Kurcze Rafał,

Tak sobie o tym myślałem.

Ja rozumiem fakt, że to, co Ty (jako tłumacz) i WAiP (jako wydawnictwo) 
robicie, jest w pełni zgodne z wszystkimi regułami i ma swój sens.

Równocześnie, mam bardzo silne wrażenie, że to, co robicie, to jest 
jakiś koszmar. Jako przykładu użyję książki "The Wealth of Networks" 
Benklera.

Książka jest moim zdaniem pozycją wartą rozpowszechnienia bardziej niż 
dzieła Lessiga i wydaje się być kluczowa dla całego myślenia o wolnej 
kulturze bez myślenia o niej jako socjalistycznej utopii i dziele piratów.

Tymczasem, została ona wydana w Polsce na pełnym copyrighcie w 1200 
egzemplarzach - co czyni ją absolutnie niedostępną dla potencjalnych 
odbiorców. Gorszy jeszcze jest fakt, że nawet te 1200 egz. zalega w 
ksiegarniach, zamiast rozejść się jak ciepłe bułeczki. Nic dziwnego - po 
co inwestować w promocję książki, która jest wydana w 1200 
egzemplarzach, więc komercyjnie się nie reklamuje. Nie propaguje się jej 
też poprzez kanały wolnokulturowe, bo jednak ludziom trudno sę pogodzić 
z faktem, że mogą bez problemu używać, przerabiać itp. oryginał, a 
tłumaczenie jest zamknięte (ktoś, kto nie zna zbyt dobrze reguł wolnych 
licencji, może to uznać wręcz za sprzeniewierzenie się ich duchowi).
Zresztą, ku mojej zgrozie, z lektury stopki dowiedziałem się, że ksiażka 
ta jest dotowana z moich podatków. Tym samym moje pieniądze, zamiast iść 
na pielęgniarki, poszły na zabicie tej książki w moim pięknym kraju.

Co dalej? Dalej jest jeszcze gorzej. Załóżmy, że dobrzy ludzie zechcą 
przetłumaczyć tę ksiażkę jeszcze raz do celów publikacji wersji 
elektronicznej (straszna strata czasu i energii) na stosownej licencji w 
tym przypadku NC-SA - co z przyjętymi przez Ciebie tłumaczeniami pojęć? 
O ile mi wiadomo, tłumaczenie pojęć jest elementem traktowanym w polskim 
prawie jako autorski wkład tłumacza (co pozwala na wrzucenie 50% kosztów 
uzyskania przy rozliczeniu podatkowym zlecenia tłumaczenia). Tym samym 
użycie w społecznościowym tłumaczeniu Twojego tłumaczenia pojęć będzie 
plagiatem. Jeśli w tym punkcie się mylę - proszę o sprostowanie. Jeśli 
się nie mylę, w końcowym efekcie uzyskamy sytuację, w której we 
wszelkich odwołaniach w tekstach naukowych będzie się podawać Twoją 
wersję tumaczenia, a w tłumaczeniu społecznościowym istnieć będzie inna.

Ja rozumiem, że to ani Twoja wina, ani nawet Twoja sprawa. Rozumiem też, 
że za Twoją cieżką pracę należała Ci się zapłata i tego też nie kwestionuję.

Po prostu strasznie mi przykro, że to się stało tak, a nie inaczej.
Mam tylko nadzieję, że nie zdążysz przetłumaczyć wszystkich ciekawych 
pozycji z interesującej nas dziedziny i opublikowanych na warunkach NC.

Pozdrawiam,
Marcin


Rafał Próchniak pisze:
> Witam!
>
> Warto zauważyć, że "Remiks" (po angielsku) ukazał się na licencji CC
> kilka miesięcy po wydaniu pierwszej wersji papierowej, chyba nawet
> równocześnie z wersją paperback. Przygotowania do wydania polskiej
> wersji już trwały.
>
> W działaniach Lessiga nie ma akurat żadnej hipokryzji - właśnie w
> "Remiksie" przekonuje do legalizacji obiegu niekomercyjnego i raczej z
> szacunkiem odnosi się do wszelkich hybryd między kulturą wolną i
> płatną (a taką hybrydą jest późniejsze wydawanie książek na licencji
> CC). Można się oczywiście z tym podejściem nie zgadzać, ale Lessig
> jest raczej konsekwentny.
>
> Pozdrawiam
>
> Rafał Próchniak
>
> PS Disclaimer: jestem tłumaczem "Remiksu".
>
>
>
> 2010/1/10 Tomasz Ganicz <[email protected]>:
>   
>> W dniu 10 stycznia 2010 10:34 użytkownik Alek Tarkowski
>> <[email protected]> napisał:
>>
>>     
>>> Nie rozumiem natomiast, dlaczego udostepnienie wydanej drukiem ksiazki
>>> jest "strzalem w stope". Przecza temu takie przyklady jak wydanie
>>> "wolnej kultury", strategia wydawnicza Cory'ego Doctorowa czy nowa
>>> odnoga wydawnictwa Bloomsbury, Bloomsbury Academic - wszystkie one
>>> dowodzą, że można skutecznie udostępniać na wolnych licencjach książki
>>> wydawane jednocześnie w sposób komercyjny (drukiem, ale też online).
>>>       
>> Ja to pisałem z jakby punktu widzenia tradycyjnego wydawnictwa, które
>> styka się z czymś na licencji NC. Oczywiście takiej licencji użyć nie
>> może, więc musi odszukać i podpisać umowę z autorem i zapłacić mu na
>> normalnych zasadach za użycie komercyjne a następnym logicznym krokiem
>> jest inwestycja w samo w tłumaczenie, które w takim przypadku nie ma
>> powodu, żeby było w jakikolwiek sposób dostępne bezpłatnie na
>> jakiejkolwiek licencji CC, skoro wydawnictwo musi na normalnych
>> zasadach zapłacić autorowi oryginału i tłumaczowi. Po tych
>> inwestycjach - wydawnictwo myśli, że równoległe wydanie i umieszczenie
>> w sieci "za darmochę" to strzał we własną stopę, na zasadzie, że jak
>> coś można mieć za darmo to nikt tego nie kupi a im się musi ta
>> inwestycja przynajmniej zwrócić. Argumentu, że są tacy, którzy
>> przeczytają i w sieci i będą chcieli mieć to na półce raczej żadnego
>> wydawnictwa nie przekona - będą - kto wie, czy jednak nie zasadnie -
>> sądzili, że takich osobników będzie raczej niewielu.
>>
>> Trochę inna może być sytuacja, gdy wychodzi się z licencji bez warunku
>> NC. Wówczas można wyjaśniać wydawnictwu, że co prawda jest to dostępne
>> bezpłatnie w sieci, ale za to samo wydawnictwo nie musi nic odpalać
>> autorowi i w związku z tym ma na starcie mniejszy koszt, bo nie musi w
>> ogóle podpisywać za autorem żadnej umowy. Jeśli do tego miałoby grupę
>> tłumaczy-wolontariuszy, którzy na podobnych zasadach dostarczą mu
>> tłumaczenie, to może się na taki układ, że wydaje na licencji CC typu
>> SA ale bez warunku NC, zdecydować. Możliwy jest też wówczas np: taki
>> układ, że aby wydawnictwo miało jaką taką gwarancję, że określona
>> liczba egzemplarzy się sprzeda, umówi się z tłumaczami, że nie
>> udostępnią tego tłumaczenia publicznie w internecie przez np: 3
>> miesiące od daty wydania książki. Może też zapłacić tłumaczowi i nie
>> udostępnić tłumaczenia w sieci. Oczywiście ktoś wtedy będzie mógł np:
>> zrobić OCR tego tłumaczenia i je wrzucić do sieci, ale to zajmie
>> trochę czasu albo w ogóle nie nastąpi.
>>
>> Powiem szczerze, że mnie się osobiście udostępnianie przez Lessiga
>> swoich książek na licencji NC wydaje się rodzajem hipokryzji -
>> przynajmniej w stosunku do książek, w których on sam postuluje takie
>> zmiany prawa autorskiego, aby był możliwy wolny i nieskrępowany remiks
>> i użycie kultury. Ta licencja to bowiem w praktyce uniemożliwia,
>> blokując wszelkie copyleftowe modele biznesowe, a bez biznesu nie ma
>> skutecznego rozpowszechniania, bo skuteczne rozpowszechnianie wymaga
>> ponoszenia kosztów, które jakoś się muszą zwrócić.
>>
>> O niebo bardziej podoba mi się postawa Stallmana, który jest w
>> zakresie użycia jego twórczości (zarówno pisanej jak i
>> programistycznej) konsekwentnie zgodny z tym co sam głosi. I też można
>> do wydania tego przekonać wiele wydawnictw, które na tej jego
>> twórczości zarobią, zaś sam Stallman z głodu nie umiera.
>>
>> http://stallman.helion.pl/
>>
>>
>> --
>> Tomek "Polimerek" Ganicz
>> http://pl.wikimedia.org/wiki/User:Polimerek
>> http://www.ganicz.pl/poli/
>> http://www.ptchem.lodz.pl/en/TomaszGanicz.html
>> _______________________________________________
>> Cc-pl mailing list
>> [email protected]
>> http://lists.ibiblio.org/mailman/listinfo/cc-pl
>>
>>     
> _______________________________________________
> Cc-pl mailing list
> [email protected]
> http://lists.ibiblio.org/mailman/listinfo/cc-pl
>
>   
_______________________________________________
Cc-pl mailing list
[email protected]
http://lists.ibiblio.org/mailman/listinfo/cc-pl

Odpowiedź listem elektroniczym