ISSN 1505-0890
OPOKA
W KRAJU 48(69)
Kórnik kwiecień 2004
Wydawnictwo seryjne, ukazujące się w nieregularnych odstępach
czasu
pod redakcją Macieja Giertycha
Adres: ul. Parkowa 19/8, 62-035 Kórnik.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Z okazji świąt Wielkanocnych wszystkim czytelnikom Opoki w Kraju
życzę wielu łask Bożych, by z ich pomocą nie zabrakło siły do
trwania przy naszej świętej wierze katolickiej i przy naszej
tracącej suwerenność Ojczyźnie. Niech w trudnych czasach, które
nadchodzą chwała Zmartwychwstałego będzie nam siłą i
drogowskazem.
Umazać Kościół!
Nie bardzo rozumiem, dlaczego Kościół polski tak intensywnie
angażuje się w promocję Unii Europejskiej. Szykuje się na
początek maja jakieś wielkie fetowanie wejścia do Unii na Polach
Wilanowskich z udziałem Prymasa Glempa i przedstawicieli
europejskich episkopatów. W Lublinie organizuje się uroczystości
pod hasłem "Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej" (słowa
wypowiedziane przez Ojca Świętego przed referendum unijnym).
Romano Prodi ma dostać doktorat honorowy KUL-u. Bp Pieronek
14.I.04 wygłasza w Parlamencie Europejskim w Brukseli referat
pt. "Rola Kościoła katolickiego w Polsce w procesie integracji
europejskiej", w ramach którego z pogardą odnosi się do
przeciwników integracji ("bardzo prymitywna i krzykliwa
propaganda", "polityka nacechowana lękiem przed zmianami, przed
obcymi, zamknięta na świat".). Abp Muszyński, nawiązując do
wizyty Ottona III u Bolesława Chrobrego, po raz któryś
organizuje "Zjazd Gnieźnieński", promujący jedność Europy. Abp
Życiński listem pasterskim wzywa swoich archidiecezjan do
angażowania się w sprawy Unii Europejskiej. Odnoszę wrażenie, że
komuś bardzo zależy na tym, by w społeczeństwie wejście do Unii
odbierane było jako operacja mająca nie tylko poparcie Kościoła,
ale za którą Kościół jest w głównej mierze odpowiedzialny.
Zapewne chodzi o to, że skoro zderzenie z unijną
rzeczywistością okaże się bardzo bolesne, a że tak będzie
wszyscy już wiedzą, lepiej więc szukać winnych wśród ludzi
Kościoła niż wśród polityków. Otóż nie zapominajmy! Do Unii
prowadziła nas nie tylko postkomunistyczna lewica (SLD, UP, i
nowo upieczona SDPL), ale i ludowcy (PSL), Unia Wolności (UW),
sterowana przez nią Akcja Wyborcza Solidarność (AWS) i ich
następcy w postaci Platformy Obywatelskiej (PO) oraz Prawa i
Sprawiedliwości (PiS), czyli cała scena polityczna wywodząca się
z Okrągłego Stołu. Nawet Samoobrona była i jest za wejściem do
Unii Europejskiej, choć nie na warunkach, które wynegocjowano.
Tylko Liga Polskich Rodzin była i jest zdecydowanie krytyczna
wobec wchodzenia do tego eurokołchozu. Kościół oficjalnego
stanowiska w sprawie integracji nie zajmował, jak i w żadnej
innej o charakterze politycznym. Duchowieństwo, jak i cały
naród, było w tej sprawie podzielone. Duchowni różnego szczebla,
różnie się na ten temat wypowiadali. To publiczne media czyniły
z tego selektywny użytek nagłaśniając nam tylko te poglądy,
które odpowiadały aktualnemu programowi partii rządzącej. Jest
faktem, że Ojciec Święty udzielił poparcia idei wejścia Polski
do Unii, ale jest również faktem, że ta wypowiedź była
politycznie nadużyta. Przez dwa tygodnie, dzień w dzień, aż do
dnia poprzedzającego referendum, podawana była jako główna
wiadomość dnia we wszystkich serwisach informacyjnych telewizji
publicznej, przy zupełnym przemilczaniu głosów przeciwnych.
Premier Miller publicznie, z trybuny sejmowej, podziękował
Kościołowi za otrzymane wsparcie w sprawie akcesji (2.IV.04).
Teraz, jeżeli ludziom obecność w Unii będzie dokuczać, to niech
mają o to pretensje do Kościoła, a nie do polityków! Wyczuwam,
że taki właśnie program przyświeca promotorom kościelnego
fetowania integracji Polski z Unią Europejską.
Dlaczego twierdzę, że obecność w Unii będzie nam dokuczać? Bo
zostaliśmy, wraz z Kościołem, oszukani. Oszukani w pierwszej
kolejności przez "naszych" negocjatorów oraz przez negocjatorów
ze strony Unii. O "naszych" piszę w cudzysłowie, bo już w
trakcie negocjacji przymierzali się do przyszłych posad w Unii,
i w rezultacie próbowali zaskarbić sobie przychylność przyszłych
mocodawców kosztem Polski. Okazali się bardzo ustępliwymi
negocjatorami, już na wstępie ogłaszając, że Polska nie ma
alternatywy. Kto nie ma alternatywy nie jest negocjatorem tylko
petentem. Winne są tu wszystkie rządy lat 1989-2004. Słynna
książeczka, którą nam rozesłał prezydent Kwaśniewski w
przededniu referendum, to zestaw pobożnych życzeń niewiele
mających wspólnego z rzeczywistością. Dzisiaj czyta się ją jak
bajkę dla naiwnych dzieci. Z drugiej strony oszukano nas ze
strony Unii. Obietnice zwiększonych powyżej 25% dopłat do
rolnictwa, otwarcia rynku pracy, niewiele niższej od Niemców
siły głosów w Radzie Ministrów, otwarcia rynków na naszą
produkcję rolną i wiele innych okazały się tylko kiełbasą
wyborczą, do wycofania zaraz po referendum.
Między referendum a naszą akcesją pojawiły się nowe plany
integracyjne, zawarte w planowanej konstytucji (wspólny
prezydent, wspólny minister spraw zagranicznych, wspólna armia,
głosowania według siły ludnościowej, brak odniesienia do
wartości chrześcijańskich itd.). Mówi się też o Europie różnych
prędkości, o twardym jądrze i obrzeżach, o dyrektoriacie
najsilniejszych itd. Wielu głosowało za wejściem do Unii, ale
dziś czują się oszukani i pytają, kto ich oszukał.
Myślę, że dla ludzi Kościoła też staje się oczywistym, że cele,
które w sterowaniu Unią stawiają sobie Francja i Niemcy,
niewiele mają wspólnego z naszymi oczekiwaniami.
Francja jest przekonana, że odgrywa przemożną rolę w
kształtowaniu ideologicznym Unii Europejskiej, poprzez wpływy
masońskie. Jest w tym sporo prawdy. To głównie ona oponuje
przeciwko wstawieniu wzmianki o chrześcijaństwie do konstytucji
europejskiej.
Jak słusznie zauważa Arnaud de Lassus (Action familiale et
scolaire 171, luty 2004), Unia Europejska budowana jest na
Rewolucji Francuskiej, na zasadach republikańskich, dziedzictwie
Oświecenia, prawach człowieka z 1789 r., zwalczaniu despotyzmów
i na nie uznawaniu jakichkolwiek pewników. W filozofii
odrzucanie 04pewników oznacza, że wszystko jest przejściowe,
relatywne, do zakwestionowania. Nie ma Absolutu, nie ma prawdy.
W sferze moralnej wszystko ma odniesienie do człowieka, tylko
jego doczesny interes się liczy. W polityce to dominacja haseł
roku 1789, czyli prawa człowieka bez Boga, neutralność państwa,
rozdział Kościoła od Państwa, lud suwerenem, zasada laicyzmu
(religia to sprawa wyłącznie prywatna). W religii formalnie
głosi się naturalizm. Nie ma porządku nadprzyrodzonego,
objawionego wszystkim - każdy wybiera sobie religię według
własnego upodobania. Faktycznie hołduje się okultyzmowi, czyli
religii Szatana. W tym wszystkim głównym adwersarzem jest
Kościół, który w odróżnieniu od absolutyzmów nie boi się
przemocy. Siłą go się nie pokona, ale można go podmyć korupcją.
Dziś to obserwujemy w postaci takich zjawisk jak niejasne
interesy finansowe, czy coraz częściej odnotowywany w szeregach
duchowieństwa homoseksualizm.
Drugi filar Unii Europejskiej to Niemcy, którzy oddziaływują
poprzez siłę swojej gospodarki i prężność organizacyjną.
Okazując tradycyjną pogardę wobec pokonanych, Niemcy, jako
główny płatnik Unii, zaplecze finansowe euro i silna armia coraz
częściej narzucają swoją wolę pozostałym członkom. Krok po
kroku, realizują rozpoczęty przez Bismarcka plan
podporządkowania Prusom całej Europy. Zaczynając od obszaru
wolnocłowego, a kończąc na strukturze federalnej ze zdominowanym
przez siebie rządem centralnym, stopniowo realizują swe
odwieczne marzenia dominowania nad Europą. Wnet się przekonamy,
że niemiecka nadrzędność nie jest milsza od sowieckiej.
Kogo będziemy winić za włączenie się w te nurty? SLD, SDPL, UW,
KLD, AWS, UP, PSL, PO, PiS czy Kościół?
Z wielką radością przyjąłem wiadomość o wyborze abp. Józefa
Michalika na przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. Od
dawna znany jest z tego, że zachowuje dystans do Unii
Europejskiej. Skoro właśnie on został wybrany to znaczy, że w
Episkopacie większość uznała, że na obecne czasy właśnie ktoś
taki jest potrzebny. Życzę nowemu Przewodniczącemu, by udało mu
się uchronić Kościół polski od nadmiernej odpowiedzialności za
te wszystkie trudności, które przyniesie nam akcesja do Unii.
Przetasowania na lewicy
Sondaże niedwuznacznie pokazują, że elektorat wahadłowy ucieka
do Platformy Obywatelskiej, a lewicowy do Samoobrony. Ta
ostatnia już nie próbuje ukrywać swej lewicowości. Nie tylko
ogłasza program Janosika ("zabierzemy bogatym, rozdamy
biednym"), ale i zapowiada uznanie homoseksualnych związków
partnerskich. dla celów podatkowych i spadkowych (Newsweek
14.03.04). Przestaje dziwić, że kiedyś poparła rząd Millera,
jest w sojuszu z SLD w wielu województwach i broniła SLD przed
lustracją. Cokolwiek by o Samoobronie powiedzieć, jest to jednak
lewica polska bez powiązań międzynarodowych. Natomiast w SLD
były dwa nurty, polski i internacjonalistyczny.
Obserwujemy dramatyczne poszukiwania wyjścia z kryzysu ekipy
mającej większość w Sejmie i sprawującej władzę, a poparcie
poniżej 10% i dalej spadające. W Polsce dobrze wypróbowaną
metodą na takie kłopoty jest ogłoszenie powstania nowej
formacji, pod inną nazwą i pod innym kierownictwem, ale w
rzeczywistości pozostającą tym samym pod względem programowym i
z tym samym kierownictwem na ukrytym zapleczu. Takie ewolucje
przechodziła ekipa centrolewicowo-internacjonalistyczna
(dysydenci PZPR z 1968r., KOR, doradcy Solidarności, ROAD, KLD,
UD, UW, PO), ludowcy (ZSL, PSL), Solidarność (WAK, ZChN, AWS,
PiS), a także lewica (PZPR, SDRP, SLD). Wyprowadzić sztandar,
wprowadzić nowy i pozostajemy w grze! Dzisiaj powołanie przez
Marka Borowskiego nowej partii, Socjaldemokracja Polska (SDPL),
może być traktowane jako następna próba z tej samej serii.
Świadczyłaby o tym gotowość nowej partii do wejścia w koalicję z
SLD w sprawie powołania nowego rządu.
Odnoszę jednak wrażenie, że tym razem chodzi o coś więcej, że
mamy do czynienia z autentycznym rozłamem w obozie lewicy, który
przestraszył się, że całą ich schedę przejmie Samoobrona.
Działacze PZPR, jak i jej późniejszych mutacji, zawsze
charakteryzowali się dużym zdyscyplinowaniem, co wyrażało się
nie tylko solidarnością przy głosowaniach sejmowych i w
wyborach, ale i pilnością, z jaką zawsze uczestniczyli we
wszystkich głosowaniach. Tego zdyscyplinowania zawsze
zazdrościli im przywódcy innych ugrupowań politycznych, w ramach
których typowo polskie zróżnicowanie poglądów stanowi normę.
Lewicę post-PZPR-owską łączyły interesy, posady i inne korzyści
wynikające z uczestniczenia w materialnym spadku po "przewodniej
sile narodu". Jeżeli dzisiaj grupa posłów wychodzi z SLD i
zakłada nową partię, to znaczy, że odcina się od tych pożytków
materialnych, które uczestnictwo w SLD daje. Będzie bez lokali
odziedziczonych po PZPR i bez pieniędzy państwowych, które
przysługują SLD z tytułu osiągniętego wyniku w wyborach do Sejmu
w 2001 r. Środki, jakie otrzyma z Kancelarii Sejmu nowy klub
sejmowy to stanowczo za mało by prowadzić kampanię w
jakichkolwiek wyborach. No i trzeba jeszcze zbudować zaplecze,
struktury w terenie. Wygląda na to, że nowe ugrupowanie ma
zamiar funkcjonować tak jak Platforma Obywatelska, bez
klarownego źródła finansowania i bez struktur terenowych. O co
więc tu chodzi?
W polskiej lewicy zawsze były dwa nurty. Już sto lat temu była
Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL) z Różą
Luksemburg i Polska Partia Socjalistyczna (PPS) z Józefem
Piłsudskim. Róża Luksemburg chciała dla światowej rewolucji
socjalistycznej wykorzystać polskich rewolucjonistów, a
Piłsudski chciał przy wsparciu międzynarodowego ruchu
socjalistycznego wywalczyć niepodległość Polski. Nasza lewica
zawsze miała nurt internacjonalistyczny i nurt bardziej rodzimy.
Rozłamy już bywały, jak chociażby wyjście z PPS tzw. Frakcji
Rewolucyjnej (1906), powstanie PPS-Lewicy (1926), czy konflikt
"Puławian" z "Natolinem" zakończony przesileniem z 1968 roku.
Obecne przesilenie wydaje się mieć podobny charakter. Od dawna
słyszeliśmy o konflikcie między premierem Millerem i prezydentem
Kwaśniewskim. Nie trudno się domyśleć, że dzisiaj prezydent
stanie po stronie Marka Borowskiego. W imię ratowania lewicy
przed spadającym poparciem ogłasza się jej odnowę, a przy okazji
nadaje oblicze tego nurtu, który mniej się kojarzy z tracącą
poparcie władzą.
Nurt internacjonalistyczny zawsze mógł liczyć na poparcie z
zewnątrz, medialne i finansowe ("proletariusze wszystkich krajów
łączcie się"). Jak się właśnie przekonaliśmy również sondażowe.
Jeszcze nowa partia nie powstała, a już ogłoszono, że ma 19%
poparcie!
Daleki jestem od popierania jakiejkolwiek lewicy, z Piłsudskim i
Lepperem włącznie. Nie chcę więc by to, co powiem było uznane za
poparcie dla SLD, czy też dla Leszka Millera. Oceniam jednak, że
oferta Borowskiego jest dla Polski bardziej szkodliwa niż to, co
mamy obecnie. Partia Borowskiego dostanie poparcie Prezydenta,
Gazety Wyborczej, szybko dogada się z Unią Wolności (Frasyniuk
już wyraził poparcie), z Platformą Obywatelską, a przede
wszystkim z władzami Unii Europejskiej. Razem zaakceptują unijną
konstytucję, oddadzą resztki suwerenności brukselskim
biurokratom, czyli lożom i Niemcom, oddadzą w obce ręce wszystko
to, co jeszcze nie zostało sprywatyzowane i przystąpią do
eliminowania resztek wpływów Kościoła w naszym życiu publicznym.
Desygnowany na premiera Marek Belka reklamowany jest jako
bezpartyjny fachowiec choć już dwukrotnie uczestniczył w rządach
lewicowych. Dziś niby ma poparcie SLD, a o poparcie SDLP i UP
dopiero zabiega. Chodzi o to by stworzyć wrażenie, że jest to
człowiek rodzimej części lewicy. Nie miejmy złudzeń! To jest
człowiek bardzo dobrze widziany w kręgach międzynarodowych,
członek zakulisowej Komisji Trójstronnej, były konsultant Banku
Światowego, ostatnio zatrudniony przez cywilny zarząd
okupowanego Iraku. W relacjach z strukturami międzynarodowymi
będzie dbał o ich aprobatę, a nie o interes Polski. Przecież gdy
zakończy funkcję premiera znowu będzie tam szukał zajęcia, a nie
w Polsce. Niewesoła perspektywa.
Jedyna nadzieja w nowych wyborach i w zwycięstwie Ligi Polskich
Rodzin. Ale przyśpieszonych wyborów nie będzie. Jak powiedział
Tadeusz Iwiński "bardzo trudno namówić karpie, by głosowały za
przyspieszeniem Bożego Narodzenia". Ten Sejm za samorozwiązaniem
nie zagłosuje. Lewica poprze każdego premiera byle trwać do
samego końca a skończy jak UW z AWS. Komu Polacy oddadzą władzę
po roku doświadczeń w ramach Unii, zobaczymy. Na razie mamy
okazję zademonstrować nasze preferencje w wyborach do Parlamentu
Europejskiego. Nie pozwólmy, by tam nas reprezentowali
internacjonaliści i lewica.
O bioetyce na konferencji biotechnologicznej
W dniach 2-5 marca 2004 r. odbyło się w Concepción w Chile
Globalne Forum Biotechnologiczne, zorganizowane przez ONZ.
Zgromadziło ono 1500 uczestników ze świata nauki, biznesu i sfer
rządowych. Reprezentowałem tam polski Sejm. Konferencja ukazała
jak wielka rewolucja rozpoczęła się w technologii. Tak jak
kiedyś kocioł parowy, motor spalinowy, czy elektronika
zrewolucjonizowały nasze życie, tak dzisiaj szykuje się następny
skok jakościowy. polegający na zastosowaniu technologicznym
różnych procesów zaobserwowanych w przyrodzie. Zdolności jednych
organizmów można przenosić do innych. Skrótowo powiedzieć można,
że rzecz polega na tym, iż znane i potrzebne substancje,
dotychczas ekstrahowane z jakichś roślin czy zwierząt, teraz
można produkować w fabrykach, przenosząc gen odpowiedzialny za
produkcję tej substancji do jakiejś bakterii czy grzyba, które
łatwo hodować w warunkach technologicznych. Odkrywcy takich
nowych możliwości najczęściej sami zakładają firmy produkujące
dane substancje. Ogólnie ok. 95% takich firm wkrótce bankrutuje,
ale ponieważ są ich tysiące, pozostałe 5% niosą rozpędzoną już
rewolucję biotechnologiczną. Ponieważ interes jest duży, badania
biotechnologiczne finansują bardziej prywatne firmy niż rządy.
Argentyna ma już rocznie 8,5 mld USD pożytku ze stosowania
roślin genetycznie zmodyfikowanych. Do uprawianych roślin
wprowadza się geny odporności na szkodniki, na herbicydy i na
pestycydy, zdolność wiązania azotu atmosferycznego i tym podobne
zdolności pochodzące z innych organizmów. Pozwala to wszystko na
stałe zwiększanie produkcji rolnej bez zwiększania areału pod
uprawą.
Jedna z sesji poświęcona była problemom z zakresu bioetyki.
Przewodniczył Fernando Lolas (Chile). Zaczął od przypomnienia
skandali, takich jak doświadczenia nazistowskie w Ravensbrüku,
czy testowanie leków na choroby weneryczne wśród murzyńskich
więźniów w USA, nie informując ich o tym, że są obiektami
doświadczeń. Stwierdził, że właściwą drogą do ustalania, co
wolno, a czego nie wolno jest osiąganie konsensusu społecznego
poprzez dialog, szczególnie w takich drażliwych tematach jak
eutanazja, czy badania na embrionach. Powstają komisje
bioetyczne przy uczelniach i klinikach, które zwracają uwagę na
tematy budzące konfliktowe reakcje. Stwierdził, że dla spraw,
odnośnie których wiadomo, że nie uzyska się powszechnej zgody,
trzeba wypracować procedury jak dochodzić do decyzji
międzynarodowo akceptowalnych. Ocenił, że zasada nadmiernej
ostrożności polegająca na nie robieniu nic, gdy się nie jest
pewnym, jest nie do przyjęcia, gdyż nauka i tak pójdzie do
przodu w jakimś kraju o mniejszych skrupułach, a w jej wyniku
przyszłość i tak zmieni dzisiejsze nastawienia. Już ta pierwsza
wypowiedź świadczyła, w jakim kierunku pójdzie debata.
Następnie przemawiał J. Dios Vial, emerytowany profesor
Uniwersytetu Katolickiego w Chile, a zarazem przedstawiciel
Watykanu na tej konferencji. Mówił o biobezpieczeństwie, o
obawach, jakie towarzyszą zmianom i wykorzystywaniu mechanizmów
życia, o strachu przed organizmami genetycznie modyfikowanymi,
przed ich wkroczeniem w środowisko, o konieczności zachowania
genetycznej nienaruszalności człowieka, o tym, że ci, którzy
ucierpią z powodu dzisiejszych decyzji może się jeszcze nie
narodzili. W genetyce jest szczególny element dotyczący
przyszłości, którego nie ma w innych dziedzinach. Brak jest
zaufania do naukowców. Szczególnie biedni obawiają się, że nowe
technologie uczynią bogatych bogatszymi, a biednych
biedniejszymi. Niski poziom wiedzy naukowej stwarza uprzedzenia,
trzeba więc dzielić się wiedzą i pożytkami z postępu. Brakowało
mi w tym wystąpieniu konkluzji, a brak odniesień do badań z
wykorzystaniem ludzkich embrionów, klonowaniem człowieka itd.
odebrałem jako unik.
Następnie mówił Hiszpan prof. Pere Puigdomenech Rosell, członek
Europejskiej Grupy na rzecz Etyki (EGE), ciała powoływanego
przez Komisję Europejską z tytułu jej zainteresowania sprawami
marketingowymi (normalnie etyką Unia się nie zajmuje). Komisja
składa się z 4 naukowców, 4 prawników i 4 filozofów, każdy z
innego kraju. Gdy brak konsensusu, publikują również raporty
mniejszościowe. Tematy zadaje im Komisja Europejska,
przykładowo: Czy można tworzyć komercyjne banki krwi pępkowej
lub organów ludzkich? Czy można patentować wynalazki obejmujące
ludzkie komórki macierzyste? Wprawdzie organów czy komórek
patentować nie wolno patentować, ale gdy inwencja polega na
sposobie produkowania linii komórek macierzystych, to czy to już
można patentować? Bez patentów nie byłoby postępu, bo nie byłoby
pieniędzy na badania. Grupa ma stale problemy z rozróżnieniem
odkrycia (discovery) od wynalazku (invention). Odkryć się nie
patentuje, wynalazki tak. Czy geny, wszystko jedno ludzkie,
zwierzęce czy inne, można patentować? W różnych krajach różnie
do tego podchodzą. Autor bardziej mówił o problemach, którymi
Grupa się zajmuje, niż zajmowanym stanowiskiem, swoim czy Grupy.
Erik Tambuyzer, Belg z firmy Genzyme Europe, omawiał wpływ
bioetyki na biotechnologie. Uważa, że konsekwencje nie
podejmowania prac też są poważne. Reakcje ludzi są nieraz
dziwne. Nie ma oporu przeciwko zdjęciom, liniom papilarnym,
badaniu krwi, ale są obiekcje przeciwko badaniu i udostępnianiu
innym kodu genetycznego, który pozwala na bardzo dokładną
identyfikację. Reakcja ludzi zależy od miejsca, czasu, kultury.
Dotyczy to takich tematów jak klonowanie, terapie genowe,
komórki macierzyste z embrionów. Świat nie jest homogeniczny. Co
zostanie zakazane w jednym miejscu, będzie wykonane gdzie
indziej. Potrzeba dialogu, a ostatecznym decydentem jest
społeczeństwo. W produkcji przemysłowej decydentem jest
konsument. Według niego tak samo winniśmy podchodzić do
biotechnologii.
Przewodniczący zebraniu Lolas podniósł, że przemysł nie tylko
reaguje na upodobania społeczne, ale i kształtuje je, czyli
wpływa na przyszłość.
Amerykanin Rodriguez z Ośrodka Badań nad Bioetyką, Departamentu
Energii USA, mówił o społecznych konsekwencjach rozszyfrowania
genomu ludzkiego. Np. łatwiej dziś zidentyfikować defekty płodów
i poddać je aborcji. Ale są problemy etyczne, komu można
ujawniać wiedzę o defektach dziedzicznych? Zainteresowanemu,
jego pracodawcy, ubezpieczalni itd.? Każdy jest inny i ma prawo
do swojej odrębności, ale do kogo wiedza o niej należy, czy
tylko do odkrywcy? Ludzki genom jest dziedzictwem ludzkości i
wymaga ochrony w imię dobra wspólnego. Ale czy można fragmenty
genomu ludzkiego patentować, np. do produkcji leków (składników
brakujących choremu człowiekowi)?
W ramach dyskusji zapytałem, czemu jest tylko mowa o odnoszeniu
się do opinii społecznej i do samookreślania się świata nauki, a
nie do norm prawa naturalnego. Przecież jest różnica między
człowiekiem a zwierzęciem, i z niej wynika konieczność innego
traktowania, a nie z opinii takiego czy innego środowiska.
Dostałem odpowiedź od członków panelu, że są wątpliwości czy
ludzki embrion jest człowiekiem. Jedynie Dios Vial,
reprezentujący Watykan, powiedział, że płód jest człowiekiem,
ale i on dodał, że są wątpliwości czy przysługują mu 'prawa
człowieka'.
Konferencja była bardzo ciekawa. Ukazywała, w jakim tempie
rewolucja biotechnologiczna już się dokonuje. Ale czy świat
ignorując etykę lub kształtując ją pod zamówienie społeczne, nie
zabrnie w taki zaułek jak "lekarze" z Ravensbrücku? Jeżeli nawet
Watykan nie potrafi wydelegować właściwego eksperta od bioetyki,
który potrafiłby twardo bronić godności człowieka, to źle to
rokuje dla przyszłości.
Na innym posiedzeniu, z prawnikami, Irma Bavestrello z Sądu
Apelacyjnego z Concepcion powiedziała, że potrzebujemy pouczeń
od świata nauki, jak ustosunkowywać się do takich zagadnień, jak
własność intelektualna w zakresie biotechnologii. Prezes Sądu z
Ohio, Thomas Moyer, mówił, że sądom trudno nadążyć za postępem
biotechnologicznym, a identyfikacja przy pomocy DNA to ważne
narzędzie w dochodzeniu policyjnym. Też apelował o współpracę z
naukowcami. Nikt nie wspomniał o konieczności kierowania się
prawem naturalnym lub innymi normami, niż ustanowione przez
człowieka.
Do tematu etyki wróciłem przy dyskusji nad deklaracją końcową
kongresu. Zasugerowałem, by nie tylko mówić o konieczności
uświadamiania społeczeństw o pożytkach z biotechnologii, ale
żeby też wymagać od biotechnologów, by liczyli się z etyką. Moja
uwaga została zignorowana.
Demografia
Tym będziemy silniejsi jako Naród i Państwo, im będzie nas
więcej. To wielokrotnie głosił Prymas Wyszyński. Dlatego
potrzebna jest polityka pro-natalistyczna. Obecnie, tak jak cała
Europa, wymieramy. Więcej osób umiera niż się rodzi. W tej
mierze są jeszcze wahania w poszczególnych latach, co ma związek
z liczebnością poszczególnych roczników wchodzących w etap
wzmożonej rozrodczości i wzmożonej umieralności, ale reprodukcja
netto od wielu już lat jest poniżej prostej reprodukcji.
Spójrzmy na liczby:
rok 1950 1960 1965 1970 1975 1980 1985 1990 1995 2000
2001 2002
rep.n. 1,491 1,339 1,150 1,011 1,059 1,073 1,100 0,967 0,765
0,640 0,617 0,599
Reprodukcja netto (rep.n.) to średnia liczba córek przypadająca
na jedną kobietę, przy założeniu, że kobieta w wieku rozrodczym
będzie rodzić z częstością, jaką charakteryzują się wszystkie
kobiety rodzące w roku, dla którego oblicza się współczynnik
reprodukcji, umniejszona o córki, które nie dożyją wieku swoich
matek. Czyli wartość 1,000 oznacza prostą reprodukcję - po
każdej kobiecie zostanie średnio jedna córka zdolna do
reprodukcji. Oznacza to, że pod koniec lat sześćdziesiątych
zeszliśmy do poziomu reprodukcji prostej. Potem nastąpiło lekkie
ożywienie, ale w latach osiemdziesiątych rozpoczął się znowu
spadek, który trwa do dzisiaj. Gdy współczynnik zejdzie do
0,500, co pokolenie będzie się nas rodzić o połowę mniej. Czyli
model rodziny z jednym dzieckiem lub bezdzietnej będzie
dominował.
Można by się zastanawiać, co spowodowało ożywienie
demograficzne w latach siedemdziesiątych. Wtedy w wiek
reprodukcyjny weszły liczne roczniki powojenne, ale metoda
liczenia współczynnika reprodukcji netto eliminuje wpływ takich
realiów na reprodukcję. One mają wpływ na ogólną liczby urodzin,
ale nie na współczynnik reprodukcji netto. Niewątpliwie owo
ożywienie miało związek z wprowadzeniem urlopów wychowawczych, z
wydłużeniem urlopu macierzyńskiego i żywiołowym rozwojem
budownictwa mieszkaniowego (gierkowskie blokowiska). Czyli
poprzez politykę społeczną można wpływać na poziom rozrodczości.
Dzisiaj wielkość rodziny to główny czynnik decydujący o jej
zamożności. O zamożności winien decydować charakter wykonywanej
pracy, jej trudność i stopień społecznej przydatności, a więc i
wykształcenie. W sytuacji, gdy wielodzietność automatycznie
oznacza pauperyzację, powstaje niechęć do dzieci. Całe obecne
życie w Polsce, a właściwie w całym świecie zachodnim, jest tak
zorganizowane, by dzieci było jak najmniej, by nie przeszkadzały
matkom w karierach zawodowych. Dwie pensje w rodzinie stały się
ekonomiczną koniecznością. Posiadanie dzieci stało się prywatną
sprawą rodziców, ich przyjemnością lub kaprysem. Tymczasem
dzieci to przyszłość Narodu. One będą pracować na emerytury nie
tylko dla swoich rodziców, ale i dla tych wszystkich, którzy
dzieci nie mają, mają ich mało, lub których dzieci wyemigrowały.
Potrzebna jest aktywna polityka pro-natalistyczna Państwa i
społeczne dowartościowanie wielodzietności.
Nie oznacza to jednak, że proponujemy powrót do
pro-natalistycznej polityki lat siedemdziesiątych. Była z gruntu
socjalistyczną. Dawała ułatwienia jedynie kobietom pracującym
zarobkowo, a nie tym, co zdecydowały się poświęcić pracy przy
dzieciach, w domu. Bez dowartościowania tej pracy nie będzie
znaczącej wielodzietności. Musimy tak urządzić życie społeczne,
żeby jak najwięcej kobiet chciało i mogło pozostać w domu przy
dzieciach. Nie można pozwolić na to, by były z tego tytułu
poniżane ("kury domowe", "kobiety niepracujące"), czy
pauperyzowane. Gdy maszyny zastępują pracę ludzką, gdy rośnie
bezrobocie, gdy produkcja rośnie przy malejącej pracochłonności,
można matki przywrócić dzieciom. Nie wmawiajmy im, że muszą się
zawodowo realizować, bo inaczej są nic nie warte. Wiele z nich
pracuje tylko dlatego, że jest to wymóg ekonomiczny. Chętnie
zostałyby w domu przy dzieciach, gdyby je było na to stać, gdyby
nie obawiały się, że zostaną bez emerytury.
Przy okazji byłoby mniej problemów wychowawczych, mniej
zapotrzebowania na żłobki, przedszkola i domy starców, więcej
zadowolonych i zdrowo karmionych mężów i dzieci i ..... większa
rozrodczość.
Nic tak nie mobilizuje mężczyzny do pracy jak posiadanie licznej
gromadki dzieci. Dzietność oznacza wzrost jakości i
intensywności pracy ojca pod warunkiem oczywiście, że ten wzrost
spowoduje większe zarobki. Tak więc, konieczne jest
doprowadzenie do związku płacy z wydajnością pracy.
Na sytuację demograficzną ma wpływ nie tylko rozrodczość, ale i
długość życia oraz różnica między emigracją a imigracją.
O długości życia decyduje jakość służby zdrowia, jakość opieki
nad osobami starszymi i akceptacja obecności emerytów w
rodzinie. Oczywiście chodzi nie tylko o to, by ludzie dłużej
żyli, ale i o to, by dłużej byli zdrowi, by dłużej czuli się i
rzeczywiście byli przydatni. Do czego może być przydatny starszy
człowiek?. Oczywiście, jeżeli jest sprawny i pracodawca go
potrzebuje, to niech go dalej zatrudnia - to sprawa między nim a
pracodawcą, a państwu nic do tego. Jeżeli przechodzi na
emeryturę, to winien mieć możność wykonywania przydatnej pracy
dopóki siły mu pozwolą. Może to być praca we własnym zawodzie,
może to być zupełnie inna praca, np. twórcza, pisanie
pamiętników czy wierszy, realizacja hobby, na które nigdy nie
było czasu, lub, i to chyba najważniejsze, pomaganie dzieciom i
wnukom. Starszy człowiek w rodzinie to powinna być norma.
W takich rodzinach też się rodzi więcej dzieci, chociażby
dlatego, że młodym łatwiej się zdecydować, gdy wiedzą, że mają
na kogo liczyć w razie potrzeby, choćby dla chwilowego przejęcia
opieki nad małymi dziećmi.
Wreszcie temat emigracji i migracji, ostatnio mocno wpływający
na liczebność państwa. Polska już tradycyjnie, co pokolenie,
traci dużą część swojej ludności na rzecz innych krajów. Z
przyczyn politycznych lub ekonomicznych ludzie wyjeżdżają do
zachodniej Europy, obu Ameryk, a nawet do Oceanii. Ponieważ
celem polskiej emigracji są kraje cywilizacji zachodniej,
łacińskiej, tej samej, co nasza, więc łatwo się ona integruje w
miejscu osiedlenia. Zwykle Polacy wynaradawiają się już w drugim
pokoleniu, a bywa, że już w pierwszym. Pozostaje sentyment do
kraju pochodzenia, ale znajomość języka szybko zanika. Z reguły
ludzie ci nie wracają już nigdy. Wyjątki tylko potwierdzają tą
regułę. Wracają jako turyści, co ma znaczenie ekonomiczne, ale
demograficznego znaczenia nie ma. A więc z punktu widzenia
sytuacji ludnościowej emigracja to czysta strata. Przy tym dodać
należy, że wyjeżdżają jednostki najbardziej operatywne i to
zwykle w przededniu wieku najwyższej rozrodczości. Będą służyć
swoimi umiejętnościami i rodzić obywateli innym krajom. Polska
poniosła koszta ich wykarmienia i wykształcenia, ale z tej
inwestycji kto inny skorzysta. Ponieważ Polska jest krajem
zadłużonym, nasi emigranci przenoszą się ze społeczeństwa
dłużników do społeczeństwa wierzycieli.
Imigracja do Polski jest zjawiskiem na skalę o wiele mniejszą
skalę. Ostatnio są to najczęściej ludzie z innych cywilizacji,
Wietnamczycy, Kurdowie, Romowie. Kiedyś przyjeżdżało dużo Żydów.
Ludzie ci na ogól trudno się integrują, czyli Polakami nie stają
się. Mamy też ostatnio sporo robotników sezonowych z Ukrainy i
Białorusi. Jeżeli ci się osiedlą na stałe, to z integracją na
ogół problemów nie będzie. Trudno jednak liczyć na to, że straty
emigracyjne zrekompensuje imigracja. Należy się obawiać, że po
otwarciu się rynku pracy w Unii Europejskiej znowu doświadczymy
masowej emigracji, podobnej, jaką przeżyła Niemiecka Republika
Demokratyczna po zjednoczeniu Niemiec.
Jak więc widzimy, perspektywy demograficzne wesołe nie są.
Potrzebna jest polityka państwa, która temu zaradzi. Potrzebna
jest polityka, która by miała na widoku coś więcej niż tylko
najbliższe wybory, która proponowałaby zainwestować w tę dalszą
przyszłość, a nie tylko w tę na najbliższe lata. Ba, dzisiaj
mamy problem, żeby zagwarantować środki dalej niż na najbliższy
rok budżetowy. Wiele inwestycji wymagających wieloletniego
finansowania więcej kosztuje niż by musiało, bo zamiast
systematycznego zasilania z budżetu co roku ma inne wsparcie.
Dotyczy to nie tylko wielkich inwestycji, jak budowa zbiorników
wodnych czy autostrad, ale nawet tak wydawałoby się prostej
sprawy jak zalesienia, gdzie trzeba wiedzieć, z co najmniej
dwuletnim wyprzedzeniem ile sadzonek przygotować. Gdy się
przygotuje za mało albo za dużo, to będą straty. Potem przez
kilka lat trzeba drzewka pielęgnować, czyli do nich dopłacać,
zanim pielęgnacja zacznie sama się zwracać poprzez sprzedaż tego
co się wytnie. Jeżeli to jest oczywiste w odniesieniu do drzew,
to tym bardziej winno być oczywiste w odniesieniu do dzieci.
Zanim zaczną zarabiać, to trzeba na nie łożyć. Dzieci to dobra
inwestycja, zwróci się stokrotnie (zakładając, że nie
wyemigrują), ale najpierw trzeba znaleźć na nią środki. Jest to
sprawa społeczna, a nie tylko sprawa prywatna rodziny.
Dopóki tego nie zrozumiemy, kryzys demograficzny będzie się
pogłębiał.
Po ostatnim spisie ludności Komitet Prognoz "Polska 2000 Plus",
postulując przyjęcie przez państwo aktywnej polityki
pronatalistycznej, sugeruje ostrożność we wprowadzaniu takich
oszczędności budżetowych, które mogłyby jeszcze bardziej osłabić
skłonność Polaków do posiadania dzieci (Sprawy Nauki XII.03).
Wyraźnie wicepremier Hausner jest na takie ostrzeżenia głuchy.
NOTATKI
Euro-ciekawostki
Gdy Putin bezkonkurencyjnie wygrał wybory prezydenckie w Rosji,
podniosły się na zachodzie głosy oburzenia, że w wyborach
opozycja nie miała równych praw, równego dostępu do telewizji
publicznej itd. Nas to nie dziwi, Rosję znamy i wiemy, że tam
cara się nie krytykuje. Ale dziwi nas, że gdy u nas, w
szczycącej się odwiecznym demokratyzmem Polsce, przy referendum
akcesyjnym w podobny sposób pozbawiono przeciwników akcesji
równych praw, w tej sprawie nikt nawet nie pisnął w
super-demokratycznej Unii Europejskiej, która chce nas uczyć
demokracji.
Pojawiły się prognozy budżetowe dla Polski w ramach Unii
Europejskiej (Rada Unii Europejskiej, dokument nr 15524/1/02).
Okazuje się, że zapłacimy w roku 2004 148 mln euro, w 2005 228
mln, a w 2006 238 mln jako nasz wkład do pokrycia rabatu w
składce Wielkiej Brytanii, który swego czasu wynegocjowała
Margaret Thatcher. Oto przykład, jak można było prowadzić z Unią
negocjacje akcesyjne! Teraz wszyscy musimy się zrzucać na ulgę
składkową dla biednych Brytyjczyków.
Rynek pracy będzie w większości krajów Unii dla Polaków
zamknięty, ale jak podaje Bild Zeitung (10.I.04), przewodniczący
frakcji Zielonych Göring-Eckardt wypowiedział się za udzieleniem
zezwoleń na pracę dla sprzątaczek (Putzfrauen aus Osteuropa).
Epigoni Unii Wolności martwią się, jak dostać się do Parlamentu
Europejskiego. Na krótko pojawił się pomysł "Inicjatywy
Społecznej Tak", pod przywództwem Waldemara Dubaniowskiego. W
deklaracji ideowej podali, że "Polska naszych marzeń wymaga, by
dziś wprowadzili ją do Europy ludzie nieuwikłani w krajową
politykę. Widzimy tam głównie ludzi młodych, wykształconych,
myślących kategoriami służby publicznej, a nie interesu
partyjnego". Jako kandydatów proponują Bronisława Geremka,
Władysława Bartoszewskiego i Jana Kułakowskiego (Rzeczpospolita
1.III.04). Rzeczywiście młodzi i nieuwikłani. Ale pomysł nie
chwycił. Będą próbować reanimować Unię Wolności.
Abp Józef Życiński, zachęcając przed referendum unijnym do
poparcia naszej akcesji, jakoś nie wspominał o zagrożeniach
moralnych, przed jakimi stoimy. Teraz w swoim liście pasterskim
na temat wyborów do Parlamentu Europejskiego mówi: "bądźcie w
UE, by bronić Europę (w tym Polskę) przed aborcją, eutanazją czy
homoseksualizmem". A czy nie byłoby łatwiej bronić Polski przed
tymi zagrożeniami bez wchodzenia do UE? Myślę, że również Europę
łatwiej byłoby bronić z zewnątrz dając dobry przykład. Teraz
mamy obowiązek się dostosowywać do "norm europejskich".
Jak ta "obrona" będzie wyglądać mieliśmy okazję doświadczyć już
jako obserwatorzy przy Parlamencie Europejskim. Gdy pojawił się
temat finansowania badań nad komórkami macierzystymi (Raport
Liese) próbowaliśmy (obserwatorzy z LPR) za pośrednictwem
przyjaciół złożyć poprawki zakazujące wykorzystywania w tym celu
embrionów ludzkich. Prezydent Pat Cox nie dopuścił tych poprawek
do głosowania, jako że były autorstwa obserwatorów, a podobne,
zgłoszone przez członków parlamentu, przepadły w głosowaniach.
Tak więc już dzisiaj Polska współ-finansuje takie badania, gdyż
już jesteśmy płatnikiem 6 programu ramowego dla badań naukowych.
Ostatnio głosowano nad dokumentem omawiającym przygotowanie
nowych krajów do akcesji (Raport Broka). W artykule 126 czytamy:
"[Parlament Europejski] Z radością wita inicjatywę projektu
ustawy o prawach reprodukcyjnych; podkreśla również wagę nowo
zaproponowanych uregulowań dotyczących rejestracji związków
partnerskich, jako kroku przeciwko dyskryminacji z tytułu
orientacji seksualnej". "Prawa reprodukcyjne" to inna nazwa na
dostępność aborcji. Zaapelowałem listem do wszystkich członków
Parlamentu, by poparli poprawkę, którą zgłosili posłowie Bastian
Belder, Johannes Blokland i Rijk van Dam, proponującą
wykreślenie artykułu 126. W liście tym uzasadniałem, że artykuł
dotyczy tematyki aborcji, która nie leży w kompetencjach
Parlamentu Europejskiego. Autor raportu, poseł Elmar Brok,
niemiecki chadek, odpisał mi, że mam rację i że zaapelował do
chadeckiej grupy politycznej, by głosowała za przyjęciem tej
poprawki. Niestety, nie przeszła. A więc nawet autor raportu nie
jest w stanie powstrzymać treści, które mu jacyś urzędnicy, na
jakimś etapie, podrzucili w imię europejskiej "poprawności
ideologicznej".
W przygotowaniu jest dokument o prawach podstawowych w UE
(Raport Fodé Sylla). Aż roi się w nim od wezwań o zrównanie praw
mężczyzn, kobiet i osób transseksualnych, związków
heteroseksualnych, homoseksualnych i transseksualnych, o uznanie
ich prawa do małżeństw, do adopcji dzieci, o debatę nad
eutanazją, o zwalczanie ksenofobii itp. Żadne poprawki nie
nadadzą sensu takiemu dokumentowi.
Raport Alimy Boumediene-Thiery o prawach podstawowych:
"Podkreśla fakt, że wielu kobietom nadal odmawia się prawa do
aborcji w Unii Europejskiej i wzywa kraje członkowskie by
zapewniły wszystkim kobietom, w tym młodym, biednym i
imigrantkom, równy dostęp do bezpiecznej i legalnej aborcji oraz
antykoncepcji kryzysowej" oraz "Wzywa kraje członkowskie by
uznały partnerstwo osób nie poślubionych - zarówno pomiędzy
parami o różnej płci jak i parami o tej samej płci - oraz by
przyznały im te same prawa, co małżeństwom, szczególnie w
zakresie prawa do adopcji, prawa do zamieszkania oraz prawa do
swobodnego poruszania się po Unii Europejskiej". Na szczęście w
dniu 1.IV.04 raport ten został niewielką liczbą głosów
odrzucony.
A więc bywają i dobre wieści z Europy, ale częściej z
poszczególnych krajów niż z Unii. We Włoszech znacząco
ograniczono praktykę produkowania dzieci w próbówkach (The
Catholic World Report luty 2004), zawężając zezwolenie do par
małżeńskich. Samotnym paniom, jak i osobom żyjącym w związkach
homoseksualnych, w ten sposób dzieci tworzyć nie wolno. Zakazano
korzystania z dawców gamet, zarówno męskich jak i żeńskich, jak
i wypożyczania macic. Ograniczono zezwolenie do wykonania tylko
trzech embrionów i wszystkie mają być implantowane, by miały
szansę na przeżycie, czyli zakończono proceder tworzenia
zapasowych embrionów, do przechowywania na nie wiadomo jak długo
w zamrażarkach. Szkoda, że przy okazji nie zakazano procederu w
ogóle, by każde dziecko było owocem miłosnego związku jego
rodziców. Dziwi też, że włoski ustawodawca z takim pietyzmem
pochyla się nad dzieckiem poczętym in vitro, a nadal zezwala na
aborcję. Docenić jednak trzeba, że jest to krok w dobrym
kierunku.
W Portugalii była podjęta próba liberalizacji prawa do aborcji.
Parlament propozycję odrzucił i nie wyraził zgody na nowe
referendum w tej sprawie, uznając, że to z 1998 r. temat
zamknęło (wtedy obrońcy życia wygrali 51:49). Niestety, podobnie
jak u nas, jest tam dopuszczalna aborcja przy zagrożeniu życia
matki, przy deformacji płodu i przy poczęciu po gwałcie lub
kazirodztwie, ale i obecne zwycięstwo nad zwolennikami aborcji
cieszy (Agencja RU 10.III.04).
W Anglii sondaż wśród nastolatków wykazał, że są oni o wiele
bardziej za życiem i przeciw seksualizacji życia, niż ich
rodzice. Przeciw aborcji jest 2/3, a 40% tych, co zaczęli życie
płciowe przed l5 rokiem życia - żałuje tego (Agencja RU
17.III.04, za The Telegraph 11.III.04).
Badanie poglądów księży Anglii i Walii wykazało, że młodzi
księża są bardziej ortodoksyjni niż starsi. Najbardziej
liberalni są ci w średnim wieku (The Catholic World Report
styczeń 2004).
"Pasja" bije rekordy oglądalności w Europie i to wbrew opiniom
"intelektualistów", podobnych do naszych z Tygodnika
Powszechnego.
Może zachodnia Europa wreszcie odbija się od dna?
###
Beagle 2
Europejska misja marsjańska nie udała się. Po zetknięciu z
powierzchnią Marsa zamilkła. Sondzie nadano nazwę "Beagle 2".
Jest to aluzja do misji statku badawczego "Beagle", na którym
Darwin dotarł na wyspy Galapagos, gdzie sformułował swoją słynną
teorię ewolucji. W intencji autorów nazwy sondy marsjańskiej
było powtórzenie sukcesu Darwina. Liczono na odkrycie śladów
życia na Marsie, co uczyniłoby życie na Ziemi jednym z wielu
podobnych przypadków w kosmosie. Wzmocniłoby to teorię Darwina o
powstawaniu życia i jego dywersyfikacji na drodze procesów
naturalnych. Ale sonda "Beagle 2" okazała się niewypałem,
zresztą podobnie jak wyprawa statku "Beagle", która tylko
przyniosła na półtora wieku zbędne zamieszanie w świecie nauki,
co dopiero teraz pomału ulega prostowaniu. Kto jeszcze wierzy w
teorię ewolucji (a tylko o wiarę tu chodzi, bo żadnych kryteriów
naukowych ona nie spełnia), ten należy do tego samego
towarzystwa, co poszukiwacze UFO-ludków na Marsie.
W Częstochowie dwa licea (im. Sienkiewicza i im. Słowackiego)
zorganizowały sesję na temat ewolucji. Zaproszono
najzagorzalszych jej zwolenników, wśród nich abp. Józefa
Życińskiego. Ten ostatni, głuchy na wszelką krytykę tej teorii,
zapewnił, że nie ma sprzeczności między teorią ewolucji a
teologią chrześcijańską, oraz że niegdysiejsze spory z
darwinizmem to już przeszłość. Dla pewności zasłonił się
autorytetem Jana Pawła II (Dziennik Zachodni (Częstochowa),
4.III.04).
###
Ofiary wypędzenia
W Berlinie odbyła się debata nad książką Bernadetty Nischke pt
"Wysiedlenia ludności niemieckiej z Polski w latach 1945-49".
Jak z zachwytem podaje Rzeczpospolita (22.I.04) uczestniczący w
debacie historyk niemiecki z Fryburga twierdzi, że ofiar
śmiertelnych było tylko 600 tys., a nie jak chcą ziomkostwa 2
mln, która to liczba oparta jest tylko na "oczekiwaniach
niemieckiego społeczeństwa".
Zamiast operować tak okrągłymi liczbami powtarzam apel mego
ojca Jędrzeja Giertycha do niemieckiego świata nauki, by
sporządzili imienną listę chociażby 200 ofiar śmiertelnych
wysiedleń z podaniem okoliczności śmierci każdej z nich i źródło
informacji na ten temat.
###
Ile wypędzonych?
Jak podaje Przeszłość i Pamięć (nr 1-2, 2003, cytuję za Naszym
Dziennikiem 24-26.XII.03) została opracowana "Koncepcja
merytorycznego kształtu Centrum przeciwko Wypędzeniom w
Berlinie" przez grupę niemieckich historyków i publicystów.
Zawiera ona zestawienie ofiar wypędzenia i jego winowajców.
Poniżej przedstawiam część tego zestawienia dotyczącą pierwszej
dziesiątki (w milionach):
Ofiary Wypędzeni Winowajcy Wypędzili
Niemcy 15,595 Polacy 9,700
Żydzi 6,300 Sowieci 8,510
Grecy 2,820 Niemcy 6,620
Polacy 2,700 Czesi 3,240
Ormianie 2,245 Serbowie 2,165
Turcy 1,320 Turcy 1,475
Albańczycy 1,320 Chorwaci 1,360
Bośniaccy muzułmanie 1,200 Liga Narodów 1,300
Serbowie 1,090 Bułgarzy 1,135
Ukraińcy 0,940 Jugosłowianie 0,500
Ja byłem dwukrotnie wysiedlany przez Niemców. Drugi raz na
moich oczach podpalili dom, w którym mieszkaliśmy. Ponadto raz
musiałem opuścić dom, który został zniszczony w czasie działań
wojennych. Zastanawiam się ile razy figuruję w tych
statystykach, raz, dwa, czy trzy razy. Podejrzewam, że ani razu.
Liczby dla Polski zapewne dotyczą tylko Zabużan.
Niemiecka uczoność cieszy się po świecie wielką dokładnością.
Mamy prawo mieć swoje zdanie na ten temat. To czysta propaganda,
proniemiecka i antypolska!
Innym przykładem z tego podwórka jest ocena niemieckiego
Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z 1997 r., że w Polsce żyje
około miliona Niemców, tymczasem spis ludności z 2002 r.
wykazał, że jest ich tylko 153 tys., a o masowej emigracji w tym
czasie nikt nie słyszał.
###
Germanizacja
Jak podaje Schlesisches Wochenblatt (16-22.I.04),
polsko-niemieckie pismo mniejszości niemieckiej na Śląsku
opolskim, do Rady Naukowej Centrum im. Eichendorffa wszedł Abp
Alfons Nossol, biskup opolski. Centrum zajmuje się
dokształcaniem nauczycieli ze Śląska i Pomorza oraz wspieraniem
nauki języka niemieckiego jako ojczystego.
###
Komisja Trójstronna
Mamy nowe polskie nazwiska w Komisji Trójstronnej. Pojawiła się
tam Wanda Rapaczyńska, dyrektorka Agory oraz Zbigniew Wróbel z
PKN-Orlen (La lettre d'information Pierre de Villemarest
14.XI.03).
###
Leo Strauss
William Pfaff komentuje w International Herald Tribune (15.V.03
- za Patriotyczny Ruch Polski 15.XII.03) szkołę ideową Leo
Straussa, do której należą tacy luminarze polityki amerykańskiej
jak Donald Rumsferld, Dick Cheney, Paul Wolfowitz, Lewis Libby,
Abram Shulsky, Richard Perle i wielu innych. Wg Pfaffa do
założeń politycznych Straussa należy sformułowanie, że
"społeczeństwo świata zjednoczonego pod jednym rządem światowym
powinno być rządzone przez tajną elitę oligarchów, a reszta
ludzi powinna być karmiona "pocieszającymi kłamstwami"".
###
Odszkodowania
Rodziny ofiar zamachu z 11.IX otrzymały średnio po $1,8 ml.
Rodziny zabitych w Iraku dostają średnio po $6 tys. O tych
wysokościach, w obu przypadkach, zadecydował Kongres. W którym
przypadku była większa odpowiedzialność Kongresu i podatnika
amerykańskiego? - pyta sędzia Albert C. Walsh (Christian
Political Action Newsletter, zima 2003)
###
Zakazane słowa
Federalna Komisja Łączności USA decyzją z 3.X.03 uznała, że
nieprzyzwoite słowa nie czynią materiał obscenicznym i wobec
tego mogą być używane w programach telewizyjnych o każdej porze
dnia i nocy. Po protestach od ok. 1,5 ml ludzi w połowie
stycznia 2004 r. wycofano tą decyzję. Tymczasem w Teksasie, w
imię rozdziału państwa i Kościoła, sędzia rejonowy Samuel B.
Kent zadekretował, że każdy student, który by w swoim
przemówieniu matrykulacyjnym na zakończenie szkoły użył słowa
"Jezus" będzie aresztowany i będzie podlegał oskarżeniu o
"pogardę dla sądu" z przewidzianą karą do 6 miesięcy więzienia
(Christian Political Action Newsletter, zima 2003).
###
Francuskie prawo
W wypadku drogowym ranną została kobieta w zaawansowanej ciąży.
Lekarze wyjęli dziecko cesarskim cięciem, ale mimo to po paru
minutach zmarło. Gdyby zmarło przed wyjęciem z macicy, winny
wypadku odpowiadałby tylko za uszkodzenie ciała matki. Skoro
dziecko zmarło już po wyjęciu z macicy został oskarżony o
nieumyślne zabójstwo. Zabijanie dziecka w macicy jest dozwolone
(Agencja RU 07/2004).
Parlament francuski debatuje nad projektem prawa zezwalającego
na badania nad embrionami dla produkcji leków (La Vie des AFC,
92, I-II/04).
###
Francuska kultura
Minister Kultury Francji publicznie ogłosił, że jest
homoseksualistą (Agencja RU 08/2004).
###
Owoce edukacji seksualnej
Nowe badania przeprowadzone na wydziale Pediatrii i Zdrowia
Dziecięcego Uniwersytetu Zachodniej Australii wykazały, że
dotychczasowa edukacja seksualna w szkołach Australii jest nie
skuteczna, bo jej rezultatem jest jeden z najwyższych poziomów
ciąż, aborcji i chorób wenerycznych u nastolatków wśród krajów
rozwiniętych (The Wanderer 14.VIII.04).
###
Dostojny ubiór
Główny Sędzia powiatu Marshall, Mark A. Karl (West Virginia,
USA) zarządził, że: "Od zaraz, żadna osoba, przysięgły, adwokat,
powód, oskarżony, wnioskodawca, świadek, nieletni lub widz nie
pokaże się na sali posiedzeń w szortach, bokserkach, majtkach,
kąpielówkach, podkoszulkach, ubiorach przeźroczystych, z
wulgarnymi napisami lub rysunkami itd." Prokurator Herman D.
Lantz wyjaśnił, że "sędziowie traktują salę rozpraw jako miejsce
honoru, godności i sprawiedliwości. Tu zapadają poważne decyzje
i życie ludzi się zmienia. Proszę ubierać się odpowiednio". (The
Wanderer 14.VIII.03).
A jak jest z ubieraniem się idąc do kościoła? Kto ostatnio
słyszał napomnienie w tej sprawie? Czyż nie dbamy bardziej o
nasz wygląd idąc na egzamin, na rozmowę z dostojnikiem
państwowym czy kościelnym, czy chociażby na imieniny?
###
Antysemityzm
Zarzut antysemityzmu stosowany zbyt często traci swą moc
odstraszającą. Na łamach Financial Times Edgar Bronfman,
przewodniczący Światowego Kongresu Żydów i Cobi Benatoff, szef
Europejskiego Kongresu Żydów zarzucili Komisji Europejskiej
antysemityzm. Rzecznik Komisji Reijo Kemppinen oświadczył, że
Komisja jest zaszokowana tymi zarzutami i z tego powodu odwołuje
planowane seminarium na temat rasizmu. Odrzucił pogląd, że
krytycyzm wobec poczynań Izraela jest równoznaczny z
antysemityzmem. (Rzeczpospolita 8.I.04).
Nagonka na film Mela Gibsona "Pasja" o rzekomy antysemityzm
wywołała falę oburzenia w całym świecie. W rezultacie film ma
ogromną widownię i już w pierwszych dniach wyświetlania zarobił
na siebie. Tym nie mniej reżyser ugiął się pod presją nagonki i
wyciął z podpisów tłumaczenie z aramejskiego słów "Krew Jego na
nas i na dzieci nasze" (Mat.27.25).
Spis treści
Umazać Kościół!
..................................................................................................
1
Przetasowania na lewicy
........................................................................................
3
O bioetyce na konferencji biotechnologicznej
..................................................... 5
Demografia
...........................................................................................................
8
NOTATKI: Euro-ciekawostki 11, Beagle2 13, Ofiary wypędzeń 13,
Ile wypędzonych? 14, Germanizacja 14, Komisja Trójstronna 14,
Leo Strauss 14, Odszkodowania 15, Zakazane słowa 15, Francuskie
prawo 15, Francuska kultura 15, Owoce edukacji seksualnej 15,
Dostojny ubiór 16, Antysemityzm 16.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opoka w Kraju w internecie: http://ciemnogrod.net/owk
_____________________
Opoka w Kraju jest rozsyłana za darmo do osób, które chcę, by ją
miały, w tym do wszystkich biskupów. Osobom, które mi pomagają i
dzięki którym wzrasta krąg moich odbiorców, wyrażam serdeczne
Bóg zapłać - pozostaną anonimowe. Wszystkich zachęcam do
przedruków, do powielania pisma i handlowania nim. Ta praca jest
dla mnie największą pomocą. Prenumeraty nie prowadzę. Maciej
Giertych
_____________________________________________________________________
Konto: Opoka w Kraju PKO BP SA I oddz., Poznań: 76 1020 4027
0000 1102 0031 8725
(Nowy nr!)