http://www.medianet.com.pl/~naszapol/0450/0450siei.php
Pasikowski to przewidział
Wszyscy kumple Widackiego
Hitem polskiego kina początku lat 90. były Psy w reżyserii Władysława Pasikowskiego. Ten z pozoru typowy film sensacyjny stanowi znakomitą ilustrację przemiany ustrojowej, jaka dokonywała się wówczas w Polsce: byli esbecy w wyniku
urzędowej weryfikacji zostają podzieleni na tych, którzy zostają w służbie "nowego państwa", i na tych, którzy tracąc posady przechodzą do biznesu, najczęściej o charakterze przestępczym. Mimo tego podziału,
między obiema grupami pozostają silne więzi utrwalające się w wyniku wspólnych interesów, do których zostają "dokooptowani" także ich postsolidarnościowi protektorzy.
Scenarzysta Psów nie musiał wiele wymyślać. O tym, że tak było w rzeczywistości, przekonują nas kolejne afery, które w minionym piętnastoleciu jakimś cudem wyszły na jaw. A chyba najbardziej dobitnym świadectwem esbecko-przestępczych układów z tamtych czasów jest
sprawa fundacji "Bezpieczna Służba", ujawniona ostatnio przez posła Zbigniewa Wassermanna, którą szczegółowo opisaliśmy w poprzednim numerze "Naszej Polski". Skandal ten bezpośrednio obciąża ówczesnego wiceministra spraw wewnętrznych Jana Widackiego, który jest
dziś pełnomocnikiem Jana Kulczyka. Ale najwyraźniej nie tylko Widacki czuje się tą sprawą zagrożony, skoro w ubiegłym tygodniu oświadczenie w jego obronie wystosowało aż pięciu jego byłych kolegów z resortu: byli ministrowie Krzysztof Kozłowski, Andrzej Milczanowski i Jerzy
Konieczny oraz wiceministrowie Jerzy Zimowski i Wojciech Brochwicz.
"Weryfikacja" Kozłowskiego to była kpina
Gdy w 1989 r. powstawał pierwszy rzekomo niekomunistyczny rząd Tadeusza Mazowieckiego, szefem MSW pozostał w nim gen. Czesław Kiszczak, sprawujący tę funkcję od 1981 r. Dopiero 6 kwietnia 1990 r. Sejm uchwalił tzw. ustawy policyjne, na podstawie których milicja została
przekształcona w policję, a w miejsce SB powstał Urząd Ochrony Państwa. Do zorganizowania UOP wyznaczono Krzysztofa Kozłowskiego, wieloletniego zastępcę redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego", który trzy miesiące później, 6 lipca,
zastąpił Kiszczaka na stanowisku ministra. To właśnie Kozłowski jest odpowiedzialny za przeprowadzenie weryfikacji, której co prawda dokonywały wojewódzkie komisje weryfikacyjne z udziałem przedstawicieli środowisk opozycyjnych, ale zweryfikowanym negatywnie
przysługiwało odwołanie do Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej kierowanej właśnie przez pierwszego szefa UOP. Komisja ta, której prace faktycznie prowadził wiceminister Widacki, była dla esbeków bardzo łaskawa, w wielu re
gionach pozostawiając większość dawnej obsady personalnej. Obok komisji wojewódzkich istniała też komisja ds. kadr centralnych, czyli MSW. Na jej czele stał ówczesny zastępca Kozłowskiego, szczeciński prawnik Andrzej Milczanowski, a jej sekretarzem był Wojciech Brochwicz, jeden z krakowskich działaczy ruchu "Wolność i Pokój", których do pracy w resorcie protegował poseł Jan Maria Rokita, przewodniczący sejmowej Komisji Nadzwyczajnej ds. Działalności MSW.
W wyniku weryfikacji spośród 24 tys. funkcjonariuszy SB w UOP zatrudniono ok. 5 tys., a dwa razy tyle trafiło do policji. Wkrótce ich nowym szefem został Milczanowski, który objął kierownictwo UOP (lipiec
1990-styczeń 1992), a następnie funkcję ministra spraw wewnętrznych (lipiec 1992-grudzień 1995). Obok niego w resorcie pojawił się inny prawnik ze Szczecina, wieloletni członek PZPR (1964-1980) i poseł Unii
Demokratycznej Jerzy Zimowski, który - z półroczną przerwą w 1992 r. - pełnił funkcję wiceministra aż do 1996 r. Jego kolega, prof. Widacki, opuścił resort w grudniu 1991 r., zostając ambasadorem
w Wilnie. Natomiast kariery w UOP zaczęli robić ludzie Rokity, tacy jak Konstanty Miodowicz, Bartłomiej Sienkiewicz czy Wojciech Brochwicz (ten ostatni jako wiceszef kontrwywiadu).
Mieszanka firmowa ma się dobrze
Jeszcze w 1991 r. zastępcą Milczanowskiego w UOP, a później szefem Urzędu (1992-1993) został prof. Jerzy Konieczny, chemik i kryminolog z Uniwersytetu Śląskiego, wykładający też w Wyższej Szkole Policyjnej w Szczytnie. Po wygranych przez SLD wyborach jesienią 1993 r.
jego miejsce zajął wprawdzie gen. Gromosław Czempiński, wieloletni funkcjonariusz PRL-owskiego wywiadu, ale gdy w grudniu 1995 r. tzw. afera "Olina" wymiotła z MSW prawie całą ekipę Milczanowskiego, wówczas na czele resortu (wprawdzie tylko na kilka tygodni) stanął
właśnie Konieczny, który wcześniej był doradcą premiera Józefa Oleksego. Natomiast w 1998 r., już za rządów AWS, na stanowisko wiceministra awansował Wojciech Brochwicz, który jednak rok później musiał odejść w ślad za swym
przełożonym Januszem Tomaszewskim.
Dziś cała piątka obrońców Widackiego ma się doskonale. Wszyscy - oprócz Kozłowskiego, który wrócił do "Tygodnika Powszechnego" - prowadzą własne kancelarie prawnicze. Andrzej Milczanowski od 1996 r. zasiada we władzach Instytutu Lecha Wałęsy. Jerzy
Zimowski jest zastępcą prof. Leny Kolarskiej-Bobińskiej, szefowej Instytutu Spraw Publicznych, a przy tym mężem czołowej dziennikarki "Polityki" Janiny Paradowskiej. Wojciech Brochwicz należy do Platformy Obywatelskiej, był nawet członkiem jej Rady Programowej, którą
kierował Andrzej Olechowski, a poza tym robi ciekawe interesy, np. doradzał ukraińskiemu Związkowi Przemysłowemu Donbasu, gdy ten starał się o zakup Huty Częstochowa. Natomiast Jerzy Konieczny jest przewodniczącym Rady Nadzorczej założonej przez siebie spółki
detektywistyczno-ochroniarskiej Konsalnet, której Zarządem kierują dwaj byli oficerowie wywiadu PRL.
Dzięki nim służby specjalne opanowała mafia
Opisywani tu panowie mają sporo na sumieniu. Skutkiem bardzo tolerancyjnego podejścia do weryfikacji było opanowanie służb specjalnych przez układy esbecko-mafijne. Ich równie tolerancyjne podejście do tajnych współpracowników PRL-owskich służb zablokowało lustrację,
którą w 1992 r. próbowała przeprowadzić ekipa Antoniego Macierewicza. Ich służalczość wobec Belwederu, którym rządził Mieczysław Wachowski, popchnęła ich do działań skierowanych przeciwko antywałęsowskiej opozycji, eufemistycznie nazywanych
inwigilacją prawicy. Dlatego jeżeli dziś występują oni z atakiem na posła Wassermanna, to tylko potwierdzają swoją dotychczasową drogę życiową - drogę kompromitacji, tak wymownie przedstawionej w filmie Psy.
Paweł Siergiejczyk
[EMAIL PROTECTED]
------------------------------------------------------------------
STOP KUPOWANIU W NIEDZIELE!!!
Pamietaj abys dzien swiety swiecil
Nie czyn drugiemu, co tobie nie mile
http://www.wiara.pl/tematcaly.php?idenart93259923
------------------------------------------------------------------