http://tygodnik.onet.pl/0,1159508,druk.html

> 007 w irackim kotle
> 
> Zarysowana po 11 września misja Ameryki utknęła w Iraku
> 
> Dla Stanów Zjednoczonych Irak jest ledwie ogniwem w długim łańcuchu celów 
> strategicznych,
> co odróżnia perspektywę Waszyngtonu od perspektywy na przykład Warszawy. Dla
> Amerykanów prawdziwy klucz do strategicznego sukcesu w tej wojnie leży w Teheranie.
> 
> W Iraku trzeszczy w szwach cały misternie układany przez Waszyngton system: poza 
> Kurdami nie ma
> dziś liczącej się grupy etnicznej czy religijnej, partii politycznej zakorzenionej w 
> społeczeństwie bądź
> wpływowych przedstawicieli elit, na których Amerykanie mogliby się oprzeć. Oparcia 
> nie daje nawet
> Tymczasowa Rada Zarządzającaani uciekający przed bojówkami Muktady al-Sadra iraccy 
> policjanci i
> lokalni urzędnicy. Niskie morale nowych sił porządkowych należy dopisać do listy 
> sukcesów
> ekstremistów, którzy od kilku miesięcy koncentrowali się na zastraszaniu irackiej 
> policji. Teraz próbują
> stosować tę strategię wobec zagranicznych pracowników cywilnych, co odbiera 
> Irakijczykom jeden z
> nielicznych powodów nadziei na poprawę sytuacji.
> 
> Może poza Brytyjczykami nie ma też koalicjanta, który dziś aktywnie szykowałby się do
> przygotowywanej przez Amerykanów kontrofensywy, a w przyszłości nie liczyłby się z 
> możliwością
> przedterminowej rejterady z Iraku. Trudno się dziwić: nikt nie szykował się na 
> prawdziwą wojnę, nikt nie
> chce płacić ceny Aznara, nikt wreszcie z listy koalicjantów-statystów nie kwapi się 
> do ponoszenia ciężaru
> decyzji politycznych, podejmowanych przez Paula Bremera, szefa amerykańskiej 
> administracji cywilnej w
> Bagdadzie, oraz przez Waszyngton.
> 
> Amerykanie wykonują nerwowe ruchy - zaostrzając ataki w Faludży, zastanawiając się 
> od roku, czy
> lepiej ?usunąć? czy może ?ugłaskać? al-Sadra; rozmieniając się na drobne w 
> dyskusjach nad kształtem
> przygotowywanych dokumentów, które dla Irakijczyków i tak pozostaną papierem, póki 
> nie zweryfikuje
> ich życie. Znawcy regionu zgadują, jakie jeszcze błędy popełnią politycy; 
> czarnowidze prześcigają się w
> porównywaniu Iraku do Wietnamu czy Algierii; oponenci Busha (w USA i innych krajach) 
> próbują zbić
> kapitał polityczny.
> 
> Misja
> 
> Jednak w Stanach Zjednoczonych zarówno elity, jak i społeczeństwo dalekie są od 
> zniechęcenia czy
> paniki. 11 września 2001 r. prezydent Bush (jak niegdyś Wilson, Roosevelt czy 
> Truman) poderwał naród
> do ?wojny z terroryzmem?. Nie do zwykłej akcji odwetowej i doraźnej ?profilaktyki?, 
> lecz do misji
> przebudowy globalnego porządku na bezpieczniejszy, gwarantowany przez USA, i do 
> promocji
> ?najlepszych na świecie? uniwersalnych wartości - wolności, demokracji i praw 
> jednostki. Obudził
> XIX-wiecznego ducha ?oczywistego przeznaczenia? USA: ducha misji globalnej; ducha 
> moralizującego,
> bo działającego w kategoriach dobra i zła; ducha pragmatycznego i postępowego, 
> wyrażonego przez
> post-marksistowskich neokonserwatystów. Przekonanych, że proces demokratyzacji 
> świata jest
> nieodwracalny i możliwy do przyspieszenia.
> 
> Mimo kosztów wojny z terroryzmem - tych finansowych i tych związanych ze swobodami 
> obywatelskimi
> - w przededniu wyborów prezydenckich to George W. Bush uchodzi za faworyta, a jego 
> konkurent John
> Kerry buduje swą popularność zapewniając, że ?wojnę z terroryzmem? będzie prowadzić 
> skuteczniej.
> 
> Po efektownej improwizacji, jaką okazała się operacja w Afganistanie przeciw talibom 
> oraz po
> mniejszych akcjach, wymierzonych w muzułmańskich terrorystów na Filipinach czy w 
> Pakistanie,
> pierwszym systematycznie wybranym celem miał być Irak: serce kluczowego regionu 
> Zatoki Perskiej.
> Operacja ?Iracka wolność? miała dokończyć wojnę z 1991 r., ukarać dyktatora 
> (ignorującego interesy
> USA), zażegnać niebezpieczeństwo rozprzestrzeniania broni masowego rażenia i 
> stworzyć warunki dla
> demokracji oraz jej ?eksportu? w regionie. Planujący interwencję nie ukrywali, że 
> mierzą wysoko i chcą
> stworzyć modelową demokrację w społeczeństwie muzułmańskim czy wręcz zmodernizować 
> islam; w
> przeddzień inwazji zastępca sekretarza obrony USA Paul Wolfowitz oznajmił, że islam 
> potrzebuje reform
> i właśnie stworzone zostały do tego niezbędne warunki.
> Wybór Iraku miał również inne cele: przejąć kontrolę nad strategicznymi złożami ropy 
> w Zatoce Perskiej;
> przerwać kanał pomocy z Iranu dla Palestyńczyków, Libańczyków i Syrii, wreszcie 
> stworzyć dogodne
> warunki do ataku (otwarcie dyskutowanego w Waszyngtonie) na inne państwa wspierające 
> terroryzm i
> zwalczające wpływy amerykańskie w regionie. Iran (zaawansowany w projektach 
> nuklearnych i
> zaliczany wraz z Irakiem i Koreą Północną do ?osi zła?), Syria i rzadziej wymieniana 
> w tym kontekście
> Arabia Saudyjska są krajami sąsiadującymi z Irakiem.
> 
> Tak czy inaczej, Irak dla USA jest ledwie ogniwem w długim łańcuchu celów 
> strategicznych w regionie,
> co różni perspektywę Waszyngtonu od perspektywy np. Warszawy.
> 
> Kto miesza w Iraku?
> 
> Koniec końców, operacja w Iraku stała się niewygodna niemal dla wszystkich. Państwa 
> arabskie odcięły
> się od niej. Syria, która udzieliła schronienia wielu współpracownikom Saddama 
> Husajna (i być może jego
> zakazanym arsenałom), przestraszyła się, że będzie następna. Podobnie Iran, powoli 
> otaczany przez
> Amerykanów, tworzących swoje bazy w Afganistanie, Katarze, Azji Środkowej i być może 
> wkrótce w
> Azerbejdżanie. Ponadto Iran mógł obawiać się spadku cen ropy, głównego źródła 
> dochodów.
> 
> Interwencja skonfudowała sojuszniczą Turcję, dla której doraźnie najistotniejszym 
> problemem jest
> kwestia kurdyjska: emancypacja irackich Kurdów grozi odnowieniem konfliktu w Turcji 
> i godzi w politykę
> delikatnych ustępstw wobec tureckich Kurdów, prowadzoną przez rząd Erdogana, 
> zabiegający o
> rozpoczęcie negocjacji z Unią Europejską. Realność problemu podkreślają marcowe 
> zamieszki
> arabsko-kurdyjskie w Syrii, tuż przy tureckiej granicy, w których zginęło 
> kilkudziesięciu syryjskich
> Kurdów. Zamieszki tym bardziej niebezpieczne, że niemal na pewno nie inspirowane z 
> zewnątrz: iraccy
> Kurdowie mają świadomość granic, których przekroczyć nie mogą (dla porównania: w 
> podobnej sytuacji
> co Kurdowie są kosowscy Albańczycy - tyleż wdzięczni Amerykanom za wolność i 
> rozsądni, by
> ostrożnie domagać się niepodległości, co zniecierpliwieni i z trudnością utrzymujący 
> w ryzach nastroje
> społeczne, co pokazały niedawne czystki na Serbach i starcia z siłami KFOR).
> 
> Można zaryzykować tezę, że tylko dwie regionalne ?siły? wygrywają na obecnej 
> sytuacji. Pierwsza to
> ekstremiści muzułmańscy, którzy tłumnie spieszą do Iraku na swój ?dżihad? i na bój o 
> rząd dusz,
> paradoksalnie dopiero teraz tworząc problem zagrożenia terroryzmem w Iraku. Druga to 
> Izrael, któremu
> odpadł jeden wróg (saddamowski Irak), a w jego miejsce pojawił się aktywny sojusznik 
> (USA), który być
> może ?zneutralizuje? także Iran i Syrię. I na pewno wykaże więcej zrozumienia dla 
> walki z terrorystami
> muzułmańskimi, co pokazuje np. stosunek Waszyngtonu do zabicia przez Izraelczyków 
> lidera Hamasu.
> 
> Oglądając Irak z perspektywy amerykańskiej, ale także izraelskiej i irańskiej 
> (oficjalnej i emigracyjnej)
> można odnieść wrażenie, że toczy się tam przede wszystkim wojna USA z Iranem - i 
> vice versa - a jej
> przebieg mógłby być kanwą do niejednego scenariusza przygód Jamesa Bonda. I choć 
> trudno
> zweryfikować prawdziwość poszczególnych elementów, starcie to kształtuje myślenie i 
> działanie zarówno
> w Waszyngtonie, jak i w Teheranie oraz Jerozolimie.
> 
> Irańczycy czują się zagrożeni nie tylko obecnością amerykańskich wojsk w regionie. 
> Boją się także
> zagrożenia ideowego: to z jednej strony obawa przed amerykańskim poparciem dla ruchów
> demokratycznych i antyrządowych w Iranie, z drugiej przed utratą prymatu irańskich 
> ośrodków
> teologicznych i politycznych na rzecz irackiego Nadżafu i Karbali. Perspektywa ta 
> okazała się realna, gdy
> w lipcu 2003 w Nadżafie pojawił się Hosejn Chomeini, wnuk legendarnego założyciela 
> Islamskiej
> Republiki Iranu i tak jak niegdyś dziadek zaczął z Nadżafu krytykować system 
> polityczny panujący w
> Iranie, odwołując się do argumentów religijnych. Szantaż wymierzony w jego rodzinę 
> szybko go jednak
> skruszył i ściągnął z powrotem do Iranu.
> Z perspektywy Teheranu upadek Saddama wytworzył próżnię, którą właśnie Iran powinien 
> wypełnić.
> Amerykanie oskarżają Teheran o wspieranie ugrupowań szyickich: najpierw Najwyższej 
> Rady Rewolucji
> Muzułmańskiej Iraku, kierowanej przez braci al-Hakimów, a od kilku miesięcy al-Sadra 
> (i wygrywanie
> ich przeciw sobie). Waszyngton oskarża też Iran o wspólne z Syrią przerzucenie do 
> Iraku kilkuset
> członków libańskiego Hezbollahu; o popieranie radykalnej irackiej partii Ansar 
> al-Islam (skądinąd
> sunnickiej i powiązanej z Al-Kaidą).
> 
> Nieoficjalnie Amerykanie posuwają się do oskarżeń - opartych na trudnych do 
> zweryfikowania
> doniesieniach agentów irańskich, szukających na Zachodzie schronienia - o 
> inspirowanie przez Teheran
> zamachu na ajatollaha Mohammada Bakira al-Hakima w sierpniu 2003 (miał się zbytnio 
> uniezależnić od
> irańskich mocodawców) oraz zamachów na poszczególnych działaczy szyickich - w tym
> przygotowywanych na ajatollahów al-Sistaniego i Fayadha. Konto Iranu mają obciążać 
> też zamachy na
> szyickich pielgrzymów, destabilizujące sytuację w Iraku czy wreszcie wsparcie dla 
> kwietniowej rewolty
> al-Sadra (mowa jest o 800 telefonach satelitarnych, przekazanych ?Armii Mahdiego? i 
> o koordynacji
> działań szyitów i sunnitów w Faludży, Ramadi i Bagdadzie). Informacje te pojawiają 
> się w prasie
> amerykańskiej i w wystąpieniach armii i pracowników Departamentu Obrony, natomiast 
> odcina się od
> nich (ostatnio 9 kwietnia) Departament Stanu.
> 
> Wyścig z czasem
> 
> Prawdziwą obsesją USA - a jeszcze mocniej Izraela - jest irański program nuklearny. 
> Waszyngton
> zarzuca Teheranowi chęć skonstruowania bomby atomowej, co zdaniem pesymistów jest 
> realne w 2005
> r. Wobec Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej Iran temu zaprzecza, jednak z 
> wypowiedzi
> polityków z otoczenia przywódcy państwa Alego Chamenei wynika co innego (że tak 
> właśnie jest i że
> rakiety nuklearne dadzą Iranowi możliwość przeprowadzenia ataku na Izrael). 
> Amerykańskie
> skoncentrowanie na kwestii nierozprzestrzeniania broni ABC i fatalne doświadczenia z 
> Koreą Północną -
> która dzięki broni atomowej jest teraz chroniona przed perspektywą interwencji z 
> zewnątrz - stawia Iran
> w centrum strategicznych zainteresowań na Bliskim Wschodzie.
> 
> Problemy w Iraku, międzynarodowa kompromitacja wobec braku dowodów na iracką broń 
> masowego
> rażenia, a także atmosfera kampanii prezydenckiej wiążą Białemu Domowi i Pentagonowi 
> ręce w
> podejmowaniu ewentualnych akcji wobec Iranu. Iran zaś najpewniej prowadzi wyścig z 
> czasem o własną
> polisę bezpieczeństwa, jaką byłaby bomba atomowa, oraz o potwierdzenie swych 
> imperialnych ambicji na
> całym Bliskim i Środkowym Wschodzie. Problemy Amerykanów w Iraku dają Iranowi 
> niezbędny
> oddech.
> 
> Medialne sensacje z ulic Faludży czy Nadżafu; ataki, porwania i zakładnicy - 
> wszystko to, oglądane z
> perspektywy Warszawy, Madrytu czy Rzymu, sprawia, że dla przeciętnego Polaka, 
> Hiszpana czy
> Włocha gubi się faktyczna skala i perspektywa tego, co dzieje się w Iraku. Obawa o 
> własne
> bezpieczeństwo, lekceważenie determinacji USA czy sprowadzanie wojny w Iraku do 
> awantury
> amerykańskich lobbies zbrojeniowych i naftowych przesłaniają fakt, że Biały Dom 
> śmiertelnie poważnie
> podszedł do deklarowanych celów wojny z terroryzmem i planów przebudowy Bliskiego 
> Wschodu, w
> których Irak jest ogniwem istotnym, ale tylko jednym z wielu.
> 
> Z perspektywy Waszyngtonu prawdziwy klucz do strategicznego sukcesu w tej wojnie 
> leży w Teheranie.
> Czy ta amerykańska diagnoza jest urojona czy też trafna, czy może jest 
> samospełniającym się
> proroctwem - o tym trudno wyrokować. Zresztą nie ma to większego znaczenia, jeśli 
> idą za nią realne
> działania.
> 
> Krzysztof Strachota jest ekspertem ds. Środkowego Wschodu i islamu.
> 
> Krzysztof Strachota

Odpowiedź listem elektroniczym