> Nasze wojsko
> 
> Przed 80 laty - w maju 1924 roku - wprowadzono w Polsce powszechny
> obowiązek służby wojskowej. 
> Przypomnienie tej daty może być dla wielu Czytelników zaskakujące - tak
> jak dla mojego kolegi, który był przekonany, że powszechny obowiązek
> służby wojskowej zadekretował Naczelnik Państwa Józef Piłsudski już w
> roku 1919. "Bez tego - stwierdził - nie wygralibyśmy wojny z bolszewikami".
> Otóż, wygraliśmy wojnę z bolszewikami w latach 1919-1920, choć
> powszechnego obowiązku służenia Polsce jeszcze nie było. 
> Nie wprowadzono go dekretem Naczelnika, lecz ustawą sejmową - w czasach
> już spokojnych, cztery lata po Cudzie nad Wisłą, trzy lata po traktacie
> ryskim, wzorując się na innych państwach europejskich. Więc skąd się wzięło
> to wielotysięczne wojsko lat 1919-1920? Wojsko nazywające się Armią
> Ochotniczą? Najprostszej odpowiedzi udzielił poeta legionowy Edward Słoński:
> "Nikt im iść nie kazał. Poszli, bo tak chcieli. Bo takie dziedzictwo wziął po
> dziadach wnuk. Nikt nie pytał o nic, a wszyscy wiedzieli...". Odpowiedzią
> może być też fragment słynnego reportażu Stefana Żeromskiego "Na
> probostwie w Wyszkowie", którego drukowanie było surowo zakazane przez
> komunistyczną cenzurę aż do roku 1990. "Bezrolni i bezdomni Polskę
> wybrali" - pisał Żeromski. Mimo iż na bolszewickich sztandarach wypisano
> szczytne hasła "państwa robotników i chłopów", "opasali się pasem
> żołnierskim nędzarze, którzy na własność w ojczyźnie mają tylko grób, i z
> męstwem, na którego widok oniemiał z zachwytu świat, uderzyli w wojska
> najeźdźców".
> Pytać tak można dalej: a skąd się wzięły tysiące żołnierzy Podziemnego
> Państwa Polskiego i Narodowych Sił Zbrojnych w czasie ostatniej wojny?
> Przecież nie z mobilizacji i nie dla żołdu! A te dziesiątki tysięcy zabitych już
> po wojnie? A te dziesiątki tysięcy więźniów politycznych sowieckich łagrów,
> Mokotowa, Wronek, Rawicza, Jaworzna i innych miejsc "utrwalania władzy
> ludowej" - czy to nie było prawdziwe Wojsko Polskie?
> Przez cały okres komunistyczny baliśmy się omnipotencji bezpieki i
> brutalności ZOMO, ale żyliśmy w głębokim przeświadczeniu, że "w razie
> czego" na wojsko możemy liczyć. Tej wiary nie nadwyrężyły nawet takie
> wydarzenia, jak strzały oddane do tłumu robotników z karabinów
> maszynowych umieszczonych na czołgach rankiem 17 grudnia w Gdyni ani
> stan wojenny z charakterystycznym widokiem żołnierzy grzejących się przy
> ulicznych piecach. Ta wiara znajduje do dziś odzwierciedlenie w wynikach
> różnych sondaży dotyczących instytucji zaufania społecznego. Kościół i
> Wojsko Polskie - podmioty o tak różnym charakterze i zadaniach - są tu
> zawsze instytucjami szczególnego zaufania.
> To wszystko jednak może się w najbliższym czasie zmienić. Ba, już się
> zmienia. Coraz częściej słyszę opinię, że to nowe wojsko - z rogatywkami,
> duszpasterstwem polowym, ładnym krokiem kompanii reprezentacyjnej, więc
> niby swojskie - jest coraz bardziej obce. Dotarło to również do mnie
> szczególnie boleśnie, kiedy obejrzałem w telewizji ceremonie związane z
> przewiezieniem do kraju ciała oficera, który jako pierwszy poległ w Iraku,
> potem następnych. Poległ? To słowo dziwi, nawet drażni w tym miejscu. Czy
> można "polec", kiedy się jest drobnym elementem obcej armii okupującej
> inny kraj, wbrew woli ponad 90 proc. jego mieszkańców? Język polski zna
> zwroty "poległ na polu chwały", "poległ w obronie Ojczyzny", ale ta nowa
> sytuacja? Ani to chwała, ani interes Ojczyzny. Więc jak to nazwać? "Został
> trafiony"? "Zginął w tragicznym wypadku"? "Miał pecha" mimo kamizelki
> kuloodpornej?
> Z informacji, które docierają od młodych żołnierzy kończących zasadniczą
> służbę wojskową, wynika, że w przeważającej większości przypadków jedyną
> przesłanką, która decyduje o zgodzie na wyjazd do Iraku, jest sytuacja
> socjalna. Bieda pcha tych chłopców do "walki ze światowym terroryzmem".
> Wierzą, że unikną zabłąkanej kuli, od której zginął major Kupczyk, i że ich
> pojazd nie wjedzie na minę. Wrócą szczęśliwie do domu, a za pieniądze z
> odłożonego żołdu założą jakiś interes.
> Rok 1920: "Poszli, bo tak chcieli". Rok 2004: Poszli, choć nie chcieli... Pan
> Szmajdziński z obecnego, sezonowego rządu zaklina się w telewizji, że
> polscy żołnierze "z honorem" i "do końca" wypełnią "misję" w Iraku. Tyle
> drażniących głupstw w jednym zdaniu! Polski żołnierz "z honorem brał ślub"
> pod Monte Cassino. Czy pan Szmajdziński chce porównać Irak z Monte
> Cassino? Polski żołnierz walczył "do końca" na Westerplatte. Nigdy nie był
> "misjonarzem", tym bardziej teraz. Teraz nasz żołnierz wplątał się w brudną
> wojnę, której obraz kreują amerykańskie media - najczęściej nam
> nieprzychylne, ze sławetnym "New York Timesem" na czele, który akcję
> "Jedwabne" wylizywał z lubością jeszcze wtedy, gdy już wszyscy inni byli
> nasyceni. Teraz w amerykańskiej prasie pojawiły się rewelacje o polskich
> żołnierzach w Iraku, którzy torturują irackich jeńców! Trzeba się podzielić z
> innymi swoimi haniebnymi uczynkami! Nie wierzę w te doniesienia, my chyba
> wszyscy w to nie wierzymy, ale świat wierzy, zwłaszcza świat arabski. Do czego
> to Polsce potrzebne? Brudna wojna, w cudzym interesie, bez wymaganej
> zgody parlamentu. Z brudnej wojny zawsze wychodzi się ubrudzonym, mimo
> najlepszych intencji.
>
>  Szczepan Surdy
>

Odpowiedź listem elektroniczym