Chcialem sie szanownemu gronu poskarzyc. Tak duzo trabimy i piszemy o tym, ze OR to jak braterstwo, ze samopomoc, ze prawdziwy offroadowiec pomoze koledze ( a nawet 2WD ) jak jest potrzeba... Powiem wam, ze poza zadkimi przypadkami to jest g. prawda. Przyklad ? Prosze : Mokotow, 9.00 rano, sobota, Dworzec Poludniowy. Na srodku skrzyzowania mala zielona suzuka odmawia wspolpracy. Leje, samochody omijaja trabiac- znaczy norma, nie jeden raz sie to przerabialo, nie ? Ale patrze : jedzie krotki szary GR, duze kolka, prawdziwy terenowy look. Ciesze sie, ze kolega po OR to pomoze, tym bardziej ze nie jakis bulwar a "prawdziwy ofrołd " .Chociaz na bok zepchnac, kalwalek podciagnac zeby autko zapalilo. A gdzie tam , zatrzymal sie na swiatlach, popatrzyl i pojechal sobie. Mysle- spieszy sie chlopak, chcial ale nie mogl... itp.. Patrze- jedzie Hilux, tez zrobiony, tez mnie mija tak szybko ze tylko bialy kolor widac.... Coz. W koncu blokuje tylko dwa pasy na swiatlach, mogl nie zauwazyc.... Suzi zapalila po 30 min walki, pojechalem do pracy. Przemyslenia- gdzie ta pomoc, gdzie braterstwo i te inne pieprzenie glupot, ktorym srodowisko sie tak chlubi..........
PS. wracajac z pracy mijam poloneza z podniesiona maska. Podjechalem, podalem pradu, zapali, odjechal i jeszcze chcial mi zaplacic, bo myslal ze jak terenowka to pomoc drogowa... Tak wiec panowie i panie - poza kilkoma znanymi mi kolegami ktorzy w nocy chcieli mnie sciagac z miasta to cos ja kiepsko ten DUCH OFROŁDA widze........ Z lekka rozgoryczony Albert
