*** From [EMAIL PROTECTED] (Grzegorz Swiderski)

W srode, 01 listopada 2000 9:32 PM 
Pan roman kafel napisal:

> Panie Krzysztofie!
> De gustibus non est disputandum powiadali Rzymianie, ja czytam 
> Korwina bodajze od 20 lat regularnie, Czas Najwyzszy od 
> chwili powstania i powiem panu byl czas, ze wydawalo mi sie , 
> ze cos z tego ruchu przez niego stworzonego moze byc 
> dobrego... z chwila wybrania Korwina do Parlamentu uwazalem, 
> ze to jest miejsce dla tego faceta,,,, wlasnie tam.. kiedy go 
> braklo lamentowalem, bez Korwina polski Sejm jest idiosejmem 
> typu knesetycznego. Takie jest moje zdanie.....
> Widzi pan, ja juz wtedy dostrzeglem, ze Korwin wybral sobie za 
> mistrza nie byle kogo, nie jakiegos Hujka, Smitha, Ricardo, 
> czy Friedmana...nie... ten ich uzywa, jak dupkow w brydzu. 
> Ten chlop pozuje na Mistarza nad mistrzami- on nasladuje 
> samego Dyla Sowizdrzala.... niech pan popatrzy do Dziennika 
> krakowskiego i jego artykul o Golocie i o tym, jak Polska 
> moze sie stac kwitnaca w ciagu paru lat znoszac wszelkie 
> socjale.... przeciez to jest parafraza slynnego wykladu 
> Sowizdrzala dla Mistrzow Krawieckich, jak uniknac 
> niepotrzebnych sztychow.....
> Z mala, maciupenka roznica... Dylu w pewnym momencie wrzasnal 
> Krol jest nagi!!! A nasz Sowiz..pardon Korwin,,, namawia, aby 
> go calowac we wspanialy , drogi tren z tylu.....
> 
> Et pluribus unum - panie Krzysztofie! Ja tam wole byc mysza 
> wsrod myszy, niz mysza wsrod kopyt raczych rumakow.... ale, 
> jak na poczatku...


Postawe JK-M bardzo dobrze opisal juz dawno temu Tomasz Gabis w 
tekscie o prawzorze konserwatywnego intelektualisty: 
http://www.datapolis.pl/grzes/sjki.htm

Mysle, ze Kisiel byl PRL-owskim wcieleniem Stanczyka, a JK-M 
jest najwybitniejszym, wspolczesnym wcieleniem tego samego 
Stanczyka. 
  
Istote sprawy oddaje nastepujacy fragment artykulu:

****************
(...)
Dlaczego wiec, zapyta ktos, ucieka do "przybocznej sali", 
dlaczego szuka samotnosci zamiast probowac, w ten lub inny 
sposob dostac sie w krag realnej wladzy, aby odwrocic 
nieszczescia zagrazajace panstwu, aby zapobiec katastrofie, 
ktora nadchodzi? Nie, tego wlasnie Stanczyk zrobic nie moze. 
Realna wladza jest bowiem czyms innym niz wypowiadaniem prawdy. 
Jest podejmowaniem decyzji i ponoszeniem odpowiedzialnosci, a 
tego Stanczyk nie potrafi. W swiecie wladzy slowo jest czyms 
calkowicie odmiennym niz w swiecie intelektu. Tu slowo wazy 
tysiackrotnie wiecej, oznaczac moze zycie lub smierc, wojne lub 
pokoj, walke lub kapitulacje. Stanczyk "na tronie" nadal 
glosilby swoje prawdy nie rozumiejac, ze nie to jest jego 
zadaniem i nie tego od niego oczekuja. W swiecie slowa wszystko 
jest ulotne, jedni rozumieja je tak, drudzy inaczej i zawsze 
istnieje mozliwosc zaprzeczen. Ale miecz, ktory uderza, zmienia 
rzeczywistosc na zawsze, a krew na nim osiadla nigdy juz nie 
bedzie pulsowac w zylach. Coz z tego, ze zna sie prawde i wie 
wiecej niz inni, gdy przychodzi czas podejmowania decyzji 
najwyzszej wagi, trzeba przyjac na siebie odpowiedzialnosc za 
ich podjecie. Rzadzenie zywymi ludzmi to inna sztuka niz 
panowanie nad ideami i zmuszanie slow do uleglosci. Piekna to 
rzecz byc "rycerzem prawdy". Ale "rycerz prawdy" zawiedzie, gdy 
zechce byc "rycerzem prawdziwym". Gdy natra na niego zbrojni 
zawaha sie, zanim dobedzie miecza sto mysli przebiegnie mu 
przez glowe, sto dobrych rad mu sie przypomni. I to wystarczy, 
by przegral. Dla Stanczyka "na tronie" jego "nadmierna" madrosc 
stanie sie przeklenstwem, jego inteligencja nie zastapi 
instynktu wladzy, sparalizuje go lek przed odpowiedzialnoscia, 
podjecie decyzji bedzie dla niego meczarnia. Wrzucony w 
sklebiona rzeczywistosc realnych dzialan i namietnosci, 
bezbronny wobec sily rzeczywistych wrogow, niezdolny do 
przeforsowania swej woli bedzie jedynie zalosna karykatura 
wladcy. Bedzie powtarzal: prawda, prawda i tylko prawda, ale 
nikt nie bedzie go sluchal. Przedtem on drwil z innych, teraz 
inni beda drwic z niego, przedtem podziwiano go, bano lub 
oklaskiwano, teraz sam stanie sie przedmiotem kpin i 
zlosliwosci. Przywykly do samotnosci nie zyska sojusznikow, nie 
przyzwyczajony do wydawania polecen zrani jednych a rozsmieszy 
drugich, raz bedzie nazbyt lagodny, raz nazbyt brutalny, jednym 
zezwoli na poufalosc, a drugich urazi.
(...)
****************

JK-M gdyby chcial to by sie dostal do Sejmu bez problemu. Ale 
wyraznie woli mowic co mysli, a nie to co przysparza 
popularnosc. Takie podejscie jest ewidentnie niedyplomatyczne 
i niedemokratyczne. A jak juz zostal przez media ogloszony 
blaznem, to tym bardziej wczuwa sie w role i chlapie jezorem 
bez zadnych skrupulow i zahamowan. Czyli jest Stanczykiem - 
konserwatywnym intelektualista: mowi niepopularne prawdy.

Pozdrawiam,
Grzegorz Swiderski, http://www.datapolis.pl/grzes/
Warszawa, czwartek, 2 listopada 2000


============================================================
Lista 'Prawica'               Owner: <[EMAIL PROTECTED]>
Witryna listy:                   http://serwis.px.pl/prawica
Archiwum: http://www.mail-archive.com/[email protected]

Odpowiedź listem elektroniczym