która ma 
> w swojej kolekcji podobno aż pięć dyplomów z nauk 
> politycznych. Potem prezydent Bush mówił, że Saddam 
> Husajn ma broń masowej zagłady i trzeba zająć Irak, 
> by broń tę zniszczyć w interesie pokoju
> światowego i bezpieczeństwa ludzkości. Irak został zajęty, 
> ale żadnej broni masowej zagłady ani nawet jej śladu nie
> znaleziono. Sprawę tę wyjaśnił pan red. Wildstein, który 
> nie ruszając się z Warszawy, ustalił, iż perfidny Saddam schował tę
> broń "w miejscach niemożliwych do wykrycia". Tak formuła 
> musiała spodobać się prezydentowi Bushowi, więc nic dziwnego,
> że na jego twarzy błąkał się zagadkowy uśmiech. Wreszcie, kiedy 
> nie udało się nawet w przybliżeniu ustalić tych
> "niemożliwych do wykrycia" miejsc, prezydent Bush ogłosił, że 
> tak naprawdę celem inwazji na Irak było schwytanie Saddama
> Husajna, "żywego lub martwego". Świat bardzo ucieszył się z 
> tej deklaracji, bo ludziom trudno jednak było uwierzyć, żeby
> prezydent tak potężnego i wielkiego państwa nie wiedział, 
> dlaczego właściwie najeżdża inne państwo. Wreszcie złowrogiego
> Saddama schwytano, ale - ciekawa rzecz - od tego właśnie 
> momentu sprawy w Iraku zaczęły się komplikować.
> Rzecz w tym, że straszliwy Saddam Husajn, aczkolwiek miał 
> mnóstwo wad, miał również jedną właściwość, którą można
> ostatecznie nazwać zaletą. Był swego rodzaju korkiem, 
> zatykającym butelkę z jeszcze straszliwszymi demonami. Obalając
> władzę Saddama Husajna, Amerykanie wyciągnęli z tej butelki 
> korek. Demony natychmiast wydostały się na zewnątrz i
> obecnie cały wysiłek Amerykanów zmierza do wtłoczenia ich 
> w butelkę z powrotem. Ale z demonami niełatwa sprawa;
> przeciekają między palcami i zdają się być wszędzie. Teraz 
> słyszymy, jak amerykańscy generałowie twierdzą, iż celem
> aktualnie przeprowadzanych operacji militarnych w Iraku jest 
> "zabić lub schwytać Muchtadę al-Sadra", jednego z uwolnionych
> demonów. A co będzie, jak już "zabiją go lub schwytają"? 
> prawdopodobnie trzeba będzie "zabić lub schwytać" kolejnego, a
> potem następnego. I tak dalej, aż do ostatecznego zwycięstwa. 
> Widać od razu, że demokracja, to nie przelewki; nie ma takich
> ofiar, których nie można by poświęcić dla demokracji. 
> Na tym tle również udział Polski w operacji przywracania 
> demokracji w Iraku stanowi niezamierzony zapewne element
> komiczny. Już nawet nie dlatego, że do "porządkowania" Iraku 
> bierze się państwo, które niedługo, za sprawą własnych elit
> politycznych stanie się symbolem bałaganiarstwa i korupcji, 
> ale przede wszystkim dlatego, że polskie władze do dzisiaj nie
> potrafiły przedstawić opinii publicznej polskich celów wojennych 
> w Iraku. Powtarzanie przez pana premiera i innych
> dygnitarzy, że wojsko nasze pojechało do Iraku żeby władzę w 
> tym kraju przekazać Irakijczykom, nie wytrzymuje krytyki w
> świetle ostatnich wydarzeń. Amerykanie muszą odbijać miasta 
> z rąk Irakijczyków. Wynika z tego, że w celu przekazania im
> władzy muszą najpierw władzę tę im odebrać. Takie wyjaśnienia 
> skłaniają do podejrzeń, iż pan premier Miller utracił
> bezpowrotnie kontakt z rzeczywistością, skoro wierzy we własną 
> propagandę. Najgorsze, że nie jest w tym odosobniony.
> Przesłuchiwany niedawno w TVN24 były minister obrony, a obecnie 
> poseł Platformy Obywatelskiej Bronisław Komorowski też
> nie potrafił podać ani jednego sensownego powodu obecności 
> wojsk polskich w Iraku. Ograniczył się do wyznania wiary, że
> skoro pan prezydent i pan premier podjęli tak poważną decyzję, 
> to pewnie wiedzą dlaczego. Gdyby pan poseł Komorowski
> urodził się wczoraj, to może bym w to wyznanie wiary uwierzył. 
> Jednak pan poseł Komorowski jest na tyle dużym
> chłopczykiem, że chyba wie, iż kto wierzy panu prezydentowi, 
> ten sam sobie szkodzi. Takie rzeczy powinien wiedzieć każdy
> chłopiec. Skoro zatem pan poseł Komorowski udaje, że tego nie 
> wie, to prawdopodobnie dlatego, że sam również nie
> bardzo potrafi sprecyzować polskich celów wojennych w Iraku.
> Dyskusja, jaka od pewnego czasu toczy się wokół tej sprawy, 
> pozwala stwierdzić, że władze polskie zupełnie nie zatroszczyły
> się o jakiekolwiek korzyści, jakie Polska mogłaby odnieść ze 
> swego zaangażowania po stronie amerykańskiej w Iraku.
> Obawiam się, że nikt nawet się nie zająknął na temat militarnej 
> konwersji polskiego zadłużenia zagranicznego, przynajmniej
> częściowej. Nikt także nie uzależnił naszej wojskowej obecności 
> w Iraku od obietnicy rządu amerykańskiego, że nie będzie
> popierał żydowskich roszczeń majątkowych w Polsce. Krótko mówiąc - 
> ani żadnego materialnego ekwiwalentu, ani nawet
> moralnej satysfakcji, bo jakże tu mówić o moralnej satysfakcji, 
> kiedy Polska wspiera irackich folksdojczów przeciwko
> tamtejszym patriotom w interesie żydowskich szowinistów? 
> Pozostanie goły wstyd, zwłaszcza w momencie, kiedy
> makabryczny humor prezydenta Busha znudzi się Amerykanom i na 
> swego prezydenta wybiorą sobie senatora Kerry'ego,
> który też ma osobliwe poczucie humoru, ale oczywiście całkiem inne.
> 
> Stanisław Michalkiewicz
>

Odpowiedź listem elektroniczym