http://mazowsze.k-raj.com.pl/10840544462099.shtml

> Chichoty Gombrowicza - artykuł Stanisława Michalkiewicza 
> 
> Jak wiadomo, obchodzimy akurat Rok Gombrowiczowski. Dostrzegam 
> w tym znak czasu, bo któż inny mógłby lepiej patronować rokowi, 
> w którym Polska, na własne życzenie, traci suwerenność państwową, 
> a odbywa się to w podniosłej, nawet patetycznej atmosferze, 
> tworzonej wspólnym wysiłkiem "wierzących i niewierzących"?
> Przynosi to naturalnie niezamierzony efekt komiczny, bo większość 
> polityków i tzw. autorytetów stara się nie zauważyć tego słonia w 
> menażerii, ale nie tylko dlatego. Gombrowicz, skoro już został 
> wywołany do tablicy, najwyraźniej postawił włączyć się z zaświatów 
> do tej celebry i to włączyć się po swojemu, a więc tak, by z
> wszystkich, pragnących utrzymać solenną formę uczestników, zrobić durniów.
> Jakże inaczej wyjaśnić przyczynę, dla której Prawo i Sprawiedliwość 
> umieściło w swojej deklaracji inaugurującej kampanię wyborczą do 
> Parlamentu Europejskiego passus, że posłowie PiS będą w tym 
> Parlamencie dbali o polskie interesy, nawiązując w tym do 
> działalności polskich kół poselskich "w parlamentach krajów 
> zaborczych"? Już mniejsza o to, na ile skojarzenie Parlamentu 
> Europejskiego z parlamentami "krajów zaborczych" jest uzasadnione 
> merytorycznie, bo ważniejsze, że pozwala zajrzeć do podświadomości 
> autorów deklaracji. Taka freudowska pomyłka byłaby zabawna w
> każdym przypadku, a cóż dopiero w przypadku ugrupowania, które 
> przed referendum zachęcało do Anschlussu? Czyż nie
> słychać tu chichotu Gombrowicza?
> Z kolei pan red. Adam Michnik, który nadszarpnął sobie reputację 
> autorytetu moralnego po aferze z Lwem Rywinem, najwyraźniej 
> postanowił wykurować się moralnie. W tym celu skierował się do 
> JE abpa Józefa Życińskiego, by podyskutować o Gombrowiczu. 
> Dyskurs odbywał się w siedzibie metropolity lubelskiego, co 
> również pana red. Michnika, a nawet pana red. Lizuta, który 
> miał rozkaz notować każde słowo i żadnego nie uronić, stawiało 
> in odore sanctitatis. Mądrość etapu wymaga, by na razie zapomnieć 
> o "ajatollachach", którzy na przekór lewicy laickiej marzą o 
> zainstalowaniu w Polsce "państwa wyznaniowego". Jest bowiem 
> nadzieja, że pławiąc się in odore sanctitatis, można pozbyć 
> się szankrów moralnych, a przynajmniej tak je zaleczyć, by 
> nie rzucały się w oczy. Podobna nadzieja ożywia gruźlików 
> odwiedzających alpejskie sanatoria w Szwajcarii. Więc z jednej 
> strony pan red. Michnik, a z drugiej JE abp Życiński dyskutowali o 
> Gombrowiczu, w szczególności zaś o formie. Gombrowicz musiał 
> mieć z tego wiele uciechy, bo pan red. Michnik od co najmniej 
> 20 lat celuje w formę Autorytetu Moralnego, a być może nawet 
> Odkupiciela Narodu Polskiego, no a Jego Ekscelencja również jest w
> znacznym stopniu zdeterminowany formą swego stanu i towarzyszącymi 
> jej akcesoriami, w rodzaju infuły czy pastorału.
> Wydaje mi się, że nie tylko musiał gdzieś z zaświatów chichotać, 
> przyglądając się temu pojedynkowi na solenne miny: red.
> Michnik świadczył arcybiskupowi, arcybiskup w rewanżu świadczył 
> red. Michnikowi, no a red. Lizut wszystko spisał ("zaraz
> zawołam Wylizucha; wy mówcie, a on będzie słuchał"), a potem 
> ogłosił w "Gazecie Wyborczej" pod tytułem "Przekroczyć
> formę", żeby ani jedno słowo nie zostało uronione.
> Reakcja Gombrowicza była natychmiastowa. Oto równolegle w 
> "Rzeczpospolitej" JE opublikował felieton z cyklu
> "Zamyślenia", zatytułowany "Synowie lęku na tropie wroga", 
> a poświęcony krytyce tych wszystkich, którzy poprawiają sobie
> samopoczucie, walcząc z urojonymi przeciwnikami, jak np. 
> masoni czy spisek żyd owski. Żadnych masonów ani też spisków,
> ma się rozumieć, nie ma; są to tylko "głębokie stany lękowe", 
> w jakie popadają ludzie nie mogący dotrzymać kroku "szybkim
> przemianom kulturowym". Przypadkiem (a czy w ogóle są przypadki?) 
> felieton Jego Ekscelencji został wydrukowany obok
> "raportu" poświęconego Wojskowym Służbom Informacyjnym, 
> oskarżanym o to, że przy pomocy swojej agentury przeżarły
> całą strukturę naszej młodej demokracji. W towarzystwie tych 
> rewelacji twierdzenia Ekscelencji, że to są tylko jakieś "głębokie
> stany lękowe" wyglądały szalenie naiwnie. Ekscelencja nie pisał, 
> co prawda, o agentach wojskowego wywiadu, a jedynie o
> masonach, których przedstawił jako nieszkodliwe grono 
> starszych panów lękających się proboszcza, których nie tylko nie
> trzeba się lękać, ale z którymi nawet można by, a właściwie 
> nawet trzeba by - się zaprzyjaźnić. Co prawda w tej sytuacji nie
> bardzo wiadomo, dlaczego kardynał Ratzinger potwierdził w 
> 1983 r. karę ekskomuniki dla członków lóż masońskich, którzy
> nie mogą nawet otrzymać rozgrzeszenia. Co takiego złego robią 
> ci masoni, że ten książę Kościoła tak ich prześladuje?
> Czyżby i on cierpiał na "głębokie stany lękowe"? W takim razie 
> czas położyć kres tym chorobliwym restrykcjom, nawiązać z
> masonami "dialog" i tak dalej. Wypracowanie jakiejś synkretycznej 
> formuły katolicko-masońskiej byłoby z pewnością godne
> Gombrowicza i bez dwóch zdań zrobiłoby furorę podczas 
> Festiwalu Gombrowiczowskiego, który odbędzie się w Lublinie
> wkrótce po Kongresie Kultury Chrześcijańskiej. Gdyby jeszcze 
> włączył się do tego pan red. Michnik, to nie tylko zatarłby
> nieprzyjemne wrażenie wywołane aferą z Rywinem, ale i sama 
> idea zyskałaby należyty rozgłos. To z kolei pozwoliłoby Polsce
> wnieść swój oryginalny wkład na odcinku ducha do Unii 
> Europejskiej, która właśnie na coś podobnego od dawna z
> niecierpliwością oczekuje.
> 
> Stanisław Michalkiewicz

Odpowiedź listem elektroniczym