http://www.racjapolska.pl/index.php?id=polecamy/dokad

W którą stronę?

W wyniku bezprecedensowego rozkładu życia publicznego zaczynają uruchamiać się procesy, które mogą kompletnie przemeblować scenę polityczną i wynieść do władzy siły, które będą musiały 
dokonać jakościowej zmiany w sprawowaniu władzy, zaszczepić nowe standardy w życiu publicznym, a także postawić na kompetencje. Jedną z pretendujących dot ego zadania jest Liga Polskich Rodzin, która jeśli weźmie 
odpowiedzialność za państwo, zmierzy się z biblijną zasadą: po owocach ich poznacie.

W poprzednim numerze zaprezentowaliśmy poglądy na gospodarkę Romana Rybarskiego, działacza narodowego, naukowca i polityka, którego poglądy jednoznacznie wiązały program narodowy w dwudziestoleciu międzywojennym ze swobodą gospodarczą, sprzeciwem wobec etatyzmu, socjalizmu i wszędobylstwa 
państwa. Jego poglądy, choć formułowa­ne przed dziesięcioleciami, są ze względu na uniwersalność bliskie wielu członkom i sympatykom Ligi Polskich Rodzin. Odczy­tane właściwie i roztropnie spożytkowane mogą stać się wyciągniętą 
dłonią do tych, którzy naprawę Rzeczpospolitej i swoją aktywność obywatelską widzą na gruncie wolności gospodarczej, która w pierwszym rzędzie decyduje o jakości życia obywateli i ich zaufaniu do państwa.

Nie od dziś wiadomo, że...

PRAWO

jest podstawą państwa, a w przypadku środowisk narodowych i konserwatywnych, wyznacznikiem zakresu obowiązywania w życiu zbiorowym zasad cywilizacji łacińskiej. Na gmachu warszawskiego sądu widnieje stary, niezbyt już rzucający się w oczy napis: "Sprawiedliwość jest ostoją mocy i trwałości Rzeczpospolitej". To, co dzisiaj na­zywamy polskim prawem jest raczej karykaturą czystego, przejrzystego, jednoznacznego i skutecznego prawodawstwa. Uwikłane w układy przed kilkudziesięciu lat środowisko sędziów i prokuratorów, absurdalne terminy procesów, niejasne i skandaliczne procedury (np. uchylania immunitetu prokuratora, ministra sprawiedliwości, który od dziesię­ciu lat uchodził przed odpowiedzialnością karną za przestępstwo), czasem zupełnie niezrozumiałe wyroki - to wszystko tworzy wrażenie, że polskiej Temidzie ukradziono wagę. Nowelizowane każdego miesiąca ustawy chwieją co rusz polskim systemem prawnym, wprowadzają anarchię, nad którą coraz trudniej zapanować. Dlatego bez pr
awa jasnego, rzadko modyfikowanego, jednoznacznego, a jednocześnie surowego i sprawiedliwego, nie sposób myśleć naprawie państwa. Trzeba je zmieniać także wbrew korporacjom prawniczym, które w głównej mierze są odpowiedzialne za bałagan, jaki obserwu­jemy. Partykularne interesy, horrendalne stawki notarialne, adwokackie i sądowe, skutecznie czynią sprawiedliwość w Polsce towarem wysoce deficytowym i komercyjnym.

WOLNOŚĆ

w gospodarce, to warunek konieczny, by krwiobieg polskiej gospodarki pozbył się zakrzepów i stanów zapalnych, które dzięki lewicowej utopii i fiskalnej obsesji rodzimych liberałów (patrz rządy Suchockiej, Bieleckiego, Buzka) doprowadziły życie gospodarcze do stanu zawałowego i trwałej miażdżycy. Gospodarka, to taka dziedzina, na której każdy Polak - obok polityki i zdrowia - zna się wyśmienicie. Na zawołanie sypie pomysłami, koncepcjami i... toczy żółć, o ile przypomni sobie o ZUS-ie, Urzędzie Skarbowym i lichwiarskich kredytach w banku, o cenach benzyny nie wspominając. Z tej burzy obywatelskich mózgów wynika jedno - państwo jest za drogie, podatki za wysokie, administracja przerośnięta, a przepisy prawa do kitu. I jest to ludowa mądrość, która niestety nie znajduje ożywczego ujścia w postaci logicznie i jasno napisanych ustaw regulujących polskie życie gospodarcze. A ono nie znosi doktrynerstwa i dogmatów, jest przestrzenią najpełniej realizującą się w warunkach swobody.
Wszelkie "izmy" (socjalizmy, liberalizmy, monetaryzmy, neo­liberalizmy, syndykalizmy, korporacjonizmy, itp.), to zaklinanie rzeczywistości i ubieranie zgrabnej "dziewczyny" jaką jest gospodarka w socjalistyczne drelichy, czy w liberalne bikini. Pierwsze skutecznie krępują ruchy, a drugie wprawdzie swobody nie ograniczają, ale nie na każdą 
okazję pasują. To porównanie jest oczywiście dużym uproszczeniem, niemniej pokazuje powszechny u polityków (także wśród naszego środowiska, przyznajmy to szczerze) brak zaufania do naturalnego biegu procesów gospodarczych, którzy w zależności od wiejących aktualnie wiatrów politycznych i sondaży 
przykręcają śrubę lub ją poluzowują. I żeby nie było wątpliwości, nam w redakcji również podoba się gospodarka w stroju bikini, odziana w prawną i ustawową prostotę, z pełną swobodą ruchów. Na wolność w gospodarce wcale nie mają monopolu liberałowie, dla nich to dogmat, 
dla nas środek do właściwego czynienia sobie ziemi poddanej. Krępowanie i dławie
nie każdego pomysłu, każdej inicjatywy jest z gruntu nieskuteczne. Wolność gospodarcza nie bez powodu jest obok własności jednym z podstawowych filarów zdrowego, sprawnego 
państwa. Niekoniecznie trzeba dawać prawo każdemu podatnikowi do handlu bronią, ale - na Boga! - nie można mu kazać już przy zakładaniu działalności gospodarczej 
tracić kilku tygodni i masy pieniędzy, by zaspokoić biurokratyczną i fiskalną hydrę!

ROLA PAŃSTWA W GOSPODARCE

jest kolejnym kluczowym problemem dla zrozumienia sytuacji w Polsce i znalezienia konstruktywnego pomysłu na jej uzdrowienie. Z pewnością nie wszystkim się to spodoba, ale powinna ona ograniczać się do roli strażnika wolności gospodarczej, równych szans uczestników obrotu gospodarczego i poza wyjątkowymi ściśle określonymi ustawowo sytuacjami, niewiele więcej. Im mniej państwa i biurokracji w procesach decyzyjnych, im mniej koncesji i zezwoleń, tym lepiej dla siły i sprawności państwa. Nie oznacza to, że państwo czy samorząd ma przestać być właścicielem lub współwłaścicielem firm o szczególnym znaczeniu dla rynku krajowego lub lokalnego, tak nie jest nawet w krajach, w których wolność gospodarcza jest standardem. Jednak w sytuacji, gdy prywatny przedsiębiorca ma konkurować z państwowym molochem utrzymywanym również z jego podatków, rodzi się niezdrowa zależność. Wtedy mamy politykę, koterie, partyjne szachy i przestrzeń dla tego całego szamba, które wylewa się dzisiaj z fi
rm, które traktowane są jako partyjny łup i strefę wpływów określonego środowiska. Im mniej urzędniczej twórczości na styku z gospodarką, tym lepiej, także dla urzędników, którzy dzisiaj - a jakże! - zapowiadają, że na żadną majątkową odpowiedzialność za swoje błędne decyzje się nie zgodzą.

PODATKI są tematem, którym na okrągło żyją miliony Polaków. To wrażliwy i najbardziej widoczny oraz odczuwalny w świadomości społecznej instrument państwa do ściągania należności koniecznych do jego funkcjonowania. Truizmem jest dzisiaj twierdzenie, że podatków musi być jak najmniej i jak najniższych. Podatnik w polskich warunkach, to notorycznie ograbiany Numer Identyfikacji Podatkowej, chłostany radosną twórczością urzędników skarbowych, który najczęściej myśli, że płaci tylko jeden podatek - dochodowy. Nie ma świadomości, że państwo w postaci różnego rodzaju podatków pośrednich wyciąga mu pieniądze, które sam mógłby spożytkować znacznie rozsądniej. Stara i sprawdzona zasada mówi, że im mniejsze podatki, tym tańsze państwo. Im tańsze państwo, tym - wbrew pozorom - bardziej skuteczne. Stawki podatku dochodowego w polskich warunkach mają wtórne znaczenie, ważniejsze są progi podatkowe, które aparat fiskalny kroi w zależności od kaprysów państwa, a właściwie jego urzędników
. W ferworze dyskusji warto może, także w naszym środowisku podyskutować nad zaletami i wadami podatku liniowego, a w przypadku osób prawnych - podatku obrotowego lub od kapitału, który skutecz­nie ukróciłby wszelkie kombinacje przy mnożeniu kosztów, obniżających dochody firm i transferze kapitału za granicę np. przez sieci supermarketów. 
Warto poruszyć lawinę i zapytać, czy akcyza, kontyngenty, limity są w ogóle potrzebne, a jeśli tak, to jakie i dlaczego. To właśnie akcyza na pa­liwo i jego rodzaje (objęte zróżnicowaną stawką akcyzy) kompletnie destabilizują gospodarkę i hodują mafie polityczno-paliwowe oraz uzależniają nasz rynek paliw od dziwnych 
dostawców i służb specjalnych. O skandalicznej jakości tego paliwa lanego do naszych baków nie warto nawet wspo­minać, ale to jest właśnie między innymi cena za to, że "chłopcy" z ferajny bezkarnie buszują w dżungli nienormalnych uregulowań. Cena benzyny na poziomie 2 złotych to nie marzenie ściętej głowy, ale 
parę pocią­gnięć pi
óra w przepisach i konsekwencja we wsadzaniu za kratki baronów paliwowych i ich politycznych popleczników. I na koniec tego wątku - oczywistym jest, że deklaracja podatkowa powinna mieścić się na jednej stronie formatu 
A4. Nie ma powodów, by w normalnej gospodarce i państwie, które ma zaufanie do swoich obywateli marnować hektary lasów na nic nie znaczące rubryki, załączniki i tabelki. Ceną za prostotę i zaufanie 
państwa do obywatela w tym zakresie, powinny być bardzo surowe sankcje za podawanie nieprawdziwych danych lub ukrywanie dochodów. Tu państwo powinno wkraczać z pełną determinacją i surowością. 
Kłamstwo w deklaracji podatkowej powinno być traktowane, jako przestępstwo przeciwko państwu i obywatelom.

PRACA I BEZROBOCIE

są tematami ściśle się wiążącymi z poprzednimi zagadnieniami. W Polsce bezrobocie jest celowo hodowane. Nie hamują go żadne programy walki z tym zjawiskiem, które służą raczej poprawianiu dobrego samopoczucia rządowi, samorządom, firmom szkoleniowym i doradczym. W sposób oczywisty istnieje szara strefa, która stanowi wentyl bezpieczeństwa dla nawisu bezrobocia. Efektywność programów łagodzenia (nie zwalczania, proszę zwrócić uwagę) bezrobocia, realizowanych przez powiatowe i wojewódzkie urzędy pracy jest symboliczna. Na niewiele zdają się pomysły z tzw. subsydiowanymi miejscami pracy (program "pierwsza praca", "absolwent"), które wprowadzają tak naprawdę anarchię na rynku pracy i utrzymują z pieniędzy podatników krótkotrwałe miejsca pracy, na przekór logice i naturalnym procesom gospodarczym. Tylko ograniczenie horrendalnych kosztów pracy może przynieść widoczne efekty i spadek bezrobocia. Ta prosta zależność w żaden sposób nie może dotrzeć do tych, którzy stanowią prawo.
Bo wygodniej pochylać się nad bezrobotnym zza okien rządowej lanci, współczuć tym, którzy stracili już nawet prawo do zasiłku, kombinować unijną forsę, niż dać ludziom złapać po prostu oddech, tak by im się chciało zakładać jednoosobo­we firmy, brać odpowiedzialność za siebie i rodzinę, cieszyć się z pomnażania majątku, planować w oparciu o stabilne przepisy swoją przyszłość ekonomiczną, być wreszcie wolny­mi i odpowiedzialnymi obywatelami. No tak, ale gdzie wówczas podziałaby się lewica...

NIERÓWNOŚCI SPOŁECZNE

zawsze były i zawsze będą. Wbrew pozo­rom są siłą napędową dziejów. Pilnować trze­ba jedynie, by nie pogłębiały się w wyniku pa­tologii gospodarczej, walki klas, poprawności politycznej, tzw. uwłaszczenia nomenklatury, czy jakiejkolwiek innej obłąkańczej idei. Istnienie grup zamożnych nie jest żadnym zagrożeniem dla sprawiedliwości i kondycji życia społecznego, wręcz przeciwnie, ich istnienie ma swój głęboki sens. Zwracał na nie uwagę wybitny polski historiozof Feliks Konieczny, wskazując, że brak zamożności w pełnej społeczności wiedzie do obniżenia moralności, co niestety obserwujemy dzisiaj gołym okiem. Słusznie zauważał, że zamożniejszy ma uboższego pociągać w górę i pytał - czy przestaliby wszyscy być nędzarzami, gdyby się nikt nigdy nie wydostał na poziom zamożności? Uczciwe bogactwo stanowi drabinę, po której inni mogą się wspinać. Od tego jest bogactwo, by ubogim dawać zarobek, a gdy inaczej nie można, jałmużnę. Tyle Konieczny. Właściwie odczytany skłania do postaw
ienia pytań o zakres pomocy państwa w walce z ubóstwem, wykluczeniem społecznym, dyskryminacją, czy zrządze­niami losu, które każdego przecież mogą wpędzić w biedę i sytuację bez wyjścia. Czy tylko państwo powinno mieć monopol na obracanie publicznym groszem, marno­trawiąc go na pięknie brzmiące programy i ośrodki pomocy społecznej, a właściwie na utrzymanie administracji, która z tego żyje. Czy nie warto, używając modnego ostatnio słowa, zdywersyfikować strumień pieniądza, który płynie na pomoc społeczną i dać szansę na prowadzenie znacznie skuteczniejszej i tańszej działalności na tym polu kościołom, fundacjom, stowarzyszeniom oraz tym, któ­rzy zasługują na miano organizacji pożytku publicznego? Jaki problem ogłaszać co roku konkursy, przetargi, granty dla organizacji, które działalność na rzecz ludzi czują znacznie lepiej, których koszty działalności są nie porównywalne z kosztami generowanymi przez państwowe instytucje. Tutaj przydałaby się zdrowa konkurencja wymuszająca ja­kość i realistyczne koszty. Przejrzystość takiej formy, uczciwość zasad, a przede wszystkim skuteczność, to elementy, które przesądzają o odebraniu państwu monopolu na "zwal­czaniu" biedy, w którą samo zresztą wpędza swoich obywateli.

Bezdenne kieszenie

urzędników stanowią dzisiaj o jakości życia polskiego państwa. Jak powiedzieliśmy wyżej, kulawe prawo wydaje się wręcz zachęcać do czerpania nieuprawnionych korzyści z zajmowanych stanowisk. Wciąż pokutujący w polskiej administracji wieloletni układ polityczno-biznesowy sprzyja budowaniu niezdrowych zależności. Poziom skorumpowania i zwykłego złodziejstwa, jaki ukazuje się naszym oczom choćby podczas prac komisji badającej sprawę Orlenu, przekracza wszelkie zasady obowiązujące w uczciwym państwie. Bez przejrzystego mechanizmu wyłaniania władz pochodzących z nadania, nie sposób przerwać tego błędnego koła. O ile w demokracji decyzje wyborców są niepodważalne, to decyzje ich przedstawicieli powinny być objęte ograniczeniami. Tak, by przedstawicielami właścicieli - podatników - we władzach przedsiębiorstw publicznych były osoby, na których działalności skorzysta zarówno przedsiębiorstwo, jak i - a może przede wszystkim - Państwo, rozumiane jako ogół obywateli. Za złą, błędną
decyzję każdy musi ponieść odpowiedzialność. W zależności od rangi: karną lub polityczną. Wydaje nam się, że należałoby rozważyć możliwość pełnienia niektórych funkcji w sa­morządach przez ludzi, którzy czują potrzebę realizacji w sferze publicznej, a niekoniecznie widzą w tym sposób dorobienia. Czy na pewno dieta radnego, który pracuje dwa, trzy razy w miesiącu musi być wypłacana w ta­kiej wysokości jak ma to miejsce dzisiaj. Czy członkowie rad nadzorczych spółek skarbu państwa lub samorządów, często nieposiadający elementarnych kwalifikacji, powinni otrzymywać za jedno posiedzenie rady w miesiącu tak wysokie uposażenia? Gołym okiem widać, że są to stanowiska stricte polityczne, a nie merytoryczne. Niejednokrotnie egzamin państwowy na członka rad nadzorczych spółek skarbu panstwa bywa, delikatnie rzecz ujmując, ustawiony. Świadczy o tym poziom merytoryczny "absolwentów" kursów w tym zakresie, jakim się "wykazują" robiąc jedynie frekwencję na posiedzeniach rad nadzorczych.

ZAUFANIE PAŃSTWA DO OBYWATELA

jest tym zagadnieniem, o które tak naprawdę cała rzecz się rozbija. A ono jest podstawą każdego szczęśliwego, lub choćby bezkolizyjnego związku. Tymczasem państwo polskie nikogo nie darzy nie tylko sympatią, ale i zaufaniem. Paranoiczność sytuacji polega na tym, że najpierw państwo ograniczyło swobodę obywateli do granic wytrzymałości, a potem - całkiem słusznie zresztą - każdego podejrzewa o niecne zamiary. Ta patologia skutkuje tym, że ludzie po­strzegają swoje państwo jako agresora na ich majątek, ciężko zapracowane pieniądze, przyszłość ich dzieci i dach nad głową. Wścibstwo nachalnych urzędników, uznaniowość ich decyzji, poczucie wyższości kasty urzędniczej, kompletny brak odpo­wiedzialności za podejmowane decyzje, to pierwszoplanowe wyzwanie dla tych, którzy uchwycą ster rządów. Warto narazić się rodzinom urzędniczym, by wygrać w perspektywie zaufanie ludzi i ich zmianę stosunku do władzy, którą w końcu urzędnicy reprezentują. Chcemy państwa, które będzie traktowało
obywatela jak partnera, a nie dojną krowę. Symbolem zmiany będzie dla nas moment, gdy urzędnik podatkowy grzecznie odpowie na wątpliwości podatnika, wskaże najwłaściwsze rozwiązanie, zamiast bez zastanowienia nasyłać na niego kontrolę.

Zapraszamy do dyskusji.

Maciej Eckardt, Paweł Skutecki



------------------------------------------------------------------ STOP KUPOWANIU W NIEDZIELE!!! Pamietaj abys dzien swiety swiecil Nie czyn drugiemu, co tobie nie mile http://www.wiara.pl/tematcaly.php?idenart93259923 ------------------------------------------------------------------



Odpowiedź listem elektroniczym