Witajcie,

Widze, ze Piotr natrafil na jeden z tych tematow, ktory natychmiast 
sklania do wytoczenia armat! Gratuluje, to troche jak wygranie w 
totolotka (takiej powiedzmy trojki)!

Osobiscie uwazam, ze temat jest istotny - bo mam wrazenie, ze waznym 
aspektem tworzenia wolnej kultury jest wypracowywanie modeli jej trwania 
- a wiec modeli umozliwiania (w szczegolnosci: finansowania) tworczosci. 
Zreszta nie tylko o wolna kulture tu chodzi.

Akceptuje - pojawiajace sie juz dzisiaj w dyskusji - argumenty typu: 
przyszla nowa technologia, wywrocila swiat do gory nogami, i nalezy sie 
przystosowac, i tyle! Akceptuje tez argumenty (nazwijmy je: 
benklerowskie), ze i bez zachety finansowej moga powstawac swietne tresci.

Z drugiej strony interesuje mnie perspektywa bardziej pragmatyczna, 
ktora przyjmuje, ze jednak tu i teraz finansowanie przez reklamy jest b. 
popularna metoda zarabiania w internecie. Fakt, ze chetnie ujrzalbym 
solidne dane pokazujace, kto i jak rzeczywiscie na tym zarabia - czy 
poza duzymi serwisami zaangazowanymi w cala reklamo-marketingowa 
machine, mozna skutecznie prowadzic serwis zarabiajac na reklamach? i 
czy warto?

Czy ktos z Was zna takie dane / analizy?

W kazdym razie, patrzac z takiej pragmatycznej perspektywy okazuje sie, 
ze brak dobrych alternatyw. Eksperymentuje sie z roznego rodzaju 
subskrypcjami, "zbiorkami" na sfinansowanie powstania tresci, 
patronatem, itp. - ale zaden z tych modeli sie nie przyjal. Mikrooplaty 
okazaly sie byc zupelnie nierealne (szczegolnie w Polsce, ze wzgledu na 
niska popularnosc kart kredytowych w polaczeniu z drakonskimi marzami 
operatorow nakladanymi na oplaty przez sms).

Zastanawiam sie, jakie jest dobre rozwiazanie. Sam reklam nie lubie i 
stosuje AdBlock. Ale potrafie wyobrazic sobie np. siec reklamowa, 
"autoryzowana" przez AdBlock, oparta na rodzaju umowy spolecznej, 
uznajacej reklamy za zlo konieczne - i oferujacej reklamy wyswietlajace 
sie mimo AdBlocku, ale spelniajace jakies surowe normy.

Przypomnial mi sie jeszcze jeden przyklad. Namawialem ostatnio pewien 
serwis z trzeciego sektora (non-profit) na stosowanie licencji CC. W 
rozmowie okazalo sie, ze choc redakcja ideologicznie popiera wolna 
kulture, to nie jest w jej interesie, by swobodnie rozprzestrzenialy sie 
ich tresci. A to dlatego, ze dzialanie serwisu zalezy od sponsorow, a 
tych interesuje popularnosc serwisu mierzona odwiedzalnoscia (bo 
traktuja serwis jako plus/minus powierzchnie reklamowa) - zachecajac do 
kopiowania rozmyja te odwiedzalnosc.

Sytuacja ciekawa, podobnego argumentu uzyl Tony Curzon Price z Open 
Democracy - dajac przyklad serwisow i wyzszym page rank, ktore biora 
tresci z Open DEmocracy (dostepne na licencji CC) i potem z tymi samymi 
tresciami laduja w Google wyzej nie Open DEmocracy, podkradajac niejako 
serwisowi widzow.

Mozna powiedziec, bolaczka wydawcy, smierc posrednikom, autor sobie 
poradzi! Ale zarowno serwis polski jak i Open Democracy to wazne 
projekty. Wierze, ze skoro serwis polski opiera dzialalnosc na 
komercyjnych sponsorach, to inaczej sie tu i teraz nie da.

Podkreslanie przy tej dyskusji praw odbiorcow (np. do selektywnego 
odbioru) jest istotne - ale chetnie poznalbym tez przyklady skutecznych 
alternatyw dla wydawcow.

 >alek.

-- 
koordynator / public lead
Creative Commons Polska / Poland
skype: alektarkowski 

_______________________________________________
Cc-pl mailing list
[email protected]
http://lists.ibiblio.org/mailman/listinfo/cc-pl

Odpowiedź listem elektroniczym