http://www.medianet.com.pl/~naszapol/0450/0450mazi.php

Jest prawie pewne, że skarb państwa straci niedługo kontrolę nad Państwowym Zakładem Ubezpieczeń, w którym posiada 55 proc. udziałów. To, co kolejne rządy wyczyniają z PZU, jest skandalem. I tutaj miałaby o co 
dopytywać się komisja śledcza. Celem prywatyzacji polskiego ubezpieczyciela narodowego - wyjaśniał rząd na wiosnę 1999 r. - miało być podniesienie wartości firmy w żadnym wypadku oddanie PZU w obce ręce. Pakiety akcji 
coraz silniejszego PZU po dokapitalizowaniu pieniędzmi z prywatyzacji planowano sprzedawać transzami, po coraz wyższej cenie. Skarb państwa miał jednak zachować 51 proc. Wszystkie te zapowiedzi można dzisiaj włożyć między bajki.
Grupa PZU należy do największych firm ubezpieczeniowych w tej części Europy. Przejąć nad nią władzę właścicielską - to niezły interes. W ubiegłym roku PZU wypracował zysk w wysokości 341 mln euro. Ale co tam taki zysk, jeżeli nad 
Polską zawisła siekiera inwestora Eureko, holdingowej spółki zarejestrowanej w Holandii z kapitałem portugalskim, w związku z dodatkowymi obiecanymi akcjami PZU, których inwestor nie otrzymał i domaga się za to odszkodowania! Na korytarzach w Ministerstwie Skarbu Państwa 
szepcą, że odszkodowanie dla Eureko mogłoby wynieść nawet miliard euro. Sprawę wziął w swoje ręce szef resortu Jacek Socha i wszystko wskazuje, że w najbliższych dniach dojdzie do ugody z Eureko. "Gazeta Finansowa" nazwała tę ugodę zgniłym 
kompromisem.
ZUE - nowy skrót ?
We wrześniu br. rozpoczął się proces przed Międzynarodowym Trybunałem Arbitrażowym z powództwa Eureko o dodatkowy 21-procentowy pakiet akcji PZU. Świadkowie zostali przesłuchani, strony również. Werdykt może zostać 
ogłoszony bardzo szybko, wówczas ugoda byłaby już niemożliwa. Stanowiska Trybunału boi się dzisiaj nie tylko Polska, także Eureko. Szanse na wygraną Eureko są - uważają niektórzy - 50 na 50. Nie brakuje opinii 
eksperckich, w których można przeczytać, że argumenty prawne i merytoryczne dość wyraźnie przemawiają za racjami strony polskiej. Minister Socha woli być jednak ostrożny i jako fachowiec na pewno wie dlaczego.
Ugoda zapewni wkrótce Eureko 41 proc. akcji, a w przyszłym roku - pakiet większościowy. Już możemy powiedzieć bye, bye PZU. Pod choinkę 
otrzymamy czytelny sygnał, że niedługo skrót PZU można będzie zastąpić skrótem ZUE: Zakład Ubezpieczeń Eureko.
Sprawa ugody z Eureko była omawiana pod koniec listopada br. przez ministra skarbu na zamkniętym poselskim posiedzeniu z udziałem premiera, na 
które nie przybyli posłowie opozycji. Uzgodniono, że skarb państwa wprowadzi na giełdę od 25 do 35 proc. udziałów 
PZU, a resztę swoich akcji PZU podzieli między Eureko, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOiR) oraz inwestorów indywidualnych.
Taka propozycja podobno zadowala Eureko, bo widzi finał: zostanie większościowym akcjonariuszem PZU, o co przecież Holendrom chodziło. Eureko dopnie swego, spółka, która miała 
znajdować się pod szczególnym monitoringiem rządu, przestanie być polska. Posłowie Komisji Skarbu, tak jak Socha prosił, odrzucili w pierwszym czytaniu projekt uchwały 
(zgłoszony przez 17 posłów), która zobowiązała rząd do niezawierania kompromisu z Eureko. Chcieli tego m.in. Kazimierz Marcinkiewicz z Prawa i Sprawiedliwości, posłowie Ligi 
Polskich Rodzin: Zbigniew Wrzodak, Roman Giertych, Marek Kotlinowski.
Resort skarbu ogłosił przetarg na doradcę przy prywatyzacji PZU SA. Planuje go rozstrzygnąć pod koniec stycznia lub na początku lutego 2005 r. Termin składania wniosków minął 9 grudnia br. Doradca oszacuje wartość PZU, zaproponuje sposób 
sprzedaży akcji przez skarb państwa i zorganizuje sprzedaż akcji PZU w kraju i zagranicą. Socha uważa, że transakcja sprzedaży PZU na giełdach powinna nastąpić w połowie przyszłego roku. Wówczas wpływy z prywatyzacji w 2005 r. byłyby 
wyższe od planowanych o 5,7 mld zł. W br. wpływy z prywatyzacji też przekroczą założenia - miały wynosić 8,8 mld zł, po listopadzie wiadomo, że będą wyższe prawie o miliard.
Zagadkowy Wąsacz
Początek prywatyzacji PZU SA miał miejsce jesienią 1999 r. Rada Ministrów wyraziła zgodę na sprzedaż 30 proc. akcji spółki. Poważnych inwestorów zgłosiło się 
siedmiu: Allianz, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, AXA, konsorcjum Swiss-Re, Ceska Pojistovna, Northern Cross Investment i Eureko - wówczas z Bank of America i BIG Bankiem Gdańskim. Z konsorcjum, któremu przewodziło 
Eureko, odszedł Bank of America i to ono zostało wybrane. Za jedną akcję konsorcjum PZU Eureko z BIG BG zaproponowało od 1034 do 1390 zł. Wynegocjowana cena wynosiła 1165 zł. Pakiet 30 proc. 
kosztował 3,1 mld zł.
Konsorcjum postawiło liczne warunki, na które władze przystały. Były one niekorzystne dla skarbu państwa. Na przykład konsorcjum - posiadając 30-procentowy pakiet akcji - wymusiło, że Eureko i BIG BG będą mieli 
w Radzie Nadzorczej 4 przedstawicieli, tyle samo co większościowy udziałowiec: skarb państwa. Inwestor zastrzegł sobie wyłączność udzielania rekomendacji dla członków zarządu. Na każdą 
sprzedaż akcji PZU powyżej 5 proc. firmom konkurującym z Eureko lub BIG BG skarb państwa został zobowiązany uzyskiwać zgodę konsorcjum.
Mimo takich zapisów minister skarbu w rządzie Buzka, Emil Wąsacz uważał, że to on sprawuje nadzór właścicielski nad PZU. Udział Wąsacza w prywatyzacji PZU można uznać za dość zagadkowy. Wskazywał na Eureko jako na najdoskonalszego 
inwestora, nie zwracając uwagi na zdania wielu ekspertów. W najbardziej nerwowych dla procesu prywatyzacyjnego PZU chwilach wyjeżdżał do Portugalii. Po co? Wbrew uchwale sejmowej, która obligowała rząd do powiadamiania Sejmu, w jakim trybie ma przebiegać dalsza 
prywatyzacja PZU (bo dotychczasowa budziła zastrzeżenia większości posłów) Wąsacz obiecał Holendrom sprzedaż dodatkowego 21-procentowego pakietu akcji PZU po tej samej cenie, którą płacili, kupując pierwszy pakiet - 1165 zł, nie biorąc 
pod uwagę choćby inflacji.
Kaczmarek wetuje Kamelę
Następca Wąsacza, Andrzej Chronowski, zamierzał unieważnić jego dodatkową umowę prywatyzacyjną. Złożył w tej sprawie wniosek do sądu, ale długo na 
stanowisku nie pobył. Kiedy na jego fotel zajęła Aldona Kamela-Sowińska, obwieściła, że niedotrzymywanie umów prywatyzacyjnych nie może mieć miejsca i ona obietnicę 
Wąsacza wobec Eureko wypełni.
"Naszej Polsce", tak jak wielu Polakom, nie podobały się rządy Wiesława Kaczmarka, zarówno jako ministra skarbu, jak i gospodarki. Jednakże Kaczmarkowi trzeba 
oddać sprawiedliwość, że był przeciwny przejęciu PZU przez Eureko i widząc zagrożenie zawetował decyzje Sowińskiej. Znalazł uchybienia w 
umowie prywatyzacyjnej Wąsacza i uznał obietnice pani minister dane Holendrom za nieważne.
W Eureko zatrzęśli się z oburzenia, grożąc, że i tak odbiorą obiecane dodatkowe akcje PZU. Holendrzy zaczęli się obnosić ze swoją krzywdą po całej 
Europie, namawiając, żeby potępiano Polskę, ponieważ nie respektuje umów prywatyzacyjnych. Krzywda Eureko w Polsce wygląda tak, że zysk całego holdingu Eureko Group w 2003 r. 
wyniósł 234 mln euro, z czego 87 mln euro pochodziło z PZU.
Ponieważ Kaczmarek pozostawał w konflikcie nie tylko z premierem Leszkiem Millerem, ale i z 
prezesem PZU Zdzisławem Montkiewiczem, wypchnięty został z posady.
Wielcy złodzieje małe wieszą
Minister skarbu Zbigniew Kaniewski na jątrzący się spór z Eureko nie miał czasu. Zajęty był tworzeniem obszernej listy przedsiębiorstw przeznaczonych do prywatyzacji, na której poczesnej miejsce zajmowały zakłady 
energetyczne. Poza tym, jak się teraz dowiadujemy m.in. z artykułów w "Dzienniku Łódzkim", absorbowały Kaniewskiego kontakty z posłem SLD Andrzejem Pęczakiem i lobbystą Markiem Dochnalem. Liczne rozmowy ministra z tymi 
ludźmi zostały nagrane przez służby specjalne i będzie się musiał z nich tłumaczyć. Pęczak miał zamiłowanie do wypasionych mercedesów, Kaniewski do szybkich, skomputeryzowanych alfa romeo.
Ludzi kłuje w oczy rezydencja byłego ministra skarbu w Sokolnikach pod Łodzią i to, że za benzynę do użytkowanej alfy romeo płaci zarówno Ogólnopolska 
Federacja Związków Zawodowych, której Kaniewski szefuje, jak i Kancelaria Sejmu. Za Kaniewskiego mówiło się jedynie, że spór z Eureko może nas kosztować 
bajońską sumę. Kaniewskiego w ministerstwie zluzował Socha.
Przesłuchanie świadków i stron przed Trybunałem Arbitrażowym z powództwa Eureko przeciwko Polsce już się odbyło. Socha uważa, że najlepiej byłoby podpisać ugodę w grudniu. Minister skarbu przypomina, że umowę z Eureko podpisano w imieniu 
Rzeczpospolitej Polskiej. Także decyzje o wyborze inwestora dla PZU podjął polski rząd. Już wiadomo, że Bank Millennium sprzeda swoje 10 proc. akcji Eureko - oświadczył tak Polskiej Agencji Prasowej rzecznik Millennium Wojciech Kaczorowski. Ponieważ Holendrzy mają w tej chwili 
20,91 proc. akcji PZU, po dokupieniu tego pakietu będą mieli decydujący głos na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy. W tej chwili powodzeniem cieszą się akcje pracownicze PZU, które otrzymało swego czasu 19 tys. osób. Trwa ich wykup, przynajmniej połowa zmieniła 
właściciela. Trudno przypuścić, żeby Eureko takimi transakcjami w ogóle nie było zainteresowane.
W projekcie ugody mówi się o trzecim akcjonariuszu PZU. Miałby nim być EBOR, obejmując od 5 do 10 proc. akcji. Rzecznik EBORu Axel Reiserer nie zaprzecza, że akcje polskiej 
firmy ubezpieczeniowej, które kupią, przeznaczone będą dla Eureko. Czy ktoś kiedyś odpowie za to, że straciliśmy PZU? Raczej złudna nadzieja, bo dzieje 
się u nas tak, jak się działo w średniowieczu: wielcy złodzieje małe wieszą.
Wiesława Mazur



------------------------------------------------------------------ STOP KUPOWANIU W NIEDZIELE!!! Pamietaj abys dzien swiety swiecil Nie czyn drugiemu, co tobie nie mile http://www.wiara.pl/tematcaly.php?idenart93259923 ------------------------------------------------------------------

Odpowiedź listem elektroniczym