http://www.nczas.com/?a=show_article&id=2217

Przesłuchać ojców założycieli?

Stanisław Michalkiewicz


LPR stanowi rewolucję polityczną przez samo istnienie. Jednym z celów twórców III RP było, by trumna Romana Dmowskiego nie odgrywała żadnej roli. Skrajnie prawicowa i narodowa partia nie istniała jako element polskiej polityki do wyborów w 2001 r. Ruchy narodowo-katolickie, będące od początku w opozycji wobec III RP, skazane były na błąkanie się po marginesach życia publicznego bądź doklejanie się do silniejszych formacji" - napisali w artykule "Rewolucja idzie!" panowie Andrzej Brzeziecki i Krzysztof Burnetko, wydrukowanym w "Gazecie Wyborczej" z 17 listopada. Obydwaj autorzy są jednocześnie redaktorami działu politycznego "Tygodnika Powszechnego", a pan Brzeziecki - również ważnym członkiem zespołu redakcyjnego lewackiego kwartalnika "Krytyka Polityczna", gdzie koleguje z Sergiuszem Kowalskim, Jarosławem Makowskim, Kingą Dunin i Magdaleną Środą. Wspominam o tym gwoli pokazania, że zaprezentowana opinia jest reprezentatywna dla środowiska skupionego - jak to trafnie określił kiedyś JE abp Józef Życiński - "wokół studni Jakubowej", któremu życiodajną wodę wydziela Agora i Fundacja Batorego. Wprawdzie mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale to nie zawsze się sprawdza. Ledwo tylko pan red. Michnik się rozchorował, a już w "Gazecie Wyborczej" zaczęły ukazywać się artykuły wprawdzie szczere, niemniej jednak, wskutek tej szczerości nieostrożne, jak właśnie ten cytowany.

Czegóż się bowiem z niego dowiadujemy? Niezwykle ważnej informacji,
która podważa nie tylko dotychczasową oficjalną wiedzę o okolicznościach
towarzyszących poczęciu i narodzinom III Rzeczypospolitej, ale i zadaje
kłam uroczystym zaklęciom wygłaszanym przez osobistości, którym z racji
powołania i urzędu nie wypada koloryzować, przynajmniej publicznie.
Chodzi oczywiście o informację dotyczącą "trumny Romana Dmowskiego".
Obydwaj autorzy informują nas, że w III RP miała ona "nie odgrywać
żadnej roli" i to nie wskutek nieubłaganych, obiektywny procesów
dziejowych, tylko było to "jednym z celów twórców III RP". Okazuje się
zatem, że "twórcy III RP" nie tylko zaprojektowali transformację
ustrojową, ale w dodatku namówili się, które "trumny" będą odgrywały
rolę w naszej młodej demokracji, a która - w żadnym wypadku nie.
Pozostaje to w oczywistej sprzeczności z zapewnieniami, jakoby w
Magdalence nie doszło do żadnych tajnych ustaleń. Jedno z nich właśnie
nieostrożnie ujawnili panowie Brzeziecki i Burnetko, a przecież nie jest
ono ustaleniem jedynym, skoro obydwaj autorzy piszą, iż uzgodnienia co
do "trumny Dmowskiego" były tylko "jednym z ustaleń twórców III RP".
Czego dotyczyły pozostałe ustalenia i czy np. obecny kryzys państwa
pozostaje w jakimś związku z ich złamaniem? Warto by to wyjaśnić,
zwłaszcza że chyba coś jest na rzeczy. Autorzy artykułu piszą np., że
"do wyborów w 2001 r." skrajnie prawicowa i narodowa partia nie istniała
jako element polskiej polityki. Czy był to przypadek, czy efekt działań
intencjonalnych prowadzonych skrycie ponad ostentacyjnie demonstrowanymi
podziałami? Wydaje się, że to raczej nie przypadek, bo autorzy piszą
przecież, że "ruchy narodowo-katolickie" były "skazane" na błąkanie się
po marginesach. Skoro były "skazane", to znaczy, że musieli zdecydować o
tym "twórcy III RP", bo któżby inny? I wszystko układało się znakomicie
aż do roku 2001. Co stało się w tym roku?

W tym roku były wybory, ale przecież wybory odbywały się i w roku 1997,
i w roku 1993, i w roku 1991, i w roku 1989 - i wtedy wszystko
przebiegało zgodnie z ustaleniami podjętymi przez "twórców III RP" za
kulisami "okrągłego stołu". Najwyraźniej w roku 2001 ktoś nie dotrzymał
ustaleń albo osłabła czyjaś rewolucyjna czujność, albo ujawniło się
jeszcze coś innego. Coś musi być na rzeczy, bo i JE abp Tadeusz
Gocłowski indagowany na okoliczność, dlaczego tak długo czekał z
usunięciem ks. Jankowskiego z probostwa parafii św. Brygidy, powiedział,
że rzeczywiście, powinien zrobić to już pięć lat temu. Pięć lat temu, w
1999 r., zanim jeszcze na polskiej scenie politycznej objawiła się
"prawicowa i narodowa" hydra. Nawiasem mówiąc, to właśnie JE abp
Gocłowski i JE bp Orszulik zapewniali, że w Magdalence żadnych tajnych
uzgodnień nie było.

A skoro już jesteśmy przy tej sprawie, to chciałbym zwrócić uwagę na
przedziwne zbiegi okoliczności i towarzyszący decyzji abpa Gocłowskiego
niezamierzony efekt komiczny. Dekret zwalniający ks. Jankowskiego z
funkcji proboszcza zbiegł się w czasie z przyjazdem do Polski pana
Dawida Harrisa, dyrektora wykonawczego Amerykańskiego Komitetu
Żydowskiego, wpływowej organizacji zajmującej się m.in. rewindykacjami
majątkowymi. Pan Harris odwiedził Polskę już wcześniej, zaraz po
referendum w czerwcu 2003 r. i domagał się wtedy od prezydenta oraz
premiera Millera przeprowadzenia zadośćuczynienia żydowskim roszczeniom
majątkowych, skoro "naród polski wyraził wolę wejścia do rodziny narodów
demokratycznych". Oczywiście może to być przypadek, ale czy w ogóle są
przypadki? Można w to zwątpić zwłaszcza w sytuacji, kiedy natychmiast po
dekrecie komornik odstąpił od planowanej licytacji mienia gdańskiej
kurii, bo wrocławska firma leasingowa - wierzyciel wydawnictwa Stella
Maris - nagle straciła zainteresowanie egzekwowaniem swoich należności.
Koincydencja zaiste przedziwna, niczym koniunkcja planet, która
wprawdzie się zdarza, ale przecież nie na zawołanie. Oprócz tych
zagadkowych zbieżności, dekretowi ks. arcybiskupa towarzyszyły też
efekty komiczne. Główny Teolog "GW", red. Jan Turnau, wprawdzie przyjął
dekret z radością, jednak z żalem zwrócił uwagę, że nie ma tam rzeczy
najważniejszej - wydania ks. Jankowskiemu zakazu głoszenia kazań. "A
przecież nie można zdymisjonować parafian!" - zakrzyknął red. Turnau na
łamach "GW" i ten szczery, pełen autentycznego bólu okrzyk więcej nam
mówi o charakterze, a zwłaszcza celach tzw. Kościoła otwartego niż
wszystkie oficjalne publikacje.

Wracając tedy a nos moutons, czyli "twórców III RP" i podjętych przez
nich ustaleń, to warto zapytać, które "trumny" były przez nich
predestynowane do odgrywania przewodniej roli w życiu politycznym naszej
młodej demokracji? Warto bliżej przyjrzeć się tym "twórcom". Część z
nich to członkowie partii komunistycznej, wyznawcy trumny Włodzimierza
Iljicza, no i oczywiście Feliksa Edmundowicza Dzierżyńskiego. Skoro
"twórcy III RP" również po "stronie społecznej" gotowi byli na wszystko,
byle tylko nacjonalizm nie podniósł głowy, to siłą rzeczy też musieli
orientować się na "trumnę" jakiegoś wybitnego internacjonalisty. Czyżby
też Feliks Edmundowicz Dzierżyński? To wyjaśniałoby wiele zagadkowych
mechanizmów III RP. Czy nie warto w takim razie tych "twórców" wziąć na
spytki?



------------------------------------------------------------------ STOP KUPOWANIU W NIEDZIELE!!! Pamietaj abys dzien swiety swiecil Nie czyn drugiemu, co tobie nie mile http://www.wiara.pl/tematcaly.php?idenart93259923 ------------------------------------------------------------------



Odpowiedź listem elektroniczym