Podrzucam cos z innej listy - chodzi o sprawe patentowania algorytmow
i rozwiazan 'komputerowych' (np. patent na 'dwuklik' czy tez patent na
obsluge czegokolwiek przez www - oba patenty sa wazne w USA).
WD


--- niżej dłuższe wyjaśnienie, co się stało ----

Przypomnijmy:

1. Przybliżony termin, w jakim sprawa dyrektywy patentowej będzie
dyskutowana przez Radę Ministrów Unii Europejskiej, był znany od
początku roku. Rząd nie przeprowadził w tej sprawie publicznej debaty i
nie próbował wysłuchać opinii fachowców. Nie też uznał zastosowne
wysłuchanie debat organizowanych przez niezależne środowiska - na
przykład nie przysłał przedstawiciela na konferencję, zorganizowaną 10
maja w sali kolumnowej Sejmu przez ISOC Polska.

2. Podczas posiedzenie Rady min. Pietras zadeklarował, że Polska
wstrzymuje się od głosu. Gdy doszło do finalnego głosowania,
przedstawiciel Polski nie został zapytany o zdanie - niezbędna większość
została zgromadzona bez udziału Polski.

3. Dwa dni później na poświęconej temu tematowi konferencji prasowej
minister Pietras potwierdził, że Polska wstrzymała się od głosu.

4. W protokole z posiedzenia Rady Polska nie została jednak wymieniona
liście krajów, które się wstrzymały. Polskie przedstawicielstwo miało 3
miesiące (!) na skorygowanie tego. Z szansy takiej korekty skorzystały
Niemcy.

5. Rząd rozpoczęł publiczną debatę i zbieranie opinii środowisk
fachowych dopiero w lipcu, po przejęciu odpowiedzialności za tę sprawę
przez min. Marcińskiego. Publiczna debata pokazuje, że w Polsc dyrektywę
popiera tylko grupa prawników patentowych skupiona wokół mecenasaBurego.

6. 1 listopada w Unii zaczynają obowiązywać system liczenia głosów
ustalony w traktacie z Nicei. Gdyby doszło do ponownego głosowania,
dyrektywa nie ma szans na niezbędną większość bez poparcia zestrony Polski.

7. Na początku listopada min. Kleiber potwierdza w Sejmie, że Polska w
maju wstrzymała się od głosu i że nie popiera dyrektywy.

8. 16 listopada Rada Ministrów postanawia, że Polska sprzeciwi się
proponowanej wersji dyrektywy. Stanowisko to trafia do serwisów
wszystkich światowych agencji, jest omawiane i chwalone jako słuszne i
odważne m.in. przez Financial Times, The Economist i wszystkie światowe
media zajmujące się rynkiem i technologią informatyczną.

9. Na podstawie tej informacji wiele krajów (Austria, Łotwa, Słowacja,
Węgry) chce wspólnie z Polską prosić o ponowną dyskusję. Polscy
dyplomaci dopiero teraz zauważają, że nie przeczytali protokołuz
majowego spotkania i nie zgłosili w terminie korekty w sprawie głosu
Polski. Odpowiadają więc na wszystkie pytania, że Polska głosowała za i
zdania nie zmieni.

10. Efekt dla świata: Polska walczyła o system z Nicei jak o życie tylko
po to, by nasza Rada Ministrów mogła ogłaszać decyzje, że jest przeciw,
a   nasi dyplomaci mimo to głosowali za.

-----
Mamy więc curiosum: wspólne stanowisko Rady Unii Europejskiej, wobec
którego sprzeciw lub zdanie odrębne zgłasza 10 krajów; Austria,Belgia,
Hiszpania, Holandia, Łotwa, Niemcy, Polska, Słowacja, Węgry i Włochy.
Głos Niemiec zapisany jest jako popierający, choć Bundestag właśnie
jednomyslnie wezwał do odrzucenia tej dyrektywy. Podobnie jest w
Holandii. Jednostronne deklaracje rządów, w tym Polski, nie zmieniają
faktu, że budzący takie sprzeciwy tekst ma wszelkie szanse stać się
prawem już za trzy miesiące. Jaki będzie szacunek dla takiego prawa?

Nasi dyplomaci uznali, że ich pracę wykona parlament europejski i
uchwali tekst, który łatwiej znajdzie niezbędną większość. Ale w drugim
czytaniu w PE może zabraknąć wymaganej bezwzględnej większości
*wszystkich* posłów. W takim wypadku obecny tekst dyrektywy wejdziew
życie bez ponownej dyskusji w Radzie.

Polska jest jedynym krajem Unii, w którym do protestów przeciw
dyrektywie przyłączył się zdecydowanie najbardziej nią zainteresowany
organ: Urząd Patentowy. Rząd Polski miał swoją szansę, aby zadbać o
nasze interesy. Szansę tą zmarnował przez lenistwo naszych
przedstawicieli dyplomatycznych z Brukseli.

Nie chodzi o to, aby Polska sprzeciwiała się dramatycznie i bez skutku,
jak Reytan. Chodzi o to, aby korzystać z uprawnień, jakie daje nam
traktat z Nicei. Każdy członek Unii ma prawo żądać sprawdzenia, czy
proponowane uzgodnienia wciąż są popierane przez niezbędną większość.
Właśnie w tym celu Rada ponownie zatwierdza każdą dyrektywę przed jej
wysłaniem do Parlamentu. Jeśli dyplomaci twierdzą, że "nie wypada"
korzystać z zapisanych w Traktacie praw, to po co są te prawa?

[merytorycznie o samej dyrektywie i patentach napiszę osobno]

Pozdrawiam

Władysław Majewski





------------------------------------------------------------------
          STOP KUPOWANIU W NIEDZIELE!!!
        Pamietaj abys dzien swiety swiecil
       Nie czyn drugiemu, co tobie nie mile
http://www.wiara.pl/tematcaly.php?idenart93259923
------------------------------------------------------------------



Odpowiedź listem elektroniczym