Nic co nieludzkie nie jest mi obce
Tortura nie tylko okalecza ciało. Wymierzona jest również w duszę, w światopogląd, we wszystko co jest drogie człowiekowi - mówi Helen Bamber, brytyjska aktywistka pomagająca ofiarom prześladowań. JACQUELINE SCHARLI, MICHAEL KROBATH Witam a czy ktos mysli inaczej J. 17.10.2002 Od dziesiątków lat spotyka się pani z ludźmi, którzy byli torturowani. Czy są takie obrażenia i metody, które powtarzają się na całym świecie? Helen Bamber: Najczęściej obrażenia widoczne są na plecach i ramionach. Ludzie są bici, a także zawieszani w niewygodnych pozycjach, na przykład za ręce skrępowane za plecami. Jest to niezwykle bolesne, uszkodzone zostają tkanki ciała; ludzie odczuwają ból jeszcze przez wiele lat. Natomiast na zdjęciach rentgenowskich i USG skutki takich tortur są mało widoczne. Sprawia to, że trudno jest dowieść stosowania tej metody - chociaż nie jest to niemożliwe, jeśli ma się odpowiednie doświadczenie. Częste są również obrażenia głowy. Ofiarą się potrząsa, uderza głową o ścianę, co może wywoływać lekkie formy epilepsji. Takie tortury również ciężko udowodnić. Jaka metoda jest najgorsza? Jedną z najokrutniejszych jest bicie po stopach. Nasi podopieczni opisują to jako ból, który poprzez ciało promieniuje prosto do głowy. Także wtedy zostaje niewiele śladów, ale delikatna tkanka stóp jest zniszczona, ludzie przez długi czas nie są w stanie chodzić. Ale najgorsze, moim zdaniem, są tortury seksualne stosowane zarówno wobec kobiet jak i mężczyzn. Są one połączone z takim uczuciem poniżenia, że potem ofiarom trudno jest nawiązać normalny kontakt z partnerem. A co się dzieje z psychiką torturowanego człowieka? Poddany męczarniom człowiek nigdy nie wie, jak długo pozostanie w rękach swoich oprawców. Przebywa w ciemnym pomieszczeniu, nieraz ma zawiązane oczy lub worek zarzucony na głowę. Ale przede wszystkim jest osamotniony i ma uczucie, że nikt nie przyjdzie mu z pomocą. Jest całkowicie zależny od swych oprawców, wie, że nie ma takiej rzeczy, której nie mogliby z nim zrobić. Tortura to nie tylko zamach na ciało - wymierzona jest również w duszę, w światopogląd, we wszystko co człowiekowi jest drogie. Psychika torturowanego zostaje zredukowana do jednego tylko pragnienia: przeżyć. Tortura jest czymś nieludzkim - zabija człowieka, nie odbierając mu życia. Od 57 lat słucha pani opowiadań ofiar o doznanych okrucieństwach. Jak pani to znosi? Zawsze mam poczucie, że muszę spłacić pewien dług. Byłam jedynaczką w żydowskiej, nieortodoksyjnej rodzinie, zaabsorbowanej polityką. Mój ojciec, którego rodzice pochodzili z Polski, pomagał ludziom uciekającym z nazistowskich Niemiec. Ci uchodźcy, gdy już dotarli do Wielkiej Brytanii, przychodzili do mnie i opowiadali, co się tam dzieje. To było przerażające. Po wojnie mój ojciec popadł w zupełną depresję. Myślę, że moje zaangażowanie było odpowiedzią na tę sytuację: trzeba coś robić, a nie rozpaczać. Zawsze odczuwałam potrzebę, aby naprawiać wyrządzone szkody. Choć pomaganie nie jest moim zdaniem niczym szlachetnym, nie widzę w tym niczego bohaterskiego. Ja jestem w tym po prostu dobra, to jedyna rzecz, jaką naprawdę umiem robić. Ludzie mają tendencję do sentymentalizowania tych spraw.
