Witam listowiczów... Na goraco... wlasnie wrócilem z malego spotkania formalnego, ale... od poczatku moze... Robie imprezke off-road, wiec objezdzam blizsze i dalsze tereny, szukam, straych brodów, jarów, podjazdów itd, pytam ludzi zalatwiam zgody... normalka. Znajduje m.in bardzo fajny las, z "dzwonowa góra", pieknym bagienkiem, stara zwirownia, i starorzeczem z dwoma brodami. Namierzam wlasciciela. Jest kilku z jednej wsi Jade tam spotykam sie z soltysem, mily czlowiek, kulturalny, mówi, ze pewnie nie ma przeszkód, ze raczej nic przeciwko, ale pusci karteczke do zainteresowanych i zeby przyjechac na umówiony termin (czwartek) to sie zalatwi.
Wiec zadowolony zapinam w czwartek na spotkanie w swietlicy z mieszkancami, zeby zaprezentowac, mam ze soba zdjecia, film i przenosny telewizor. Zadowolony zajezdzam pod swietlice witam sie z soltysem wchodze podlaczam sprzet i czekam na gremium. I przychodza. Zaczynam opowiadac, wyswietlac, tlumaczyc, zachecac. Koncze a onii mówia; W niedziele byly tu 3 samochody, wszyscy pijani, zniszczyli droge, uprawy, Przejechali przez mlodnik i lake, wpadli pijani do kogos na podwórko i zrobili awanture, DLATEGO My TU ZADNYCH RAJDÓW NIE CHCEMY!! "Koledzy" pieknie mi pomogli w organizacji Pieprzone pijane rozwydzrone bydleta w "terenówkach" Przez to Bydlo i holote juz sie calkiem nic zrobic nie da ech szkoda gadac... (zmartwiony) globo :'-((
