http://kiosk.onet.pl/1157728,1,4,237,druk.html
> TOMASZ P. TERLIKOWSKI > > Paleokonserwatywna krucjata > USA - naród wybrany? > > George Bush w zbliżających się wyborach prezydenckich musi się bronić nie > tylko przed liberałami spod znaku Partii Demokratycznej, ale również przed > prawicą konserwatywną (paleokonserwatywną) w szeregach własnej partii. > Zarzuca mu ona porzucenie tradycyjnie amerykańskich wartości i odejście od > prawdziwego konserwatyzmu. > > Zarzuty paleokonserwatystów pod adresem George'a Busha koncentrują się nie tylko na > problemach zagranicznych - od początku byli przeciwni wojnie w Iraku - i wewnętrznych > USA, ale sięgają głębiej, do ideologicznych podstaw ruchu neokonserwatywnego, > którego intelektualni przywódcy pracują obecnie dla administracji Busha juniora. > > Neojakobińscy neokonserwatyści > > Zapleczem ideowym administracji Busha są dawni liberałowie, którzy porzucili swoje > przekonania i przeszli na pozycje konserwatywne; nazwano ich neokonserwatystami. U > podstaw neokonserwatywnej ideologii leży - zdaniem Claesa G. Ryna, wykładowcy > politologii na Uniwersytecie Katolickim w Waszyngtonie - przekonanie o "uniwersalnej > misji", jaką Stany Zjednoczone mają do spełnienia na świecie. "Ameryka jest > wyjątkowa, > jest nadzieją dla całej ludzkości" - Ryn parafrazuje poglądy neokonserwatystów. Tak > rozumując, w sposób nieunikniony popadają oni w retorykę właściwą jakobinom i stają > się neojakobinami. Dlaczego? Każdy polityk, który uznaje, że wypracowane w jego > pokoleniu zasady i normy współżycia społecznego są zbawieniem dla pogrążonego w > sporach świata i powinny być eksportowane do wszystkich możliwych jego zakątków, i > to często siłą, jest w istocie neojakobinem. > > Jakobińskie źródła poglądów neokonserwatystów Ryn dostrzega również w programowym > dla większości myślicieli tego nurtu wyznaniu Alana Blooma. Napisał on przed laty: > "Kiedy > my, Amerykanie, mówimy serio o polityce, mamy świadomość, że nasze zasady wolności > i równości oraz prawa opierające się na nich są rozumowo, zawsze i wszędzie > stosowalne". Według Ryna, potraktowanie tego zdania serio oznacza wprost podpisanie > się pod wezwaniem francuskich rewolucjonistów: "wolność, równość, braterstwo". A > także uznanie, że są to wartości uniwersalne, na które ich depozytariusze mają > monopol, a w związku z tym pełne prawo, by zmusić inne kraje do porzucenia własnej > drogi i przyjęcia proponowanej - uważa Ryn. > > Przekonanie o uniwersalnej, zbawczej roli Stanów Zjednoczonych, bycia wręcz narodem > wybranym, doprowadza, zdaniem Patricka J. Buchanana, czołowego myśliciela i > publicysty paleokonserwatyzmu, do swoistej narodowej histerii w myśleniu o polityce > zagranicznej i militarnej. Jej najpełniejszy wyraz można znaleźć w książce Richarda > Perle'a i Davida Fruma An End to Evil: How to Win the War on Terror ["Skończyć ze > złem: Jak wygrać wojnę z terrorem"]. Już w jej wstępie bowiem padają słowa: "Dla > Amerykanów nie istnieje droga środka, tylko zwycięstwo albo holocaust". Buchanan na > takie dictum może się tylko roześmiać i ze zdziwieniem skonstatować, że nie widzi > najmniejszych podobieństw między bogatymi i mocnymi Amerykanami a prześladowanymi > przez hitlerowców Żydami z Polski. > > Zdaniem Buchanana, przesadą jest również upatrywanie globalnego przeciwnika Stanów > Zjednoczonych w fundamentalizmie islamskim. Kolejne rewolucje islamskie bowiem tracą > siły albo liberalizują się. "Islamizm traci siłę, upada. On, jak marksizm, po prostu > się nie > sprawdza". Jego jedyną realną siłą jest słabość cywilizacji zachodniej. Zagrożenie > dla > Zachodu nie płynie wcale ze strategii islamskiej czy jej siły militarnej, ale z > demografii. > "Jeśli cywilizacja zachodnia umrze, to dlatego, że przyjmie w całości kulturę > śmierci: > kontrolę urodzin, aborcję, eutanazję" - podkreśla Buchanan. > > > Mesjasz narodów > > Nierealne, zdaniem Buchanana, są również marzenia neokonserwatystów o całkowitym > zniszczeniu światowego terroryzmu. Przemoc w polityce - tak wewnętrznej, jak i > międzynarodowej - istniała od zawsze i zawsze będzie istnieć. Wystarczy przypomnieć, > że pokojową Nagrodę Nobla niezwykle często otrzymywali właśnie terroryści, by > wymienić tylko Begina, Arafata czy Mandelę. > > Nie oznacza to, oczywiście, moralnego usprawiedliwienia terroryzmu. "Mordowanie > niewinnych dla celów politycznych jest złem, ale przekonanie, że możemy z tym > skończyć, jest absurdem" - stwierdza Buchanan i dodaje - "Żaden naród nie może > wyeliminować zła. Zło istnieje, odkąd Kain uniósł się na swego brata Abla i > zamordował > go. Skłonność do zła może być odnaleziona w każdym ludzkim sercu. A jeśli Bóg to > akceptuje, to jak chcą z tym skończyć Frum i Perle?". > > Neokonserwatywne plany walki z państwami "osi zła", według Buchanana, wcale nie są > podyktowane wyznawaną ideologią, ale wynikają z obecnej geopolityki. Dziwnym trafem > bowiem lista tych państw przedstawiona w książce Fruma i Perle'a, a także w > oficjalnych wystąpieniach Busha pokrywa się (poza Koreą Północną) z listą, jaką > mógłby > przygotować Izrael. A przecież co może Amerykanom zrobić taka Syria, płacąca > milionowe odszkodowania i odsyłająca swój sprzęt nuklearny do Stanów, liberalizujący > się Iran czy spełniająca wszystkie zachcianki USA Arabia Saudyjska? Jeśli ktoś > stanowi > zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych, to jest nim leżąca znacznie bliżej Kuba, ale jej > na liście nie ma - zauważa Buchanan. > > Wszystko to sprawia, że militarnych planów nekonserwatystów nie można traktować > inaczej niż jako inspirowanych albo przez mesjańską wizję własnego narodu niosącego > innym zbawienie - taka retoryka jest obecna w wystąpieniach Busha - (ale wtedy > powstaje pytanie, dlaczego tylko niektórym), albo przez interesy Izraela na Bliskim > Wschodzie. Według Buchanana, neokonserwatystom bliższa jest chęć zniszczenia > Autonomii Palestyńskiej, wyeliminowanie Arafata i przyznanie Izraelowi na zawsze > wschodniej Jerozolimy, Wzgórz Golan oraz Zachodniego Brzegu niż budowa silnych > Stanów Zjednoczonych. Co prawda, można to uznać za bardzo szlachetną postawę, > ale... nie ma ona nic wspólnego z dbaniem o interesy własnego kraju. "Stany > Zjednoczone nie powinno obchodzić to, jaka flaga będzie powiewać nad wschodnią > Jerozolimą czy Zachodnim Brzegiem" - podkreśla. > > Broniąc się przed możliwym zarzutem antysemityzmu, Buchanan od razu zastrzega: > problemem neokonserwatystów nie jest to, że są oni zbyt żydowscy, ale to, że są za > mało konserwatywni, przez co rozumie: za mało patriotyczni. "My, stara prawica, mamy > tylko jedno państwo. Wierzymy, że polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych > powinna być determinowana tylko dobrem Ameryki". > > > Porzucenie tradycyjnych wartości amerykańskiej prawicy musi prowadzić - dodaje > publicysta The American Conservative James Kurth - do porzucenia tradycyjnej > doktryny obronnej i zagranicznej Stanów Zjednoczonych. I tak też się stało. Polityka > Busha bowiem odbiega zdecydowanie od tego, co przez lata uchodziło za republikański > styl w stosunkach międzynarodowych. Kurth pokazuje trzy zasadnicze zmiany: po > pierwsze - dotychczas Stany Zjednoczone zawsze starały się uzyskać aprobatę > instytucji międzynarodowych i krajów sojuszniczych dla swoich działań. W wypadku > Iraku postąpiono inaczej; po drugie - nie zdecydowano się na rzucenie tam takiej masy > wojsk, by nie tylko ostatecznie zniszczyć obecną tam armię, ale i uniemożliwić > odrodzenie jakiegokolwiek oporu; po trzecie wreszcie - próbując liberalizować > okupowany kraj, odrzucono stare, sprawdzone w Japonii czy Niemczech sposoby > budowania demokracji, przez co skazano się na porażkę. > > Latynoskie wyzwanie > > Ekipie Busha dostało się też za amnestię dla nielegalnie przebywających na terenie > Stanów Zjednoczonych Meksykanów i Latynosów. Pat Buchanan uważa wręcz, że w taki > sposób Bush "złożył pożegnalny pocałunek starej Ameryce". "Rozważmy, co prezydent > powiedział przez tę amnestię. Obwieścił, że nie chce lub nie potrafi wykonywać swoich > konstytucyjnych obowiązków obrońcy państwa przed inwazją, że po prostu nie może lub > nie chce chronić naszych granic [...] Jego amnestia wysyła taki oto sygnał dla > świata: > sklep z cukierkami jest otwarty, Amerykanie nie będą go bronić". > > Trzeba zresztą przyznać, że w ostrzeżeniach przed nieopanowaną emigracją latynoską > paleokonserwatyści nie są osamotnieni. Twórca teorii zderzenia cywilizacji, na którą > chętnie powołują się neokonserwatyści, Samuel Huntington, w najnowszym numerze > Foreign Policy przestrzega wręcz, że nieustający napływ imigrantów latynoskich może > doprowadzić do podziału ludności Ameryki na dwa odmienne narody, dwie kultury, a > przede wszystkim dwa języki. Może wręcz spowodować rozpad Stanów Zjednoczonych > lub przynajmniej śmierć ich tradycyjnej formy. Już wkrótce znaczna ich część stanie > się > hiszpańska językowo i kulturowo. Co to oznacza dla przyszłości? Profesor Charles > Truxillo > z Uniwersytetu Nowego Meksyku sugeruje, że w roku 2080 północne stany Meksyku i > południowo-zachodnie Stanów Zjednoczonych utworzą La Republica del Norte. Inni już > teraz terytoria, które w przyszłości miałyby tworzyć wspomniany kraj, nazywają > Meksaryką, Amereksykiem czy Meksyfornią. > > > Huntington wzywa do walki z zagrożeniem latynoskim, sugerując, że bez sprzeciwu > wobec kolejnych fal emigracji hiszpańskojęzycznej tradycyjny amerykański sen nie > będzie już śniony przez nikogo. "Meksykańscy Amerykanie mogą uczestniczyć w tym > śnie i w tym społeczeństwie tylko, jeśli będą śnić po angielsku" - stwierdza. Podobne > obawy żywi Buchanan. I on apeluje o jak najszybsze zamknięcie granic i odbudowywanie > amerykańskiej tożsamości. W przeciwnym razie - ostrzega - Stany Zjednoczone będą w > całości wyglądały tak jak Los Angeles - stolica Meksyforni, kraju Latynosów. > > Krytyka paleokonserwatystów dokonywana z pozycji raczej teoretycznych, choć często > przesadzona i nieadekwatna, powinna być jednak potraktowana poważnie. Bez > wątpienia bowiem neokonserwatywna wizja świata, podchwytywana również przez > polską prawicę, ma niewiele wspólnego z dawną prawicowością, dlatego że przyjmuje > oświeceniową wizję człowieka, jakobiński styl uprawiania polityki i zgoła > niekonserwatywne przekonanie, iż każdy kraj na świecie, niezależnie od jego historii > i > kultury, powinien zostać uszczęśliwiony demokracją w stylu liberalnym. > > Tomasz P. Terlikowski
