http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20040508&id=my11.txt

> Zagrożona suwerenność
> 
> Różnie Polacy przeżywali 1 maja 2004 r. Oprócz
> powierzchownych i bezpodstawnie entuzjastycznych
> reakcji (choć tych jest chyba niewiele) obserwuje się
> pewnego rodzaju fatalizm, bezradność, bierną zgodę na
> jakieś podobno historycznie nieuniknione zrządzenie
> losu; widać także niekiedy cyniczne podejście do
> sytuacji, połączone z pytaniem o to, jak na tym
> wszystkim skorzystać. Inni wręcz ganią lub przeklinają decyzję przez kogoś
> odgórnie podjętą, zrzucając winę - zgodnie z planem zakulisowych
> reżyserów - na Kościół, względnie na księży biskupów. Wreszcie inni próbują
> wielostronnie opisać i ocenić zło, jakie dotknęło Polskę, i po dokładnym
> rozeznaniu sytuacji próbują szkicować plany działania wynikające z
> niezagasłego poczucia moralnej odpowiedzialności za Ojczyznę. Tych jest
> niewielu, ale niewątpliwie jest to elita, która powinna dojść do głosu i
> powinna być usłyszana przez rodaków. 
> 
> Oszukany Naród 
> Znakomitym "rachunkiem sumienia" przygotowującym do odpowiedniego
> "żalu za grzechy" i "postanowienia poprawy" było to, co pisał ks. prof.
> Czesław S. Bartnik. 
> Zło nie zaczęło się dopiero od "komisji mieszanej" Millera i Kwaśniewskiego,
> do której zaproszono przedstawicieli środowisk katolickich - czy po prostu
> polskich - po to, by uwiarygodnić działania komisji prowadzącej pertraktacje z
> Unią, a przez to obciążyć Kościół za rezultaty tych negocjacji, w których ani
> Kościół, ani Naród nie występowały jako podmiot w ścisłym tego słowa
> znaczeniu. Zarówno Kościół, jak i Naród były tylko przedmiotem manipulacji,
> co ujawniło się zwłaszcza w okresie sławetnego referendum. Nadużyto przy
> tym w sposób cyniczny autorytetu Ojca Świętego, którego słowami wyrwanymi
> z pełnego kontekstu manipulowano w celu jednoznacznego poparcia dla
> akcesji (względnie aneksji) Polski do Unii. Ojciec Święty nie wypowiadał się
> jako autorytet polityczny, lecz jako Następca Piotra, obowiązany głosić
> Ewangelię wszystkim narodom. To, w jaki sposób nadużyto autorytetu
> Papieża i posłużono się jego słowami w celu poparcia bardzo wątpliwej
> moralnie linii politycznej SLD, należy ocenić jako obrazę Jana Pawła II i
> krzywdę dla Polski. To, co wtedy władza SLD-owska uczyniła z Narodem, było
> za jednym zamachem ciosem w Polskę i w Ojca Świętego. Tylko szatan mógł
> wymyślić takie posunięcie na szachownicy politycznej Europy, przeciwstawiając
> sobie wzajemnie tych, których Bóg sam złączył węzłami wiary: Papieża i
> Polskę. 
> 
> Wpływ "księcia tego świata"...
> Jest to istotnie metoda szatańska, aby darów Nieba używać przeciw samemu
> Bogu. Tak stało się w raju, kiedy padło oskarżenie przeciw Bogu na
> podstawie Jego własnych darów i słów. Tak było w czasie dopełnienia się
> dzieła Odkupienia, kiedy prawo Mojżeszowe, spełnione przecież przez
> Chrystusa, stało się źródłem zarzutów przeciw samemu Mesjaszowi,
> uzasadniając oskarżenie, w wyniku którego Chrystus miał być ukrzyżowany.
> Niepojęta łaska okazana Izraelowi stała się dla niego powodem do
> bluźnierstwa i bogobójstwa. Jeśli śledzić tę dialektykę zdrady u nas, w Polsce,
> to trzeba powiedzieć, że doszła ona do szczytu perfidii i zakłamania w
> momencie tzw. Okrągłego Stołu, kiedy sukces "Solidarności" wykorzystano
> jako piedestał dla samozwańczej grupy politycznej. W czasie tej debaty
> znany wówczas satyryk Ludwik Jerzy Kern ostrzegał, aby przy okrągłym stole
> "nie było żadnych kantów". Może coś przeczuwał, podczas gdy wszyscy Polacy
> byli przekonani, że zwycięstwo "Solidarności" musi mieć kontynuację w
> zwycięstwie politycznym, to jest w przywróceniu Polsce prawdziwej
> suwerenności. Tymczasem prawdziwym rezultatem Okrągłego Stołu było
> ponowne, tym razem już "uzgodnione" i legalne, sprzedanie "Solidarności" i
> samej Polski pod ponowne władanie "neosocjalistycznych", liberalnych i
> antypolskich sił sterowanych przez zagraniczne ośrodki masońskie. 
> Czy w tym czasie stało się coś, co pozwalałoby mówić o wyzwoleniu Polski
> spod komunistycznej przemocy? - Nie. Czy twórcy nieludzkiego systemu
> komunistycznego zostali osądzeni i ukarani? - Nie. Czy zbrodniarze "stanu
> wojennego" zostali osądzeni i ukarani? - Nie. Czy sądowi mordercy, którzy
> zgładzili dziesiątki tysięcy patriotów polskich na mocy niesprawiedliwych
> wyroków lub bez wyroku, zostali ukarani czy choćby nazwani po imieniu? -
> Nie. Czy partia komunistyczna jako związek przestępczy została
> wystarczająco napiętnowana i wykluczona na zawsze z życia politycznego
> Polski? - Nie. Tak zwana "wielka krecha" przerodziła się w wielką, czarną i
> brudną rzekę, w której konsekwentnie tonęły wszelkie szlachetne próby
> przywrócenia Polsce słusznych jej praw, dławione w zarodku przez ekspertów
> od manipulacji politycznej, to jest przez wciąż tych samych agentów,
> kolaborantów i zdrajców, działających pod różnymi maskami i wchodzących do
> wszelkich ugrupowań patriotycznych, aby je niszczyć od środka. Głos Narodu,
> który tak wyraźnie ujawnił się w wielkich dniach "Solidarności", został
> zagłuszony, zafałszowany przez samozwańcze "gazety" i zakrzyczany przez
> pseudodemokratyczne narzędzia preparowania opinii publicznej.
> Suwerenność została stracona, ponieważ podmiotowość Narodu została
> rozbita od wewnątrz przez dywersję. 
> 
> Jaka demokracja
> Kiedy prezydent Wałęsa argumentował przeciw polityce monopartii
> komunistycznej, powołując się na teorię "pluralizmu politycznego", mogło to
> być słuszne jako uzasadnienie dla istnienia niezależnego ruchu politycznego
> wyłonionego z "Solidarności". Ale kiedy ten sam argument podtrzymał dla
> obrony tak zwanej "lewej nogi" na polskiej scenie politycznej, argument
> obrócił się na szkodę Polski, ponieważ zamiast oddalić od rządu klikę
> neokomunistów, otworzył im szeroką bramę powrotu na dawne stanowiska
> pod pretekstem respektowania "świętej" demokracji. 
> Okazało się, że demokracja jest dobra jedynie wtedy, gdy opiera się na
> podstawowym rozróżnieniu między dobrem a złem, konsekwentnie - na
> odróżnieniu prawdziwych przedstawicieli Narodu od fałszerzy, agentów i
> przestępców politycznych. Kiedy się pomija to zasadnicze rozróżnienie
> moralne, nie należy się dziwić, że wszystko układa się przeciwnie do
> zamierzeń i obietnic. Bo istotą demokracji nie jest pluralizm, lecz moralność
> wymagająca respektowania praw człowieka i praw narodu, która musi zostać
> zaakceptowana u samych podstaw ustroju. Natomiast pluralizm "jako taki",
> czyli przyjęty jako zasada naczelna ustroju, nie różni się niczym od monizmu
> politycznego, ponieważ jeden i drugi służy jedynie polityce alienacji, wskutek
> której jakaś grupa przywłaszcza sobie suwerenne uprawnienia narodu i rządzi
> rzekomo w jego imieniu, a w rzeczywistości rządzi dla swojej prywatnej
> korzyści. Historia niejeden raz pokazała, że dopuszczenie partii
> komunistycznej do rządów pod szyldem demokracji prowadziło zawsze do
> zniszczenia samej demokracji i stworzenia rządów zwalczających się mafii
> politycznych, wbrew dobru wspólnemu państwa. Historia ostatnich piętnastu
> lat rządów w Polsce stała się historią mafii i grup agenturalnych, nie mających
> nic wspólnego z przedstawicielstwem Narodu. Ten ostatni przestał być
> suwerenny, ponieważ państwo, które miało wyrażać i potwierdzać jego
> suwerenność, stało się spółką od organizowania coraz to nowych afer i
> totalnej wyprzedaży Polski. 
> O bezsilności społeczeństwa świadczy choćby to, że do dziś nie zdołano
> podjąć decyzji, by wybory parlamentarne odbywały się w okręgach
> jednomandatowych, tak aby Polacy głosowali na swoich przedstawicieli, a nie
> na partie, w których jak "deus ex machina" pojawia się grupa polityków
> niewiadomego pochodzenia, kryjących się za plecami jakiejś sztandarowej
> postaci. Do dziś tak zwana "prawica" nie potrafiła się zjednoczyć w solidarnej
> obronie nadrzędnego interesu Polski. Pluralizm jest uzasadniony na
> płaszczyźnie dyskusji i pragmatyki działań wynikających z założeń
> konstytucyjnych; ale "pluralizm" w zakresie reprezentacji Narodu jest
> pomyłką i zdradą; jest rozbijaniem wspólnego dobra na "sprywatyzowane"
> obszary wpływów dzielone pomiędzy zwalczające się grupki polityków. System
> partyjny (jedno- czy wielopartyjny) opiera się na założeniu, że ani dobro, ani
> prawda będąca podstawą tego dobra (dobra wspólnego) nie mogą być
> poznane i że polityka jest tylko grą sprzecznych interesów. 
> 
> Dialektyka i globalizm
> Patrząc na ten problem z głębszej perspektywy teologicznej, łatwo można
> wysnuć hipotezę, że "wynalazek" partii jest wynalazkiem samego szatana, w
> którego naturze leży podział, wewnętrzny antagonizm i bunt przeciw samemu
> sobie jako nieuchronna konsekwencja buntu przeciw Bogu. Ten właśnie wróg
> człowieka usiłuje od początku rządzić światem na zasadzie dzielenia i
> przeciwstawiania jednych drugim, co znalazło teoretyczny wyraz w
> marksistowskiej dialektyce historyczno-społecznej (walka klas jako zasada
> rozwoju historycznego). W tej koncepcji politycznej nie chodzi o służbę dobru
> wspólnemu (zgodnie z prawidłowym rozumieniem demokracji), lecz o
> zdobycie władzy: bo kto ma władzę, ma pieniądze, a kto ma pieniądze, ten
> nie pozwoli sobie odebrać władzy, nawet jeśli rządzi wbrew Narodowi i działa
> na jego szkodę. A kto ma władzę i pieniądze, ten chce mieć jeszcze więcej; i
> tak rośnie ta plutokracja, która rości sobie prawo do władzy nad światem.
> Ubierają to w szczytne hasła i głoszą "globalizm" jako klucz do przyszłego
> raju, lecz prawo wejścia będą mieli tylko nieliczni. 
> To są ci, dla których pieniądz jest bogiem, człowiek jest tylko zorganizowaną
> materią żywą, a naród jest szarą masą pozbawioną tożsamości
> antropologicznej i podmiotowości politycznej. W istocie w ostatnich czasach
> podważa się nieustannie samą ideę narodu, oskarżając ją niesłusznie o
> grzechy "nacjonalizmu", a nadto różne systemy antynarodowe dążą do
> zniszczenia całej warstwy etosu i kultury określającej tożsamość i miejsce
> narodu w historii, jak też jego rolę wobec ludzkości jako rodziny narodów.
> Dokumentem o nieprzedawnionej aktualności, wzywającym świat do
> przeorganizowania Organizacji Narodów Zjednoczonych w prawdziwą rodzinę
> narodów, było przemówienie Jana Pawła II wygłoszone w siedzibie ONZ w
> 1995 roku. Narody Zjednoczone nie przyjęły tej idei, ponieważ to wymagałoby
> od nich zgody na uznanie prawa naturalnego, na którym opiera się
> podstawowa suwerenność osoby ludzkiej, suwerenność rodziny i suwerenność
> narodu, która nadto powinna znaleźć swoje potwierdzenie w formie
> niezależnej państwowości. 
> W ONZ znalazła natomiast posłuch filozofia materialistyczna akcentująca
> prymat władzy i posiadania nad człowiekiem, a także idea globalizmu
> kusząca możliwościami ustanowienia na całym globie jednolitego porządku
> ekonomicznego poddanego centralnemu sterowaniu z punktu widzenia
> "wolnego rynku", czyli powszechnego kolonializmu w interesie jednego
> światowego imperium. ONZ poddała się sugestiom pseudonaukowej teorii
> Malthusa, według którego ziemia nie wszystkim zapewnia chleb; wciąż rzuca
> ponury cień pseudofilozofia Herberta Spencera, według którego ludzkość jest
> organizmem złożonym z wielu członków o nierównej wartości; stąd zachodzi
> potrzeba selekcji. Galton stwierdził, że taka selekcja może być sztuczna i
> dlatego postulował program eugeniczny przy pomocy lekarzy. Także między
> społeczeństwami istnieją różnice pod względem rozwoju i cywilizacji, co ma
> wpływ na ich sytuację interpretowaną według tzw. darwinizmu społecznego
> (J.S. Mill). Z tymi filozofiami współbrzmią rasizm i biologizm, a także
> ekologizm i neomaltuzjanizm, według których człowiek i rodzina są
> rzeczywistością ściśle biologiczną, poddaną kontroli, planowaniu i sterowaniu
> przy pomocy kryteriów zoologicznych. Dzięki temu "cywilizowane"
> społeczeństwa pozwalały sobie na zagarnianie terytoriów wraz z ludnością i
> należącymi do nich bogactwami naturalnymi, traktując tę ludność jako obiekt
> eksploatacji, ponieważ to były "rasy niższe". Niektóre z tych "cywilizowanych"
> społeczeństw prowadziły wojny ludobójcze w celu wyniszczenia narodów
> "drugiej klasy" pod hasłem "zjednoczenia Europy". Wszędzie tutaj naród jako
> najwyższa kategoria antropologiczna był podeptany i wyklęty. Społeczeństwo
> miało stać się "masą ludzką" podległą totalnemu sterowaniu przez ośrodki
> władzy przeznaczone do tego wyrokiem tajemniczych sił kosmosu. 
> Te antyludzkie postacie filozofii nie zostały odrzucone przez ONZ, choć ta
> organizacja powstała po to, by zapobiec na przyszłość wszelkiej
> dyskryminacji. Według prof. Michela Schooyansa, elementy tych filozofii
> zostały przemycone do dokumentów określających działanie instytucji
> odpowiedzialnych za sprawy ludnościowe (FNUAP, Bank Światowy, WHO,
> PNUD, UNICEF, UNESCO).[1] Jest to szczególnie widoczne w planach "kontroli
> przyrostu ludności", które są pomyślane tak, jakby "ludność", czyli
> społeczeństwo ludzkie, niczym nie różniło się od stada zwierzęcego, które
> "kontroluje" się przy pomocy "odstrzału" (tzw. aborcja) lub technologii
> niszczącej płodność (sterylizacja, antykoncepcja). Na konferencjach
> światowych twierdzono, że taka "kontrola" jest koniecznym warunkiem
> "rozwoju", który jednak widziano tylko w parametrach ekonomicznych. W celu
> "kontroli płodności" postuluje się "wyzwolenie kobiet" od macierzyństwa i tym
> samym dąży się do zniszczenia rodziny. Błędne (obłędne) koncepcje
> antropologiczne, ignorujące osobowy status istoty ludzkiej, prowadzą do
> zaaprobowania różnych "orientacji seksualnych" pod hasłem "nowych praw"
> człowieka, w ramach tzw. edukacji seksualnej, która prowadzi do totalnego
> odczłowieczenia wizji życia ludzkiego. Ekologizm, ustanawiający coś w rodzaju
> nowej religii, oznacza koniec antropocentryzmu i poddaje człowieka
> determinizmom Ziemi. Kontrola urodzin stała się metodą walki z ubóstwem
> poprzez niszczenie narodów ubogich, zamiast żeby oddać tym narodom
> pełną władzę korzystania z dóbr ziemi. "Nie mogąc powstrzymać wzrostu
> demograficznego ubogich, należałoby pozwolić im zginąć". Te zasady stoją u
> podstaw tzw. ideologii bezpieczeństwa demograficznego, która ma
> gwarantować Stanom Zjednoczonym zachowanie prymatu ekonomicznego i
> technologicznego. Według tej doktryny (H. Kissingera), narody ubogie nie
> powinny się rozwijać, ponieważ to zagraża "bezpieczeństwu" Stanów
> Zjednoczonych. 
> 
> Rodzina i suwerenność
> Profesor M. Schooyans twierdzi, że zachodzi istotna zależność między
> demografią a suwerennością narodu: "Stan i struktura wieku ludności mają
> znaczenie przy potwierdzaniu suwerenności narodu w ogólnym kontekście
> stosunków międzynarodowych. Tego uczy historia i codziennie potwierdza to
> teraźniejszość". Profesor ostrzega przed globalizmem, który oznacza
> skolonizowanie ekonomiczne krajów ubogich aż do ich zniszczenia.
> "Globalizm oznacza radykalne podważenie suwerenności narodów. Pod tym
> względem bardzo niepokojący jest sposób, w jaki instytucje międzynarodowe
> - przede wszystkim ONZ, ale także Unia Europejska - niszczą stopniowo
> autonomię suwerennych narodów, którym przecież zawdzięczają swoją
> egzystencję i swoją legitymizację". W dalszym ciągu wykładu prof. Schooyans
> podkreśla podstawową rolę rodziny w ugruntowaniu suwerenności narodu.
> Interesującym przyczynkiem na ten temat jest "Friday Fax" (Katolickiego
> Instytutu Rodziny i Praw Człowieka = C-Fam) z 29 kwietnia. Depesza
> streszcza główny wywód wybitnego demografa nazwiskiem Phillip Longman,
> który na postawione pytanie: "Skąd przyjdą dzieci przyszłości?", odpowiada,
> że te "dzieci przyszłości" pojawią się w tych społecznościach, które żyją
> religią. Twierdzi, że "zachodzi ścisła korelacja między ugruntowanymi
> przekonaniami religijnymi a wysoką płodnością". Kierowanie się czysto
> racjonalnymi motywami "nie ustrzeże świata przed demograficzną
> katastrofą". 
> U nas już kiedyś w podobny sposób kardynał Wyszyński ostrzegał Naród,
> wołając: "Ziemia polska ma być ziemią żywych, a nie umarłych. Dlatego
> rodzina polska musi mieć żywe dzieci, nie trupy. Jaka jest rodzina domowa,
> taka też będzie rodzina ojczysta - naród... Jeśli nie będą umieli uszanować
> maleńkiego życia, które się rodzi w komórce ogniska domowego, nie
> uszanują i życia obywateli, bo mordować nauczą się już w rodzinie... W ten
> sposób zamiast społeczności życiodajnej będzie się wyrabiać społeczność
> morderców i naród będzie samobójczy. Zada sobie samemu śmierć własną
> ręką. I skończy się taki naród i sprawdzi się to, co o niektórych narodach już
> dzisiaj mówią słowami Pisma Świętego: 'imiona głupich będą wymazane z
> ziemi żyjących'" (Stefan kardynał Wyszyński, Nauczanie społeczne, s.
> 119-120). 
> Naród wyrasta z rodziny i z rodziny czerpie swoją transcendencję i swoją
> sakralność. Poprzez rodzinę - a także patrząc z perspektywy
> nadprzyrodzonej - poprzez Kościół, byt narodu i jego powołanie,
> zakorzenione jest w Bożym planie stwórczym i zbawczym. Stworzone istnienie
> ofiarowane człowiekowi wraz z pełnym zakorzenieniem antropologicznym jest
> skierowane do swojego ostatecznego spełnienia w Chrystusie. Stąd
> obserwujemy z jednej strony fakt, że naród żyje mocą świętości rodzin, które
> go tworzą. Z drugiej strony uderza nas fakt, że te same siły wrogie Bogu z
> jednakową natarczywością walczą z rodziną i z całą duchową i moralną
> konstytucją narodu. Wróg Boga nie znosi faktu, że życie Boże zostało
> ofiarowane ludzkości poprzez Ciało Chrystusa i poprzez Ciało Kościoła, który
> jest modelem i zarazem celem życia narodu powołanego do uczestnictwa w
> Królestwie Chrystusa. Stąd Naród Polski musi zdecydowanie odrzucać to
> wszystko, co niszczy człowieka, co niszczy życie i profanuje miłość, czyli
> symbol obecności Boga w sercu człowieka. 
> Wielokrotnie ostrzegał Prymas Tysiąclecia: "Istnieje swoista, biologiczna
> wspólnota i więź między rodziną i narodem oraz ich wzajemna służba sobie.
> (...) Ale też naród bez rodziny ginie. Naród, w którym rozłożona została
> rodzina - zanika" (Nauczanie społeczne..., s. 687). Jeszcze jeden tekst:
> "Społeczność polityczna - licząc się z rzeczywistością narodową, z kulturą
> własnego narodu, z jego suwerennością kulturalną i polityczną - nie może
> wchodzić w takie układy i przyjmować takich zobowiązań międzynarodowych,
> które byłyby krzywdą dla kultury narodowej i suwerenności gospodarczej"
> (Nauczanie społeczne.., s. 713). A co zrobili "nasi" politycy? Coście zrobili z
> Polską? 
> ks. prof. Jerzy Bajda
> 
> [1] Zob. Prof. Michel Schooyans, Demografia a suwerenność narodowa
> (Dokumenty Senatu RP).

Odpowiedź listem elektroniczym