*** From [EMAIL PROTECTED] [2000-08-03 19:01:48]
Stefan Buchholz <[EMAIL PROTECTED]> wrote:
>*** From [EMAIL PROTECTED] [2000-08-03 17:15:19]
>
>Witam,
>Jurek Kijewski w dosc szczegolowy sposob przedstawil nam niewyleczalnosc
>choroby genowej, ktora odciska swoje pietno na bogu ducha winnym otoczeniu.
Witam,
Moim zdaniem (i naukowcow), geny nie odciskaja zadnego pietna na otoczeniu, ale GENY
TWORZY OTOCZENIE.
Pozwole sobie polecic kilka pozycji z literatury, ktore pozwola lepiej zrozumiec te
zagadnienia.
"Geny i ludzie" A. Jerzmanowski
"Geny. Bomba zegarowa" W. Hingst
"Samolubny gen" R. Dawkins
Oczywiscie to nie wyczerpuje zagadnienia, ale pozwoli chociaz w minimalnym stopniu je
zrozumiec.
>Zgoda. Moze i tak jest.
Wierzy pan czy jednak watpi...?
> Genetyka dopiero robi pierwsze kroczki.
Genetyka robila pierwsze kroczki w latach 50 i 60. Dzis jest to juz zaawansowana
dziedzina. Swiadczy o tym m.in.
zmapowanie w ok. 85% ludzkiego genomu.
> Zastanowia
>mnie jednak na jakim etapie - kiedy dany osobnik (jeszcze zdrowy
>genetycznie)
Nie ma ludzi zdrowych genetycznie... W trakcie calego procesu ksztaltowania sie
potomnego zestawu genow
(replikacja, transkrypcja, itd.) nastepuja mutacje z prawdopodobienstwem 10 do -9
potegi.
>w jakich okolicznosciach dochodzi do uszkodzenia genu?
Na skutek natury (samoistnych mutacji), lub czynikow sztucznych tzw. mutagenow.
> Czy mozna w
>pierwszej fazie wyleczyc nieszczesnika?
Nie w sposob naturalny. Sztucznie, dokonujac mikromnipulacji transgenowych (kwestia
przyszlosci).
>Pozdrawiam serdecznie
>Stefan B. - niezbyt idealny genetycznie
Jak kazdy czlowiek...
Pozdrowienia
P.S.
======================================================
Lista 'Prawica' Owner: <[EMAIL PROTECTED]>