*** From [EMAIL PROTECTED]  [2000-07-14 09:18:24]


"Szczerbiec" 4-6

Kampania prezydencka ruszyła. Zanosi się na to, że kandydatów
będzie tym razem co najmniej dwudziestu
(ale i półsetki wcale by mnie nie zdziwiło). Kilku z nich, to
prawdziwe cuda natury. Pojawiła się na przykład
pani (nazwiska nie pamiętam, nie szkodzi, jeśli zbierze podpisy 100
tysięcy krasnoludków, to zobaczymy ją w
magicznym okienku), według własnego określenia Śpiąca Królewna,
która nie chciała dłużej drzemać, i
postanowiła sama poszukać sobie odpowiedniego Królewicza. Biorąc
pod uwagę aparycję Jej Wysokości,
zajmie to zapewne całą wieczność.

W szranki wyborcze stanął też Jan Łopuszański, kandydat popierany
przez narodowych radykałów. No,
prawdę mówiąc, wystartował właściwie to nie tyle on, co za niego
uczyniło to Narodowe Odrodzenie Polski �
bo sam kandydat jakby jeszcze drzemał. Co prawda od czasu do czasu
pojawia się na spotkaniach z tymi, co i
tak go popierają, ale cała reszta spraw kampanijnych leży i kwiczy.
Przykro to powiedzieć, ale jego oficjalny
Komitet stracił już kilka bezcennych miesięcy na � no właśnie, na
co? Nie wiem, doprawdy. 

Tymczasem NOP, od początków kwietnia, wypuściło na cały kraj
tysiące ulotek i plakatów, adresując je
przede wszystkim do ludzi pozostających poza środowiskami
narodowymi. Zorganizowano też kilka akcji
zewnętrznych (np. przy okazji prareferendum w sprawie Unii
Europejskiej w Świdnicy w dniu 11 czerwca co
czwarta świdnicka rodzina obdarowana została materiałami
politycznymi dotyczącymi zarówno UE, jak i
wyborów prezydenckich). Popierając Łopuszańskiego czynimy to na
rachunek własny � nie dlatego
oczywiście, że taki on piękny i w mowie gładki, lecz z powodów jak
najbardziej politycznych i
ideologicznych. W Liście otwartym (�Szczerbiec� nr 11-12/1999),
wystosowanym przez kierownictwo NOP
do posłów Porozumienia Polskiego, którego liderem jest J.
Łopuszański, określone zostały zadania stojące
przed środowiskami patriotycznymi � przede wszystkim konieczność
stworzenia nowej formacji politycznej,
opartej o jasne i klarowne zasady ideowo-polityczne, których
najlepszymi wyrazicielami na scenie politycznej
jest właśnie grupa poselska Porozumienia Polskiego oraz Narodowe
Odrodzenie Polski. 

List wywołał spore zamieszanie. Z jednej strony zaniepokoiły się
środowiska demoliberałów i
postpeerelowskiej endecji, przerażone możliwością powstania silnego
obozu nacjonalistycznego; z kolei
wśród rozproszonych sił narodowych wybuchł potężny entuzjazm, który
wyraził się w zbiorowym okrzyku:
nareszcie! Może i krzyk ten był zbyt głośny, bo pan Jan jakby się
nieco wystraszył. W mediach trwa
wówczas nagonka na NOP (m.in związana ze sprawą edelmańską, choć
nie tylko), sypią się epitety i
pomówienia o nazizm i faszyzm (z tego wszystkiego kupiłem sobie
czarną koszulę), a tu narodowy
ciemnogród cieszy się, że grupa posłów pewnie zwiąże się sojuszem z
najczarniejszą z czarnych sotni, jaka
kiedykolwiek biegała po ziemi. I Janowi Łopuszańskiemu,
człowiekowi, którego naturalnym środowiskiem
życiowym jest (przepraszam za brzydkie słowo) parlament, w którym
określenie �faszysta� ma takie samo
znaczenie od półwiecza, puściły nerwy � bo a nuż i jemu, nie daj
Boże, przypną faszystowską łatę?!

I łamiąc dżentelmeńską umową, która zakładała, że o fakcie i
temacie spowodowanych wspomnianym Listem
rozmów partnerzy (NOP i PP) nie będą wypowiadać się publicznie,
ogłosił, że doszło do spotkania
międzypartyjnego, ale w związku z tym, że NOP ogłosiło komunikat
(?!), dalsze rozmowy zostają zawieszone.
Jaki komunikat, zdziwiliśmy się wszyscy, bo akurat w tej sprawie
nasze kierownictwo założyło w nopowskiej
prasie totalną blokadę informacyjną. Po prostu - przestraszył się,
cóż, to się zdarza. Choć człowiekowi, przed
którym stoją zadania wielkiej wagi zdarzyć się to nie powinno. 

Nie chodzi oczywiście o to, że ujawnione zostały nasze kontakty
(choć umowa � to umowa), ale forma i
dziecinne wariacje na ten temat są doprawdy żenujące. I jeśli Jan
Łopuszański poważnie myśli o czymś
więcej, niż tylko o błyszczeniu w mediach i grzaniu ławy poselskiej
fotela, to powinien trzymać nerwy na
wodzy, machnąć ręką na opinie życzliwych inaczej i zająć się
sprawami naprawdę ważnymi.

Na NOP, jak zwykle, może on liczyć. Rozumiemy jego trudną sytuację,
przymykamy oko na drobne
potknięcia. Ale nie da się zjeść ciastka i wciąż je mieć. Albo
walka o Polskę pod wyraźnym sztandarem � albo
odejście w polityczny niebyt, gdyż nie ma żadnych wątpliwości, że z
takimi poglądami, jakie Jan Łopuszański
prezentuje, w politycznie poprawnym Systemie miejsca dla niego nie
ma. Bo to jest wojna, a nie piknik.

Marek A. Wojciechowski


zapodal
kjg


======================================================
Lista 'Prawica'         Owner: <[EMAIL PROTECTED]>

Odpowiedź listem elektroniczym